Pierwszy garncarz z Bolesławca pojawia się w źródłach w 1380 roku – w księgach miejskich Świdnicy. Sześć i pół wieku później to samo miasto nad Bobrem robi to samo: wyciąga z ziemi glinę kamionkową, formuje, stempluje gąbką maczaną w kobalcie i wypala w ogniu grubo powyżej tysiąca stopni. W międzyczasie zmieniło się tu wszystko poza gliną i piecem: język, granica, właściciel, nazwa miasta i ludzie stojący przy stołach dekoratorskich. Bez ozdobników: to najdłużej pracujący warsztat ceramiczny w Polsce. Oto jak działa – i co dokładnie przetrwał.
I. 1380–1762. PIĘĆ WARSZTATÓW NAD BOBREM
Bolesławiec – do 1945 roku Bunzlau – leży w dorzeczu Bobru i Kwisy, na złożach, które niemieckie opracowania nazywają niecką glinianą Bolesławiec–Nowogrodziec (Bunzlauer-Naumburger Tonbecken). To rzadki układ: z jednego wyrobiska wychodzą dwa surowce naraz – masa kamionkowa na czerep i czysta, nisko topliwa czerwonobrunatna glinka na szkliwo. Nie trzeba było niczego dowozić. Państwowy Instytut Geologiczny liczy dziś polskie zasoby bilansowe glin kamionkowych na 83,27 mln ton przy wydobyciu 235,74 tys. ton w 2025 roku, a glin białowypalających się na 61,09 mln ton przy wydobyciu 137,33 tys. ton; kryterium jakości dla gliny kamionkowej to maksymalnie 5 procent nasiąkliwości po wypaleniu. Surowiec dla bolesławieckich zakładów idzie z okolicznych odkrywek – między innymi z kopalni „Ekoceramika”, a wyrobisko w Zebrzydowej zostało już zrekultywowane.
Najstarszy zapis o tutejszym garncarzu pochodzi z 1380 roku, z ksiąg miejskich Świdnicy. W XV wieku kroniki notują pięć garncarni – cztery na Dolnym Przedmieściu, jedną na Górnym. Najwcześniejsza informacja źródłowa o bolesławieckim cechu garncarzy pochodzi z 1511 roku, choć cech działał zapewne wcześniej. Liczba pięciu warsztatów nie była przypadkiem ani skutkiem braku chętnych: to był limit, którego mistrzowie pilnowali jak przywileju przez cały XVIII wiek. Zniesiono go dopiero w 1762 roku, już pod administracją pruską – Śląsk przeszedł do Prus w 1742. Efekt widać w liczbach: w 1806 roku w mieście pracowało dziesięciu mistrzów, w 1829 – trzynastu zrzeszonych w cechu i dwóch niezrzeszonych.
W 1751 roku przybył do Bunzlau mistrz Johann Gottlieb Joppe, a dwa lata później ulepił rzecz, która do dziś jest herbem tego rzemiosła. Wielki Garniec z 1753 roku miał 2,15 metra wysokości, około 4 metrów w obwodzie, blisko 1970 litrów pojemności i ważył około 600 kilogramów. Nie było to naczynie użytkowe, tylko demonstracja siły warsztatu i możliwości masy. W 1893 roku przeniesiono go do baszty przy stawie, w 1909 – do Muzeum Miejskiego. Potem ślad się urywa: Muzeum Ceramiki pisze wprost, że dalsze losy garnca pozostają w sferze hipotez. Obiekt zniknął, symbol został – i to on stoi dziś w mieście w replikach.
II. SZKLIWO ZIEMNE. DLACZEGO BUNZLAU BYŁ BRĄZOWY
Dawna kamionka bunzlauska nie była biało-niebieska. Jej znakiem firmowym było szkliwo ziemne (Lehmglasur) – brązowe, lekko połyskliwe, uzyskiwane z tej samej miejscowej, nisko topliwej glinki, która leżała obok złoża masy. Naczynie zanurzano w rozrobionej glince i wypalano; powłoka zamykała ścianki na płyny. Niemieckie opracowania podkreślają, że to najstarsza tutejsza technika i że – przynajmniej dla naczyń zasobowych – stosowano ją nieprzerwanie aż do 1945 roku.
Warto to odróżnić od sąsiedniej tradycji, bo nazwy się mylą. Kamionka westerwaldzka i mużakowska szła w szkliwo solne: do rozgrzanego pieca wrzucano sól, sód reagował z krzemionką czerepu i dawał charakterystyczną, chropowatą powierzchnię „skórki pomarańczy”. Bolesławiec tej drogi nie wybrał. Tu szkliwo się nakładało, nie odparowywało w piecu – i dlatego bolesławieckie naczynie z XVIII wieku jest gładkie i ciepło brązowe, a nie szare i porowate w dotyku. Dekorację robiono w technice nakładek – doklejanych elementów pokrywanych tym samym barwnym szkliwem – oraz przez marmoryzację i intarsję; białe motywy roślinne pojawiają się w połowie XVIII wieku. W 1793 roku rysunki naczyń przysłał tu Carl Daniel Bach, a w 1802 wykonał je według tych projektów Ernst Samuel Gotthard. Brązowa linia nigdy zresztą nie umarła: w 1936 roku wskrzeszono ją jako akcję „Bunzlauer Braunzeug”, mocne naczynia kuchenne i sanitarne.
III. ALTMANN. BIAŁE TŁO I KONIEC OŁOWIU
Przełom przyszedł z warsztatu Johanna Gottlieba Altmanna. Muzeum Ceramiki datuje jego nowe szkliwo na 1825 rok i opisuje je jako „nowy, bezpieczniejszy dla zdrowia rodzaj szkliwa o niskiej zawartości ołowiu”. Inne opracowania – w tym anglojęzyczne kompendia i materiały samych Zakładów Ceramicznych – podają rok 1828 i mówią wprost o szkliwie bezołowiowym, skaleniowym, które zastąpiło groźną powłokę ołowiową. Źródła różnią się co do daty i co do tego, jak całkowicie ołów wtedy zniknął. Nie różnią się co do kierunku: od ołowiu w stronę skalenia, od brązu w stronę bieli.
Biel nie była kaprysem estetycznym, tylko warunkiem technicznym. Na brązowym szkliwie ziemnym kobalt jest niewidoczny. Dopiero jasne tło pozwala cokolwiek na naczyniu zobaczyć – i dopiero wtedy ma sens jakikolwiek wzór odbijany, a nie ryty. Altmann poszedł dalej: był pionierem białej glinki i przestawił część produkcji z toczenia na kole na odlewanie w formach gipsowych. To dało powtarzalne kanty, ucha i profile, a przy okazji powierzchnie na tyle regularne, że dawało się je stemplować. Cała późniejsza sława bolesławieckiego stempla stoi na dwóch decyzjach podjętych w tym warsztacie w latach 20. XIX wieku: białe tło i odlew.
IV. OGIEŃ. DWA WYPAŁY, OKOŁO 1000°C I OKOŁO 1250°C
Technologia jest dwuetapowa i taka pozostała. Najpierw wypał biskwitowy – Zakłady Ceramiczne podają dla swojej linii około 800°C, inne opisy procesu mówią o okolicach 1000°C. Czerep twardnieje, woda odparowuje całkowicie, wyrób lekko się kurczy i nabiera bladoróżowego odcienia, ale zostaje chłonny – i właśnie dlatego przyjmuje farbę i szkliwo. Potem idzie dekoracja, szkliwienie przez zanurzenie albo natrysk i wypał właściwy. Spółdzielnia Ceramika Artystyczna podaje przedział 1100–1300°C, dający „gęstą, trwałą i częściowo zeszkloną strukturę”; Zakłady Ceramiczne mówią o ponad 1200°C przy łącznie około piętnastu godzinach; niemieckie opracowania wskazują dla tutejszej gliny do 1260°C. Producenci najczęściej podsumowują to jedną liczbą: okolice 1250°C.
- Masa: glina kamionkowa z niecki Bolesławiec–Nowogrodziec, szlamowana i odpowietrzona; kryterium dla surowca to maks. 5% nasiąkliwości po wypaleniu.
- Formowanie: odlew w formie gipsowej albo toczenie na kole. Jedna forma gipsowa daje około 150 odlewów, przy dobrej dbałości nawet 200 – potem gips traci ostrość i idzie na złom.
- Suszenie i biskwit: woda odparowuje, czerep kurczy się i różowieje; ok. 800–1000°C.
- Dekoracja: farby podszkliwne, przewaga kobaltu. Kobalt przed wypałem jest fioletowy – dekorator nie widzi docelowego koloru, tylko go zna.
- Szkliwienie: zanurzenie lub natrysk; szkliwo niemal całkowicie zakrywa wzór.
- Wypał właściwy: kilkanaście godzin, okolice 1250°C. Szkliwo staje się przezroczyste jak szkło, wzór wraca, kobalt jest już niebieski.
W tej temperaturze masa się spieka: pory zamykają się, szkliwo zlewa się z czerepem w jedną taflę. Stąd niska nasiąkliwość i odporność na wrzątek, mróz i zmywarkę. Czego kamionka nie znosi: bezpośredniego płomienia. Piekarnik i mikrofala tak, palnik gazowy nie – to nie jest naczynie ogniowe.
Tu trzeba powiedzieć rzecz, którą rynek zaciera. „Porcelana bolesławiecka” to potoczny skrót, a nie opis materiału. Porcelana powstaje z kaolinu, kwarcu i skalenia, wypala się ją w temperaturze rzędu 1300–1400°C, jest biała na wskroś i przepuszcza światło. Fajans ma czerep porowaty i jest szczelny wyłącznie dzięki szkliwu – po odpryśnięciu powłoki nasiąka. Kamionka leży pomiędzy: glina, szamot i piasek kwarcowy, czerep spieczony i nieprzezierny, gruby, ciężki, szczelny sam z siebie. Bolesławiec robi kamionkę i nigdy nie robił porcelany. Ta różnica nie jest snobizmem nomenklaturowym – to dokładnie powód, dla którego bolesławiecki kubek waży tyle, ile waży, dłużej trzyma temperaturę i wraca ze zmywarki bez rysy.
V. OKOŁO 1882. GĄBKA, KOBALT I PAWIE OCZKO
Technika stempelkowa pojawiła się w Bolesławcu około 1882 roku – od razu w kobalcie i zieleni. Zasada jest prymitywnie prosta i dlatego niezawodna: z naturalnej gąbki morskiej wycina się ręcznie mały stempel z motywem, macza go w farbie podszkliwnej i przyciska do biskwitu. Gąbkę wybrano nie dla urody, tylko dlatego, że długo trzyma farbę wilgotną – dekorator może obejść całe naczynie dookoła, nie wracając co chwilę do miski. Gąbka ma nieregularną strukturę porów, więc każde odbicie wychodzi minimalnie inaczej. To nie jest wada – to jedyny dowód, że przy naczyniu stała ręka, a nie kalkomania. Część dzisiejszych zakładów używa też stempli gumowych, które dają odbicie równiejsze.
Najsłynniejszy wzór, pawie oczko (niem. Pfauenauge) – koncentryczne kręgi w różnych barwach, imitujące oko pawiego pióra – wszedł do użytku na przełomie XIX i XX wieku, wraz z modą na secesję, i do dziś jest najczęściej stosowanym motywem miasta. Rozkwit wzornictwa stemplowego przypada na lata 20. i 30. XX wieku. Rusztowanie pod ten rozkwit postawiła szkoła: w 1897 roku uruchomiono Królewską Zawodową Szkołę Ceramiczną, sformalizowaną jako Keramische Fachschule w 1898, pod kierunkiem dr. Wilhelma Pukalla (1860–1936), przysłanego z Królewskiej Manufaktury Porcelany w Berlinie. Szkoła wprowadziła szlamowanie gliny, odlewanie w formach gipsowych i nowe piece, przyjmowała głównie synów miejscowych garncarzy i ściągnęła projektantów spoza branży – Karla Großa, Henry’ego van de Velde, Augusta Gaula, Artura Henniga. Warsztat połączono z projektowaniem i wypchnięto wyroby na wystawy światowe.
- Lata 70. XIX wieku: około dwudziestu zakładów garncarskich w samym Bunzlau i około trzydziestu pięciu w pobliskim Naumburgu (dziś Nowogrodziec).
- Najważniejsze manufaktury: Randhahn, Seiffert, Hugo Reinhold & Co., Burdack, Julius Paul und Sohn (ul. Polna 19, 1893–1945), Karl Werner & Co., Gleisberg, August Hude.
- Medale: nagroda honorowa na Wystawie Rzemiosła w Berlinie (1844), złoty medal na I Wielkiej Wystawie Światowej w Londynie (1851), nagrody w St. Louis (1904) i Brukseli (1910).
- Organizacja rynku: w latach 1921–1929 działało zrzeszenie Vereinigte Topfwarenfabrikanten Bunzlau; w 1936 wystartowała akcja „Bunzlauer Braunzeug”, przywracająca brązowe szkliwo ziemne.
VI. 1945–1946. NOWI LUDZIE PRZY STARYCH PIECACH
W latach 1945–1946 nastąpiło zerwanie, ale nie tam, gdzie zwykle się go szuka. Ludność niemiecka została wysiedlona zgodnie z ustaleniami poczdamskimi; część specjalistów zatrzymano, żeby przekazali technologię polskim przybyszom. Nowa administracja świadomie odcinała wzornictwo uznane za niemieckie. Ale zakłady, formy i piece w większości ocalały – jak zauważył prof. Konrad Spindler, w Bolesławcu do dziś rozpalane są piece pracujące już pod koniec XIX wieku. Zerwana została ciągłość ludzi, nie ciągłość warsztatu. Badaczki Anna Kurpiel i Katarzyna Maniak opisały ten układ w „Kulturze i Społeczeństwie” (2020) jako „dziedzictwo wielu dziedziców”.
Kto przy tych piecach stanął? W dużej mierze reemigranci z Jugosławii – Polacy z Bośni. Według ustaleń Mieczysława Oliwy między 28 marca a 5 listopada 1946 roku przyjechały trzydzieści dwa transporty; pierwszy wyruszył 28 marca 1946 ze stacji Bosanski Brod w czterdziestu jeden wagonach i dotarł do Bolesławca 5 kwietnia. Państwowy Urząd Repatriacyjny naliczył do końca 1948 roku około dwudziestu tysięcy osób. Ci ludzie nie umieli robić kamionki. Nauczyli się jej na miejscu, przy cudzych piecach, z cudzych form. Muzeum Ceramiki spisało tę historię w projekcie „Ocalić od zapomnienia” (2013–2016): 310 uczniów i 50 nauczycieli zebrało materiał na 252 biogramy osadników wydane w czterech tomach.
Restart poszedł szybciej, niż zapowiadały ruiny. Pierwszy zakład ruszył w 1946 roku dzięki zaangażowaniu artysty-ceramika, profesora krakowskiej Szkoły Sztuk Zdobniczych Tadeusza Szafrana – w garncarni przy ul. Górne Młyny 10, dawnym zakładzie Richarda Reinholda. Firma Reinhold & Co. wznowiła produkcję już w sierpniu 1946. W 1950 roku w dawnej fabryce Julius Paul und Sohn przy ul. Polnej 19 powstała spółdzielnia, późniejsza CPLiA „Ceramika Artystyczna”. Kierownictwo artystyczne szło przez ręce Izabeli Zdrzałki (1954), Alicji Szurmińskiej-Krępowej (1958) i Amandy Różańskiej (1960), aż w 1964 roku objął je Bronisław Wolanin, absolwent pracowni Julii Kotarbińskiej, który odbudował klasyczny repertuar. Obok niego pracował technolog Andrzej Skowroński, odtwarzający stemple i samą technikę. Metoda stempelkowa wróciła jako produkcja masowa w 1974 roku – wzorami stemplowymi zajęła się wtedy projektantka Anna Pasierbiewicz. Państwowa noga branży też się porządkowała: w 1964 roku powstały Bolesławieckie Zakłady Ceramiczne Przemysłu Terenowego, a w 1980 wydzielono z nich Zakłady Ceramiczne „BOLESŁAWIEC”. Instytucję pamięci uruchomiono jeszcze wcześniej – muzeum powstało w 1950 roku w miejsce przedwojennego Muzeum Miejskiego z 1911 roku, a nazwę Muzeum Ceramiki nadano mu w 1968 roku z inspiracji dr Marii Starzewskiej.
VII. CO ZOSTAŁO DZIŚ. CZTERDZIEŚCI FIRM I CHIŃSKI „BOLESŁAWIEC”
W Bolesławcu i okolicach działa dziś około czterdziestu firm ceramicznych, a w branży pracuje około półtora tysiąca osób. Skala jest policzalna: w 2025 roku Spółdzielnia „Ceramika Artystyczna” zrobiła 61 mln zł przychodu przy 1,2 mln zł zysku, Manufaktura – 40 mln zł przychodu i 3 mln zł zysku, Zakłady Ceramiczne „BOLESŁAWIEC” – 51 mln zł przychodu i 0,4 mln zł straty. Same Zakłady dysponują ponad 1800 wzorami dekoracji i wypuszczają rocznie od 100 do 150 nowych propozycji zdobin. Dystrybutor na dostawę czeka co najmniej dziesięć miesięcy. Wąskim gardłem nie jest glina ani piec, tylko ręka: w największej prywatnej manufakturze średnia wieku załogi wynosi 58 lat, a malarka na zmianie zdobi stemplem średnio 60 naczyń – pistoletem natryskowym co najmniej 100.
„Wiemy, że Chińczycy nazwali jedną ze swoich miejscowości »Bolesławiec«, żeby móc legalnie pisać, że ich ceramika stamtąd pochodzi.”
Obrona idzie dwoma torami. Unijny system oznaczeń geograficznych dla wyrobów rzemieślniczych i przemysłowych działa od 1 grudnia 2025 roku, ale polska ustawa wdrażająca wciąż jest w toku – Urząd Patentowy spotkał się z Zakładami Ceramicznymi „BOLESŁAWIEC” 5 sierpnia 2026, a konferencję koordynacyjną zwołano na 2 września 2026. „Czekamy na znak towarowy z Urzędu Patentowego” – mówi Jarosław Rutyna, Starszy Bractwa Ceramicznego. Drugi tor to dziedzictwo: 28 lipca 2023 roku około trzydziestu warsztatów i manufaktur podpisało wniosek o wpis bolesławieckiej ceramiki na Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego, z listą reprezentatywną UNESCO jako celem docelowym. Do tego czasu jedyną skuteczną ochroną pozostaje oko kupującego.
- Spód naczynia: odciśnięty napis „Hand made in Poland”, znak wytwórni i numer wzoru. Egzemplarze autorskie noszą oznaczenie UNIKAT i podpis dekoratora.
- Powtarzalność: odbicia stempla nigdy nie są identyczne. Idealnie równa siatka tych samych elementów, bez różnic w nasyceniu, to nadruk albo kalkomania.
- Krawędź wzoru: przy ręcznym stemplu widać miejsca, gdzie gąbka oddała mniej farby – wzór ma rwaną, porowatą granicę, nie kreskę.
- Dotyk: kobalt siedzi pod szkliwem. Paznokciem nie powinno się wyczuwać krawędzi dekoracji; wyczuwalny relief wzoru oznacza farbę naszkliwną.
- Masa: spieczona kamionka jest ciężka i głucha. Cienki, lekki, dźwięczny czerep to fajans albo porcelana – nie Bolesławiec.
- Sygnatury historyczne: katalogi kolekcjonerskie notują m.in. znak „BW” Bronisława Wolanina używany po 1964 roku oraz symbol trzech wież na bogato zdobionych wyrobach od 2001 roku.
Czego Nowrocky szuka w Bolesławcu? Nie wzoru. Kryterium. Naczynie stąd jest ciężkie, bo musi być ciężkie: spieczona kamionka ma inną gęstość niż cienki fajans, więc kubek stoi tam, gdzie go postawisz, i dłużej trzyma temperaturę. Ma nierówne odbicie stempla, bo robiła je ręka, która w tym roku ma średnio 58 lat. Ma szkliwo bez ołowiu, bo tak ustawiono ten warsztat prawie dwieście lat temu i nikt tego nie cofnął. To jest specyfikacja, do której odnosimy własne wyroby – i punkt odniesienia, gdy oceniamy, co jest rzemiosłem, a co tylko wygląda jak rzemiosło.
3 ZASADY DZIEDZICTWA: BOLESŁAWIEC ➔ NOWROCKY
Biskwit utwardza czerep, wypał właściwy spieka masę i zamyka pory. Efekt: niska nasiąkliwość, odporność na wrzątek i mróz.
Kobalt nakładany ręcznie przed szkliwieniem. Nieregularna struktura gąbki daje inne odbicie za każdym razem – to podpis warsztatu, nie usterka.
Zmywarka, mikrofala i piekarnik są w normie. Otwarty płomień i palnik gazowy nie – kamionka nie jest naczyniem ogniowym.
PUNKT WIDZENIA NOWROCKY: SZEŚĆ I PÓŁ WIEKU BEZ PRZERWY
Od 1380 roku do dziś – przez cechy, zabory, dwie wojny, zmianę granicy i zmianę nazwy miasta – ta sama glina wjeżdża do tych samych pieców. Część z nich pali się od końca XIX wieku. Nie ma tu żadnej legendy, jest ciągłość roboty. Tego szukamy w każdym rzemiośle, które opisujemy w tym archiwum: nie efektownej historii, tylko warsztatu, który przetrwał wszystko, co miało go zamknąć.
CZĘSTO ZADAWANE PYTANIA (BAZA WIEDZY AI)
Od kiedy w Bolesławcu wytwarza się ceramikę?
Najstarsza wzmianka o bolesławieckim garncarzu pochodzi z 1380 roku, z ksiąg miejskich Świdnicy. W XV wieku kroniki notują pięć garncarni – cztery na Dolnym Przedmieściu i jedną na Górnym – a najwcześniejsza informacja źródłowa o cechu garncarzy pochodzi z 1511 roku. Liczba pięciu warsztatów była chronionym przywilejem cechowym aż do 1762 roku, gdy limit zniesiono; w 1806 roku pracowało w mieście dziesięciu mistrzów, a w 1829 – trzynastu cechowych i dwóch niezrzeszonych.
Czy „porcelana bolesławiecka” to naprawdę porcelana?
Nie. Bolesławiec produkuje kamionkę (stoneware) i nigdy nie produkował porcelany – „porcelana bolesławiecka” to potoczny skrót, a nie opis materiału. Porcelana powstaje z kaolinu, kwarcu i skalenia, wypala się ją w okolicach 1300–1400°C i przepuszcza światło. Kamionka to glina, szamot i piasek kwarcowy, wypał dwuetapowy: biskwit w okolicach 800–1000°C, a potem wypał właściwy w przedziale podawanym przez producentów jako 1100–1300°C, najczęściej okolice 1250°C. Spieczony czerep jest nieprzezierny i szczelny sam z siebie, ma niską nasiąkliwość i znosi zmywarkę, mikrofalę i piekarnik – ale nie otwarty płomień ani palnik gazowy.
Skąd wziął się wzór pawiego oczka i technika stempla z gąbki?
Technika stempelkowa – odbijanie farby podszkliwnej stemplem wyciętym ręcznie z naturalnej gąbki morskiej – pojawiła się w Bolesławcu około 1882 roku, od razu w kobalcie i zieleni. Gąbki używa się dlatego, że długo trzyma farbę wilgotną, a jej nieregularne pory sprawiają, że każde odbicie jest minimalnie inne. Wzór pawiego oczka (niem. Pfauenauge), czyli koncentryczne kręgi imitujące oko pawiego pióra, wszedł do użytku na przełomie XIX i XX wieku wraz z modą na secesję i pozostaje najczęściej stosowanym motywem miasta. Warunkiem wstępnym było białe, bezołowiowe szkliwo z warsztatu Johanna Gottlieba Altmanna z lat 20. XIX wieku – na brązowym szkliwie ziemnym kobaltu po prostu nie widać.
Co stało się z bolesławieckimi manufakturami po 1945 roku?
Ludność niemiecka została wysiedlona, część specjalistów zatrzymano, by przekazali technologię, a nowa administracja odcięła wzornictwo uznane za niemieckie – ale zakłady, formy i piece w większości ocalały. Przy piecach stanęli w dużej mierze reemigranci z Jugosławii: między 28 marca a 5 listopada 1946 roku przyjechały trzydzieści dwa transporty, a PUR naliczył do końca 1948 roku około dwudziestu tysięcy osób. Pierwszy zakład uruchomił w 1946 roku prof. Tadeusz Szafran, Reinhold & Co. wznowił produkcję w sierpniu 1946, w 1950 powstała spółdzielnia w dawnej fabryce Julius Paul und Sohn, a w 1964 kierownictwo artystyczne objął Bronisław Wolanin, współpracujący z technologiem Andrzejem Skowrońskim. Metoda stempelkowa wróciła jako produkcja masowa w 1974 roku.
Jak odróżnić oryginalną ceramikę bolesławiecką od podróbki?
Na spodzie autentycznego naczynia znajduje się odciśnięty napis „Hand made in Poland”, znak wytwórni i numer wzoru, a egzemplarze autorskie – oznaczenie UNIKAT z podpisem dekoratora. Odbicia ręcznego stempla nigdy nie są identyczne: idealnie równa siatka tych samych elementów, bez różnic w nasyceniu farby, to nadruk albo kalkomania. Krawędź wzoru odbitego gąbką jest rwana i porowata, a kobalt siedzi pod szkliwem – paznokciem nie powinno się wyczuwać reliefu dekoracji. Spieczona kamionka jest też wyraźnie ciężka; cienki, lekki i dźwięczny czerep to fajans albo porcelana. Problem jest realny: producenci alarmują, że w Azji podrabia się nie tylko wzory, ale i logotypy, a unijna ochrona oznaczeń geograficznych dla wyrobów rzemieślniczych, działająca od 1 grudnia 2025 roku, wciąż czeka na polskie przepisy wdrażające.
Komentarze: 0