Dwa złote medale olimpijskie w zapasach klasycznych do 100 kilogramów, dzielone ośmioma latami: Seul 1988 i Atlanta 1996. Między nimi nie było triumfalnego pochodu, tylko Barcelona 1992 i czwarte miejsce — porażka w walce o brąz jednym punktem. Kaszuba z Kartuz, 192 centymetry, sto kilogramów, wychowanek wiejskiego klubu spod Żukowa, który przez dwanaście lat trzymał się w ścisłej światowej czołówce i w 1994 roku w rankingu FILA ustępował tylko Aleksandrowi Karelinowi.
Cztery starty olimpijskie: Seul, Barcelona, Atlanta, Sydney. Cztery medale mistrzostw świata, pięć mistrzostw Europy, trzynaście tytułów mistrza Polski z rzędu. Order Odrodzenia Polski w trzech stopniach — Kawalerski, Oficerski, Komandorski. A pod spodem trzy pierwsze lata w sekcji zapaśniczej w Żukowie, w których chłopak z Kaszub nie wygrał ani jednej walki na zawodach. To jest zapis tego, co się między tymi dwoma faktami wydarzyło.
I. KARTUZY, ŻUKOWO I TRZY LATA BEZ WYGRANEJ
Andrzej Adam Wroński urodził się 8 października 1965 roku w Kartuzach, w rodzinie Jana i Renaty z domu Elgert. Wychował się poza miastem, w kaszubskiej osadzie, gdzie ojciec pracował w Lasach Państwowych. To ojciec — jak Wroński opowiadał po latach, sam sportowiec niespełniony — zawiózł syna do sekcji zapaśniczej w Żukowie. Rok był 1976. W telewizji szła właśnie olimpiada w Montrealu, na której Kazimierz Lipień zdobył dla Polski złoto w stylu klasycznym. Chłopak zobaczył matę i został.
Klub nazywał się GLKS Morena Żukowo — gminny ludowy klub sportowy, czyli dokładnie ten model, na którym stały polskie zapasy w latach siedemdziesiątych: sala w małej miejscowości, jedna mata, jeden trener, dojazdy z okolicznych wsi. Trenerem był Henryk Borecki, z zawodu mechanik, działacz Polskiego Związku Zapaśniczego. Wroński spędził u niego osiem lat, od 1976 do 1984 roku. Na macie ćwiczył razem z bratem Wiesławem.
Pierwsze trzy lata to była jedna długa przegrana. Na zawodach nie wygrywał nic. „Jak mam się tak męczyć przez trzy lata, to nie dam rady” — wspominał własne myśli z tamtego okresu. Nie odszedł z jednego powodu, który sam nazwał najprościej: „Sekcja była jak wielka rodzina”. Przełom przyszedł na igrzyskach młodzieży szkolnej — srebro, pierwszy medal w historii klubu na tym szczeblu. W tym samym czasie dorabiał pracą w lesie.
Warunki fizyczne dostał od natury: 192 centymetry wzrostu, długie, mocne ramiona, docelowa waga startowa sto kilogramów. W stylu klasycznym, gdzie nogi są wyłączone z gry, to nie ozdoba, tylko narzędzie pracy.
II. 1984: WOJSKO, LEGIA I MEMORIAŁ PYTLASIŃSKIEGO
W 1984 roku Wroński dostał kartę powołania do zasadniczej służby wojskowej. W Polsce Ludowej był to standardowy kanał przenoszenia zawodników z klubów prowincjonalnych do stołecznej czołówki: wojsko brało sportowca, sportowiec trafiał do klubu wojskowego, klub dawał mu etat, obozy i codzienny trening z najlepszymi. O Wrońskiego biły się wtedy Siła Mysłowice, Piotrcovia i Śląsk. Wygrała Legia Warszawa i zawodnik został w niej na blisko piętnaście lat.
W Legii prowadzili go Bolesław Dubicki i Wiesław Dziadura, w kadrze narodowej Stanisław Krzesiński i Ryszard Świerad. W tej samej sali trenował Andrzej Malina, olimpijczyk i medalista mistrzostw świata. Różnica między Żukowem a Warszawą nie polegała na sprzęcie, tylko na tym, z kim się codziennie stawało do sparingu.
Przez trzy lata nie było z tego żadnego wyniku międzynarodowego. Przełom przyszedł w 1987 roku na Memoriale Władysława Pytlasińskiego, najstarszym polskim turnieju zapaśniczym. Wroński pokonał tam Rumuna Vasile Andreia — mistrza olimpijskiego z Los Angeles 1984 — i został wybrany najlepszym zawodnikiem zawodów. Rok później obaj mieli się spotkać ponownie, w Seulu.
Pod koniec kariery reprezentował jeszcze Gryfa Chełm. Szkołę kończył w biegu: liceum ogólnokształcące w Warszawie w 1994 roku, Studium Trenerskie w Gorzowie Wielkopolskim w 1997 — obie między obozami a startami.
III. STYL KLASYCZNY: CZEGO NIE WOLNO
Zapasy olimpijskie mają dwa style: klasyczny, nazywany też grecko-rzymskim, i wolny. Różnica jest jedna, ale zmienia wszystko. W klasycznym obowiązuje zakaz chwytów poniżej linii bioder. Nie wolno chwycić nogi, nie wolno zaczepić nogą, nie wolno podciąć, nie wolno użyć nogi jako dźwigni na ciele przeciwnika. Cały arsenał sprowadza się do tego, co da się zrobić chwytem powyżej pasa.
Konsekwencja jest brutalnie prosta: skoro nie można wejść pod nogi, trzeba zabrać rywalowi środek ciężkości od góry. Stąd rzuty dużej amplitudy — suples, czyli przerzut przez siebie w tył z pełnym oderwaniem przeciwnika od maty, wyceniany najwyżej w całej punktacji. Stąd walka o uchwyt, o ustawienie stopy i o wysokość bioder.
Druga połowa roboty dzieje się w parterze. Zawodnik sprowadzony na matę klęka, opiera dłonie o podłoże, a przeciwnik z góry próbuje go przetoczyć na łopatki: przerzuty, wózki, klucz na tułowiu. W epoce, w której startował Wroński, sędzia mógł także zarządzić parter karnie, za bierność — i to była specjalność Polaka. Kiedy w latach dziewięćdziesiątych FILA zaczęła te przymusowe partery ograniczać, uderzyło to bezpośrednio w jego styl walki.
- Zakaz chwytów poniżej pasa — w stylu klasycznym nie wolno chwytać przeciwnika poniżej bioder ani obejmować go nogami; zabroniony jest każdy nacisk, pchnięcie i podnoszenie z użyciem nogi.
- Punktacja akcji — 1 punkt za sprowadzenie do parteru i za dominację, 2 punkty za technikę w parterze wprowadzającą rywala w położenie zagrożenia, 3 punkty za rzut małej amplitudy ze stójki, 5 punktów za technikę dużej amplitudy z całkowitym oderwaniem przeciwnika od maty.
- Tusz — walka kończy się natychmiast, gdy obie łopatki przeciwnika dotykają maty przez co najmniej sekundę.
- Mata — koło o średnicy 9 metrów, obrzeżone czerwonym pasem strefy bierności o szerokości 1 metra, wokół całości strefa ochronna szerokości 1,5 metra.
- Trykot — jednoczęściowy kostium w kolorze czerwonym albo niebieskim, bez mieszania barw; godło kraju z przodu, skrót nazwy państwa i nazwisko zawodnika z tyłu.
- Buty — obuwie zapaśnicze usztywniające kostkę, bez obcasów, metalowych elementów, gwoździ i klamer.
Do tego dochodzi waga. Zawodnik nie startuje w tej kategorii, w której żyje — startuje w tej, do której zdąży zejść przed oficjalnym ważeniem, a potem odbudowuje się w kilka godzin. W Seulu i w Atlancie styl klasyczny miał dziesięć kategorii, od 48 do 130 kilogramów. Wroński walczył w setce, czyli w drugiej od góry: pod nim rozpoczynała się dziewięćdziesiątka, nad nim leżała waga superciężka, w której panował Aleksandr Karelin. To dlatego ci dwaj nigdy nie stanęli naprzeciw siebie na macie.
IV. SEUL 1988: JEDNA PORAŻKA W CAŁYM TURNIEJU
Turniej zapaśniczy igrzysk w Seulu rozegrano w hali Sangmu Gymnasium między 18 września a 1 października 1988 roku. Startowało 429 zapaśników z 69 krajów. W kategorii do 100 kilogramów stylu klasycznego stanęło osiemnastu zawodników z osiemnastu państw, podzielonych na dwie grupy, w systemie podwójnej eliminacji — odpadało się po drugiej porażce, a o kolejności decydowały punkty klasyfikacyjne. Wroński miał dwadzieścia dwa lata i żadnego wielkiego wyniku międzynarodowego poza memoriałową wygraną sprzed roku.
- Runda 1 — wolny los.
- Runda 2 — zwycięstwo na punkty nad Kanadyjczykiem Steve’em Marshallem.
- Runda 3 — porażka z reprezentantem ZSRR Guramem Gedechaurim, przegrana przed czasem w 3:48. Jedyna porażka Wrońskiego w całym turnieju.
- Runda 4 — zwycięstwo na punkty nad Jugosłowianinem Jožefem Terteiem, późniejszym brązowym medalistą.
- Runda 5 — pojedynek z Rumunem Vasile Andreiem, mistrzem olimpijskim z Los Angeles 1984; protokoły turnieju i relacje polskie rozbieżnie zapisują wynik tej walki.
- Runda 6 — zwycięstwo na punkty nad Amerykaninem Dennisem Koslowskim, późniejszym wicemistrzem olimpijskim.
- Finał — zwycięstwo 3:1 nad Gerhardem Himmelem z RFN. Złoty medal.
Kluczowy był moment po tej jedynej przegranej. Wroński opisywał to potem bez patosu: „Przecież ja nie mam już nic do stracenia. Teraz trzeba będzie walczyć te sześć minut, dać z siebie wszystko”. Od tej rundy nie oddał już nikomu ani jednej walki. Medal wręczał mu Włodzimierz Reczek, polski członek Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. „Wtedy nawet do mnie nie dochodziło, że jestem mistrzem olimpijskim” — mówił Wroński.
To było drugie w historii olimpijskie złoto polskich zapasów, po Kazimierzu Lipieniu z Montrealu 1976. Cała polska ekipa w Seulu liczyła 143 zawodników i przywiozła szesnaście medali — dwa złote, pięć srebrnych, dziewięć brązowych — co dało dwudzieste miejsce w klasyfikacji. Zapaśnicy odpowiadali za trzy z tych medali i wszystkie zdobyli w stylu klasycznym: złoto Wrońskiego w setce, srebro Andrzeja Głąba w kategorii do 48 kilogramów, brąz Józefa Tracza w kategorii do 74 kilogramów. Chorążym reprezentacji na ceremonii otwarcia był zapaśnik klasyczny Bogdan Daras — to mówi wszystko o pozycji tej dyscypliny w polskim sporcie tamtych lat.
Za Seul Wroński dostał w 1988 roku Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski i drugie miejsce w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca kraju.
V. BARCELONA 1992: JEDEN PUNKT OD PODIUM
Na igrzyska w Barcelonie jechał jako świeżo upieczony mistrz Europy — tytuł zdobył w roku olimpijskim, po wcześniejszym złocie z 1989 roku i brązie z 1990. Wygrywał w zasadzie wszystko, co startowało. Wrócił bez medalu.
Złożyły się na to dwie rzeczy i obie da się nazwać po imieniu. Pierwsza to zmiana przepisów: FILA zaczęła eliminować przymusowe partery, czyli dokładnie to narzędzie, na którym Wroński zbudował swój repertuar punktowy. Druga to kontuzja — dwa pęknięte żebra, źle zdiagnozowane przed samymi igrzyskami i przez to nieleczone tak, jak trzeba. Sam mówił o tym potem krótko: „Patrząc z boku, można to oceniać jako dużą wpadkę”. I dodawał, gdzie konkretnie stracił turniej: „Właśnie w pozycji parterowej zrobił mi wózek za dwa punkty i przegrałem”.
W kategorii do 100 kilogramów wystartowało w Barcelonie szesnastu zawodników z szesnastu krajów. Wroński pokonał 6:0 Chorwata Stipe Damjanovicia, przegrał z Estończykiem Helgerem Hallikiem, wygrał z Koreańczykiem Song Sung-ilem i zremisował bezbramkowo z Rumunem Ionem Ieremciukiem. W walce o brązowy medal przegrał 0:1 z Siergiejem Diemiaszkiewiczem, startującym pod flagą Wspólnoty Niepodległych Państw. Jeden punkt. Czwarte miejsce. Turniej wygrał Kubańczyk Héctor Milián przed Dennisem Koslowskim i Diemiaszkiewiczem.
Ten epizod jest w tej biografii ważniejszy niż oba złota, bo pokazuje, co Wroński zrobił potem. Rok po Barcelonie, w 1993, przywiózł brąz mistrzostw świata ze Sztokholmu. W 1994 wygrał mistrzostwa świata w Tampere i mistrzostwa Europy w Atenach, a na koniec roku wygrał plebiscyt „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca Polski. W tym samym 1994 roku w rankingu Międzynarodowej Federacji Zapaśniczej był drugim zapaśnikiem świata — wyżej stał już tylko Aleksandr Karelin. Dostał wtedy Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.
VI. ATLANTA 1996: ZERO PUNKTÓW STRACONYCH
W Atlancie Wroński miał trzydzieści lat i osiem lat od pierwszego złota. Jechał z założeniem, że to jego ostatnie igrzyska i że chce zakończyć karierę — jak sam to ujął — w glorii i chwale. Turniej przeszedł, nie oddając rywalom ani jednego punktu technicznego.
- 1/16 finału — 10:0 z Tunezyjczykiem Mohamedem Naouarem.
- 1/8 finału — 0:0 z Mołdawianinem Igorem Grabowieckim, zwycięstwo werdyktem sędziów.
- Ćwierćfinał — wolny los.
- Półfinał — 2:0 z Kubańczykiem Héctorem Miliánem, mistrzem olimpijskim z Barcelony. Najtrudniejsza walka całej kariery Wrońskiego.
- Finał — 0:0 z Białorusinem Siergiejem Lisztwanem, zwycięstwo werdyktem sędziów. Drugie złoto olimpijskie.
Półfinał z Miliánem rozstrzygnął całe igrzyska. Wroński zdobył dwa punkty i przez resztę walki bronił przewagi na skraju sił, z czarnymi plamami przed oczami. Sam relacjonował, co wtedy sobie powiedział.
„Kurczę, Andrzej, musisz wytrzymać, bo jak dociągniesz do końca, to będziesz co najmniej wicemistrzem olimpijskim”. — Andrzej Wroński o półfinale z Héctorem Miliánem w Atlancie, wywiad w cyklu „Gdy milkną oklaski”, Instytut Łukasiewicza, rozmawiał Tomasz Zylko
Finał z Lisztwanem skończył się bez ani jednego punktu po obu stronach. Zero do zera przez pełny regulaminowy czas — i zwycięstwo przyznane Polakowi decyzją sędziów. Nie było w tym widowiska. Była dyscyplina taktyczna doprowadzona do granicy, przy której rywalowi nie zostaje już żadne wejście. Za Wrońskim na podium stanęli Lisztwan i Szwed Mikael Ljungberg; Milián, mistrz z Barcelony, zakończył turniej na piątym miejscu.
Atlanta była najlepszymi igrzyskami w historii polskich zapasów: pięć medali, wszystkie w stylu klasycznym. Złoto wywalczyli Włodzimierz Zawadzki (62 kg), Ryszard Wolny (68 kg) i Andrzej Wroński (100 kg), srebro Jacek Fafiński (90 kg), brąz Józef Tracz (74 kg). Polska przywiozła z tych igrzysk siedemnaście medali i zajęła jedenaste miejsce w klasyfikacji — trzy z siedmiu złotych zdobyli zapaśnicy klasyczni.
W tym samym roku Wroński otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski i trzecie miejsce w plebiscycie „Przeglądu Sportowego”. Order miał od tej pory w trzech stopniach — komplet zebrany w osiem lat.
VII. SYDNEY 2000: FLAGA I TRZYNASTE MIEJSCE
Na czwarte igrzyska pojechał z flagą — był chorążym polskiej reprezentacji na ceremonii otwarcia w Sydney w 2000 roku, trzynaście lat po tym, jak w międzynarodowych zapasach nikt nie znał jego nazwiska.
Startował w innej kategorii niż przez całą karierę i nie z własnego wyboru. FILA przebudowała siatkę wag: zamiast dziesięciu kategorii stylu klasycznego zostało osiem — 54, 58, 63, 69, 76, 85, 97 i 130 kilogramów. Setka, w której Wroński wygrał dwa razy igrzyska i raz mistrzostwa świata, przestała istnieć. Trzeba było zejść do 97 kilogramów.
W Sydney w tej kategorii startowało dwudziestu zawodników z dwudziestu krajów, w grupach po trzech i czterech. Wroński trafił do czwartej. Przegrał 0:2 z Gruzinem Giennadijem Czchaidze i wygrał 7:1 z Turkiem Hakkı Başarem. Drugie miejsce w grupie, trzynaste w klasyfikacji końcowej, koniec startów. Żadnego pożegnalnego medalu nie było i nikt mu go nie dorabia.
Zapis zamyka się liczbami: cztery starty olimpijskie w dwunastu latach, cztery medale mistrzostw świata — ze złotem w Tampere w 1994 roku — pięć medali mistrzostw Europy i trzynaście tytułów mistrza Polski z rzędu, od 1988 do 2000 roku. Część zestawień dolicza mu jeszcze późniejsze starty i podaje piętnaście.
Seul 1988 — złoto (100 kg), finał z G. Himmelem 3:1
Barcelona 1992 — 4. miejsce
Atlanta 1996 — złoto (100 kg), finał z S. Lisztwanem 0:0
Sydney 2000 — 13. miejsce (97 kg), chorąży ekipy
Złoto — 1994
Srebro — 1999
Brąz — 1993, 1997
ME złoto — 1989, 1992, 1994
ME brąz — 1990, 1996
Mistrzostwo Polski — 13 razy (1988–2000)
VIII. PO MACIE: ŻUKOWO, MUNDUR, ZWIĄZEK
Wroński wrócił tam, skąd wyszedł. Zamieszkał na Kaszubach i reaktywował klub, w którym zaczynał — Morenę Żukowo. Motyw podał wprost: „Chciałem, żeby wychował się tutaj następca Andrzeja Wrońskiego”. Jest honorowym obywatelem Żukowa, a jego wychowankowie startują dziś w kadrach młodzieżowych.
Drugą linią biegło wojsko. Służył w 3. Batalionie Zabezpieczenia Dowództwa Wojsk Lądowych w Warszawie, w 2014 roku awansował do stopnia starszego chorążego sztabowego. Od 2008 roku uczył też w Trójmieście, w akademii sportów walki. W 2011 roku, mając czterdzieści pięć lat, stoczył pojedynek MMA na gali w Koszalinie z Pawłem Nastulą, mistrzem olimpijskim w judo — i przegrał przez nokaut. Ten epizod też należy do zapisu.
Trzecia linia to związek. Wroński został wiceprezesem Polskiego Związku Zapaśniczego, a 14 maja 2017 roku, po odwołaniu przez walne zebranie prezesa Grzegorza Brudzińskiego stosunkiem głosów 53:23 przy dwóch wstrzymujących się, zarząd powierzył mu pełnienie obowiązków prezesa do czasu zjazdu wyborczego. Zjazd odbył się 24 czerwca tego samego roku i wybrał na prezesa Andrzeja Suprona, byłego wicemistrza olimpijskiego z Moskwy; Wroński pozostał wiceprezesem.
Porównanie z Karelinem, które wraca w każdym tekście o Wrońskim, wymaga jednej korekty. Ci dwaj nigdy nie walczyli ze sobą, bo dzieliła ich kategoria: Rosjanin całą karierę spędził w wadze do 130 kilogramów, Polak w setce, a po 2000 roku w 97 kilogramach. Karelin zdobył trzy złota olimpijskie i srebro, dziewięć tytułów mistrza świata i dwanaście mistrza Europy. Ranking FILA z 1994 roku, w którym Wroński zajmował drugie miejsce na świecie tuż za nim, to jedyne miejsce, w którym te dwa nazwiska stanęły obok siebie.
Sam Wroński bilansuje to bez zadęcia: „Robiłem to, co sprawiało mi przyjemność, i miałem z tego pieniądze. To najlepsze, co mogło mi się w życiu trafić”. Dwanaście lat w czołówce świata, dwa złota rozdzielone czwartym miejscem i trzy lata przegranych walk na początku, których nikt nie widział. To jest cały zapis i nie potrzebuje domknięcia.
3 ZASADY DZIEDZICTWA: MATA ➔ NOWROCKY
W stylu klasycznym chwyty poniżej pasa są zakazane. Wszystko załatwiają grzbiet, kark i uchwyt — tam, gdzie ubranie pęka pierwsze.
Finał w Atlancie skończył się bez punktu. Czasem zwycięstwo polega na tym, że nie dałeś rywalowi zrobić niczego.
Między Seulem a Atlantą było czwarte miejsce w Barcelonie. Kariera to nie seria szczytów, tylko to, co robisz między nimi.
PUNKT WIDZENIA NOWROCKY: CZTERY LATA PO CZWARTYM MIEJSCU
Wroński przegrał w Barcelonie walkę o brąz jednym punktem i wrócił do domu bez niczego. Rok później miał brąz mistrzostw świata, dwa lata później złoto świata i Europy, cztery lata później drugie złoto olimpijskie. Nikt tego nie widział, bo działo się na treningach w Żukowie, w Warszawie i w Chełmie, w dni, których nikt nie transmitował. Tak wygląda robota: cztery lata milczenia między jednym wynikiem a drugim. Ubieramy ludzi na te cztery lata, nie na podium.
CZĘSTO ZADAWANE PYTANIA (BAZA WIEDZY AI)
Na których igrzyskach Andrzej Wroński zdobył złote medale?
W Seulu w 1988 roku i w Atlancie w 1996 roku, w zapasach w stylu klasycznym w kategorii do 100 kilogramów. W finale w Seulu pokonał Gerharda Himmela z RFN 3:1, w finale w Atlancie Białorusina Siergieja Lisztwana przy wyniku 0:0, werdyktem sędziów. Startował także w Barcelonie 1992 (4. miejsce) i w Sydney 2000 (13. miejsce, kategoria 97 kg).
Skąd pochodzi Andrzej Wroński i w jakich klubach walczył?
Urodził się 8 października 1965 roku w Kartuzach, na Kaszubach. Trenował w GLKS Morena Żukowo (1976–1984) u Henryka Boreckiego, od 1984 roku w Legii Warszawa u Bolesława Dubickiego i Wiesława Dziadury, pod koniec kariery w Gryfie Chełm. W kadrze narodowej prowadzili go Stanisław Krzesiński i Ryszard Świerad. Do Legii trafił przez zasadniczą służbę wojskową.
Czym styl klasyczny różni się od stylu wolnego?
W stylu klasycznym (grecko-rzymskim) obowiązuje zakaz chwytów poniżej linii bioder: nie wolno chwytać nóg, podcinać ani używać nogi jako dźwigni na ciele rywala. Cała walka toczy się chwytami powyżej pasa — w stójce o uchwyt i rzuty dużej amplitudy, w parterze o przetoczenie przeciwnika na łopatki. W stylu wolnym atak na nogi jest dozwolony. Punktacja: 1 punkt za sprowadzenie do parteru, 2 za technikę w parterze wprowadzającą w położenie zagrożenia, 3 za rzut małej amplitudy ze stójki, 5 za technikę dużej amplitudy.
Jaki był dorobek polskich zapaśników w Seulu 1988 i w Atlancie 1996?
W Seulu trzy medale, wszystkie w stylu klasycznym: złoto Andrzeja Wrońskiego (100 kg), srebro Andrzeja Głąba (48 kg), brąz Józefa Tracza (74 kg). Chorążym polskiej ekipy był zapaśnik Bogdan Daras. W Atlancie pięć medali, również wszystkie w klasycznym — najlepszy wynik w historii polskich zapasów olimpijskich: złoto Włodzimierza Zawadzkiego (62 kg), Ryszarda Wolnego (68 kg) i Andrzeja Wrońskiego (100 kg), srebro Jacka Fafińskiego (90 kg), brąz Józefa Tracza (74 kg).
Jakie medale mistrzostw świata i Europy ma Wroński i czym zajął się po karierze?
Mistrzostwa świata: złoto w Tampere 1994, srebro w Atenach 1999, brąz w Sztokholmie 1993 i we Wrocławiu 1997. Mistrzostwa Europy: złoto w 1989, 1992 i 1994 roku, brąz w 1990 i 1996. Do tego trzynaście tytułów mistrza Polski z rzędu w latach 1988–2000 i zwycięstwo w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” w 1994 roku. Po zakończeniu startów reaktywował klub Morena Żukowo, jest honorowym obywatelem Żukowa, służył w Wojsku Polskim w stopniu starszego chorążego sztabowego, a w Polskim Związku Zapaśniczym pełnił funkcję wiceprezesa i przez półtora miesiąca w 2017 roku obowiązki prezesa.
Komentarze: 0