Drzwi otwierał portier w granatowej liberii ze złotym szamerunkiem. Miał własne pomieszczenie, w którym – jak zapamiętała Jadwiga Waydel-Dmochowska – lśniły lustrzane szyby, mosiężne okucia i mosiężne przegródki na parasole; przy tych przegródkach panie przymierzające toalety uwiązywały na smyczy swoje pieski. Tak wyglądało wejście do Domu Mody Bogusław Herse przy Marszałkowskiej 150 – firmy, którą w 1868 roku przy Senatorskiej 10 założyło trzech braci: Bogusław Maciej, Adam Szczepan i Ferdynand Robert, synowie Ernesta Wilhelma Hersego. Sześćdziesiąt osiem lat później firma zamknęła się sama: w 1936 roku, trzy lata przed wojną, która zrównała jej gmach z ziemią. To nie jest historia o bombie. To historia o warsztacie, cenniku i rynku, który się zmienił.
I. HUGENOCI, BURAKI CUKROWE I SKLEP Z KORONKAMI
Hersowie przyszli do Warszawy z Wielkopolski, a do Wielkopolski – z Francji. Byli kalwinistami i to wygnało ich z kraju w epoce prześladowań religijnych; osiedli w jednym z księstw niemieckich, a w XVIII wieku odnajdujemy ich już w Wielkopolsce. Gottfried Lebrecht Herse, dziadek założyciela, prowadził piekarnię w Krotoszynie, a potem piekarnię mechaniczną w Poznaniu. Jego syn Ernest Wilhelm Herse (1802–1881) skończył praktyczne studia rolnicze w Halle i gospodarował na majątkach Gnuszyn pod Pniewami i Radłowo pod Wrześnią, gdzie jako jeden z pierwszych w okolicy zajął się uprawą buraka cukrowego – rośliny, która zastępowała wtedy objętą blokadą trzcinę. Administrował dobrami hrabiego Seweryna Mielżyńskiego, poszedł z nim do powstania listopadowego i dochował się dziewięciorga dzieci.
Za pieniądze ze sprzedaży Radłowa Ernest kupił powóz i parę koni, a resztę rozdzielił między dzieci jako uposażenie. Trzech synów – Bogusław Maciej (urodzony w 1839 roku), Adam Szczepan i Ferdynand Robert – w 1868 roku otworzyło przy Senatorskiej 10 magazyn pod nazwą „Handel Koronek i Towarów Białych oraz Magazyn Mód Bogusław Herse”: niewielki sklep z bielizną, koronkami i materiałami do ich szycia, z pracownią, w której siedziało kilka „panien do szycia” z „niezbyt obfitym zapasem lekkich materyałów, ze specyalnością wieczorowych sukienek i tarlatanowych toalet”. Już wtedy widać jednak decyzję, która przesądzi o wszystkim: Herse od początku zatrudnił krojczego z Wiednia i sprowadzał paryskie modele – Wortha, Felixa, Rouffa, Laferrière’a, Raudnitza. Sprzedawał prawdziwe, ręcznie robione koronki – staroweneckie, brabanckie, point d’Alençon, czarne chantilly – i rękawiczki marki Jouvin, przy których panował przesąd, że mają krój uszlachetniający kształt dłoni.
II. ROK 1880: FUTRO, ZA KTÓRE NIKT NIE ZAPŁACIŁ
Dwanaście lat po otwarciu firma niemal przestała istnieć. Według tradycji rodzinnej, którą przywołuje Agnieszka Dąbrowska w monografii „Herse. Warszawski dom mody” (Muzeum Warszawy, 2019), żona rosyjskiego urzędnika odebrała z magazynu kosztowne futro i nigdy za nie nie zapłaciła. Nie było czym zapłacić producentowi, firmie groziła upadłość, a Bogusław Maciej Herse w 1880 roku odebrał sobie życie, uznając to za wyjście honorowe. Historia domu mody mogła się na tym skończyć. Skończyła się na przeprowadzce: bracia przenieśli interes do innego budynku, pracowali dalej – głównie za sprawą Adama – spłacili długi i wrócili pod stary adres. Adam Szczepan Herse prowadził firmę jako prezes w latach 1880–1914 i to on doprowadził ją do rozkwitu.
Skalę tego rozkwitu widać w ogłoszeniu z „Kuriera Warszawskiego” z grudnia 1892 roku. Jako specjalność wymieniono w nim „lekkie i ciepłe” burki, jedwabne halki i „sortie de bal” – płaszcze z długimi rękawami zakładane na suknie – a dalej suknie, okrycia, szlafroki, kapelusze, pióra, gorsety, boa, mufki, koronki, szale, rękawiczki z fabryki w Grenoble, żaboty, bolerka, biżuterię, pończochy „jedwabne gładkie we wszystkich kolorach”, jedwabie, aksamity i wełny. W tym samym 1892 roku brat Ernest otworzył w Kijowie własny magazyn z pracownią na stu ludzi i bardzo podobnym modelem działania. Warszawski Herse przez lata zastrzegał w ogłoszeniach – między innymi w „Tygodniku Illustrowanym” z 1913 roku – że żadnych filii nie posiada.
III. GMACH HUSSA: KAMIEŃ, ATTYKA I WŁASNA ELEKTROWNIA
W 1897 roku na rogu Marszałkowskiej i Erywańskiej – dzisiejszej Kredytowej – stanął gmach zaprojektowany przez warszawskiego architekta Józefa Hussa. Budowano go w latach 1894–1897, dla Adama Hersego, na miejscu starszego domu z 1845 roku autorstwa Piotra Frydrycha. Był w stylu Ludwika XVI i robił wrażenie „swą czteropiętrową fasadą, murami licowanymi kamieniem, ażurową attyką i hełmami na dachu”. Lokalizacja nie była przypadkowa: Marszałkowska była już ulicą wielkomiejską i burżuazyjną, a lata 1897–1898 to w Warszawie szczyt koniunktury budowlanej. Firma wprowadziła się w 1899 roku; jako dzień otwarcia magazynu w nowym gmachu podaje się 10 września 1899 roku i z tej samej daty pochodzi tekst Bolesława Prusa o firmie. Budynek miał własną elektrownię, telefony, windy i centralne ogrzewanie w czasach, gdy miejska infrastruktura tego jeszcze nie oferowała.
Wnętrze rozpisano jak fabrykę handlu – każda kondygnacja miała własną funkcję:
- Parter – dział towarów łokciowych, okryć i futer, koronki oraz „konfekcya damska”: wachlarze, rękawiczki, parasolki, paski, szale, torebki. Tu też kasa i paczkarnia. Tkaniny mierzono na łokcie (56 cm) i arszyny (75 cm), angielskie – na jardy, bo system metryczny w zaborze rosyjskim nie był powszechny.
- Pierwsze piętro – serce firmy. Reprezentacyjne schody albo winda, francuskie modele, wełny, jedwabie i aksamity, a obok przymierzalnie: nie kabiny, tylko obszerne pokoje z wielkimi lustrami, oświetlone elektrycznie i zimą ogrzewane. Działem modniarskim kierowała Madame Jeanne Hardink z Paryża, gorsetami na miarę – Mademoiselle Rousseau.
- Piętra mieszkalne – apartamenty właścicieli i lokale na wynajem. Rodzina mieszkała nad własnym sklepem, co w handlu tej epoki było normą, a nie ekstrawagancją.
- Najwyższa kondygnacja – pracownie krawieckie. Na początku XX wieku pracowało w nich ponad trzysta osób.
- Rozbudowa około 1910 roku – sklep sięgnął aż do placu Zielonego (dziś plac Dąbrowskiego). W podziemiach otwarto dział dywanów wschodnich, kupowanych bezpośrednio w Persji, na Kaukazie i w Azji Środkowej, a dział futer dostał przechowalnię „w lokalu specyalnie na ten cel urządzonym, elektrycznie wentylowanym i ochładzanym”.
IV. „SUKNIĘ ROBI SIĘ JAK ZEGAREK GENEWSKI”
W folderze wydanym z okazji przeprowadzki firma sama opisała swoją metodę produkcji, i jest to jeden z najbardziej rzeczowych opisów warsztatu, jakie zostawił po sobie polski handel przełomu wieków: „Zaprowadzono tu najpraktyczniejszy sposób podziału pracy, skutkiem którego suknię robi się, jak… zegarek genewski; każdą część składową wykonywują osobne specyalistki, niby pojedyńcze kółka i tryby, które następnie dopasowuje się dopiero w skończoną całość”. To nie przechwałka o natchnieniu, tylko opis linii technologicznej – z tą różnicą, że na jej końcu stała przymiarka, a nie rozmiar z tabelki.
Liczby z tego samego 1899 roku: w pracowniach 260 kobiet i 60 mężczyzn, razem z obsługą parteru i pierwszego piętra około 350 osób. Koszty działalności właściciel szacował na 120 000 rubli rocznie, z czego dwie trzecie pochłaniały pensje. W dwudziestoleciu firma zatrudniała już około pięciuset osób: krojczych i krojczyń, szwaczek, sprzedawczyń i sprzedawców. Modele kupowano kilka razy w roku w Paryżu – „Bluszcz” pisał w 1911 roku, że Adam Herse jeździł tam dwa razy w miesiącu. Sprowadzano suknie Wortha, Jeanne Paquin, Jacques’a Doucet, Callot Sœurs, Madeleine Chéruit i Georges’a Doeuilleta; około 1909 roku do oferty weszły projekty Paula Poiret. Kapelusze brano od Virot, Reboux i Camille’a Rogera, futra od Revillona. Kluczowe jest to, co się z tymi sukniami dalej działo: sprowadzony egzemplarz był wzorem, a nie towarem. Na jego podstawie szyto na miarę w Warszawie – taniej niż sprowadzając gotowe – a Herse podkreślał, że nie idzie o kopię, tylko o nową rzecz „według inwencji”.
Droga jednej sukni albo jednego męskiego ubrania przez gmach przy Marszałkowskiej wyglądała mniej więcej tak:
- Miara i wybór modelu – na pierwszym piętrze, w pokoju z lustrami. Klientka oglądała paryski wzór i dobierała tkaninę z beli, a nie z próbnika na ekranie.
- Krój – krojczy rozkładał formę na materiale i decydował o kierunku nitki. Ta jedna decyzja przesądza, czy rzecz będzie po latach leżeć, czy skręcać się na boku.
- Fastryga i przymiarki – pierwszy montaż na nici, przymiarka na żywym człowieku, poprawki, druga przymiarka. Dopiero potem szew ostateczny.
- Formowanie – w krawiectwie miarowym epoki formę budowało się od środka i parą: plastron z włosianki (tkaniny z włosia końskiego i wełny) pikowany do przodu marynarki, klapa wyprasowana we własny zwrot, ramię i klatka osadzone żelazkiem, a nie kolejną warstwą kleju.
- Wykończenie i paczkarnia – guziki, obrzucanie, prasowanie końcowe, a na parterze pakowanie. Torby, pudła na suknie i kapelusze, nawet papier do zawijania tkanin zdobił ten sam motyw i faksymile podpisu założyciela.
V. PRUS IDZIE DO HERSEGO
Najlepiej udokumentowany fragment tej historii nie dotyczy ani sukni, ani fraka, tylko warunków pracy. 10 września 1899 roku Bolesław Prus opisał magazyn Hersego jako wzorowego pracodawcę – i zrobił to konkretami, nie komplementem:
„Przede wszystkim pracownie są obszerne, czyste, jasne, wentylowane, a wieczorem oświetlone elektrycznością […]. Między piętrami gmachu są windy, które oszczędzają ludziom pracy chodzenia. Futra i dywany trzepią się na platformie urządzonej na dachu. Przy pracowniach jest szpitalik z łóżkiem, na wypadek, gdyby kto z pracujących nagle zasłabł. Dalej – w porze obiadowej wydaje się herbatę i znajduje się woda do picia zaprawiona jakąś higieniczną substancją […]. Każda pracownica ma wakacje od dwu do czterech tygodni co roku i za czas ten bierze pensją. Gdy pracuje po siódmej wieczorem, otrzymuje osobne wynagrodzenie w stosunku pensji. Na Boże Narodzenie każda osoba pracująca w sklepie dostaje kolędę w gotowiźnie, a każda pracownica ze szwalni jakiś prezent w naturze: bluzkę, sukienkę i tym podobne. A nareszcie – każda pracownica, z wyjątkiem chyba leniuchów, co roku otrzymuje podwyżkę pensji i żadna nie traci miejsca, choćby fabryka nie miała roboty”.
BOLESŁAW PRUS, 10 WRZEŚNIA 1899 — CYT. ZA: „W WARSZAWIE. WYBÓR Z KRONIK”, T. 1, WARSZAWA 2015
Literatura przedmiotu dodaje resztę: dzień pracy liczył 8,5 godziny z osobno płatnymi nadgodzinami, personel miał ubezpieczenie zdrowotne i płatny urlop wypoczynkowy, obowiązywał system awansów i podwyżek. Wynagrodzenie pozwalało pracownicom na samodzielność finansową – a to w Warszawie 1899 roku znaczyło więcej niż premia. Kobiety pracowały tu nie tylko jako szwaczki, ale i jako sprzedawczynie, co było realnym awansem społecznym.
Praca u Hersego była też szkołą zawodu. Wielu późniejszych właścicieli warszawskich sklepów odzieżowych wywodziło się z jego personelu i podkreślało to potem we własnych reklamach prasowych – firma eksportowała rzemiosło na cały rynek, także do własnej konkurencji. Nazwisko Herse nosiła zresztą również Wanda, córka Adama: w 1902 roku skończyła z wyróżnieniem szkołę handlową w Paryżu, zarządzała towarzystwem akcyjnym Urania, założyła Klub Wioślarek w Warszawie, a w 1912 roku kierowała działem „Praca zawodowa” na Wystawie pracy kobiety polskiej w Pradze. Nigdy nie wyszła za mąż – co przy ówczesnym kodeksie handlowym, wymagającym od mężatki zgody męża na prowadzenie przedsiębiorstwa, miało też wymiar praktyczny.
VI. MUNDURY DYPLOMATYCZNE, MISS POLONIA I WIELKI MEDAL ZŁOTY
Od 1921 roku u Hersego mogli ubierać się także panowie, i to właśnie dział męski dał firmie najbardziej charakterystyczny asortyment w jej historii. Obok „wykwintnego krawiectwa obstalunkowego” i odzieży gotowej z własnych pracowni specjalnością były – według firmowego folderu na wiosnę i lato 1931 roku – mundury dyplomatyczne polskie i cudzoziemskie, mundury szambelanów papieskich, mundury dla oficerów marynarki oraz togi dla profesorów, sędziów, prokuratorów i adwokatów. To inny rodzaj krawiectwa niż suknia balowa: strój urzędowy musi być zgodny z przepisem co do milimetra galonu, a jednocześnie leżeć na konkretnym człowieku. W 1931 roku uruchomiono także dział dziecięcy, z ubrankami „wykonanymi w pracowniach własnych według modeli wiedeńskich”.
Drugą nogą firmy była promocja, prowadzona z rozmachem, na jaki w Warszawie mało kto się wtedy zdobywał. Katalogi wychodziły kilka razy do roku, także po francusku i po niemiecku, z kartami objaśniającymi sposób pobierania miary; już w 1901 roku powstał osobny „wydział dla zamówień z prowincyi”. Klientka spoza Warszawy przysyłała wymiary i dobrze leżący stanik, a dostawała próbki tkanin, projekty sukien i okryć, a nawet kosztorysy całych wypraw ślubnych. Okładki katalogów i reklamy – zajmujące w prasie całe strony – projektowali Tadeusz Gronowski i Wacław Siemiątkowski, nie najtańsi graficy epoki.
Pokazy mody Hersego były wydarzeniami towarzyskimi. „Nastrój skupiony i uroczysty, gorączkowe wyczekiwanie, jak przed premjerą modnego autora. Towarzystwo doborowe” – relacjonował pokaz modeli wiosennych 1929 roku magazyn „Teatr i życie wytworne”. „Kurjer Poranny” z 1 października 1935 roku odnotował na pokazie obecność prezydentowej Marii Mościckiej. Kreacje firmy nosiły Zofia Batycka, Miss Polonia 1930, aktorka Janina Romanówna i tancerka Zizi Halama; modelki brano często spośród tancerek, bo – jak wspominała Stefania Grodzieńska, sama należąca do „kadry” Hersego – wiedziały, jak się poruszać. W 1929 roku firma dostała na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu Wielki Medal Złoty, w pawilonie projektu Bohdana Pniewskiego. Cztery lata później wnętrza sklepu zagrały w komedii „Jego ekscelencja subiekt” z Eugeniuszem Bodo – dzięki czemu do dziś można obejrzeć fasadę, portiera, monumentalne schody i windę.
VII. ILE TO KOSZTOWAŁO NAPRAWDĘ
Porównywalny detaliczny cennik Hersego sprzed 1914 roku się nie zachował i nie ma sensu udawać, że jest inaczej – znamy za to skalę kosztów firmy: 120 000 rubli rocznie w 1899 roku, z czego dwie trzecie na pensje. Z dwudziestolecia mamy rzecz konkretną: katalog na sezon wiosna–lato 1931.
- Płaszcz z szewronu w kolorze szaro-granatowym, do połowy na podszewce jedwabnej – 225,00 zł.
- Kostium wiosenny z kamgarnu – 225,00 zł; z meteoru – 275,00 zł.
- Suknia jedwabna – 135,00–190,00 zł; bluzka żorżetowa – 49,50 zł.
- Męskie palto – 250,00 zł; garnitur męski – 375,00 zł z kamgarnu i szewiotu, do 675,00 zł z materiałów angielskich.
- Dodatki – pończochy luksusowe z mereżką 11,50 zł, rękawiczki zamszowe 16,80 zł, krawat jedwabny 5,30–9,50 zł.
Żeby te kwoty coś znaczyły, trzeba je zestawić z zarobkami. Według „Małego Rocznika Statystycznego 1939” przeciętny miesięczny zarobek pracownika umysłowego objętego ubezpieczeniem emerytalnym wynosił w 1935 roku 280,50 zł dla mężczyzny i 170,80 zł dla kobiety. Uczciwie trzeba dodać, że ceny są z 1931, a płace z 1935 roku, więc to porównanie orientacyjne, nie księgowe. Ale rząd wielkości jest jednoznaczny: garnitur z angielskiej wełny kosztował około dwóch i pół miesięcznej pensji urzędnika, a jedwabna suknia – blisko całą miesięczną pensję urzędniczki. Herse nie był domem mody dla wszystkich i nigdy nie udawał, że jest. Miał jednak dolne półki: gotowe spódnice szyto z resztek tkanin z działu tekstylnego – tanio, ale w standardzie firmy – a wiele mieszczańskich rodzin kupowało tu wyłącznie materiał i szyło z niego u własnej krawcowej.
VIII. KONIEC PRZYSZEDŁ W 1936, NIE W 1939
Legenda każe Hersemu zginąć razem z Warszawą we wrześniu 1939 roku. Fakty są mniej efektowne i bardziej pouczające. W kwietniu 1930 roku spłonął cały dach gmachu, ucierpiały też wyższe piętra. Odbudowa przyniosła nadbudowę: w latach 1932–1933 lub 1933–1934 dobudowano jedną kondygnację według projektu Bohdana Pniewskiego. W sierpniu 1933 roku pożar wrócił i uszkodził dach albo najwyższą kondygnację; zdjęcia z tego pożaru zachowały się w Narodowym Archiwum Cyfrowym. Do ognia doszła reszta rachunku: rosyjska klientela, której przed 1914 rokiem było w Warszawie dużo i która nie liczyła się z wydatkami, zniknęła po wojnie; przyszły strajki pracowników i wielki kryzys po 1929 roku; a między 1910 a 1930 rokiem w Warszawie wyrosły dziesiątki nowych adresów z odzieżą, futrami i tkaninami – od Domu Towarowego Braci Jabłkowskich po Boguchwała Myszkorowskiego i Maksymiljana Apfelbauma przy Marszałkowskiej 125.
Jeszcze przed wojną firma sprzedała kamienicę, a budynek podzielono na mniejsze lokale. W 1936 roku, po niemal siedemdziesięciu latach, Dom Mody Bogusław Herse przestał szyć. Około 1937 roku Elektrownia Warszawska urządziła w gmachu „Salon Demonstracyjny” promujący elektryczność, a przed budynkiem stanęła reklama z żelazkiem projektu Zygmunta Stępińskiego; lokale zajmowała tu też Polsko-Amerykańska Izba Handlowa. Adres został, marka wyszła z niego trzy lata przed wojną.
Dopiero potem przyszła wojna. Gmach spłonął we wrześniu 1939 roku. W czasie okupacji Niemcy obniżyli go do dwóch kondygnacji i prowizorycznie wyremontowali pod lokale usługowe; w takim stanie przetrwał powstanie warszawskie i dotrwał do około 1958 roku, kiedy mury rozebrano przy przebudowie śródmieścia wokół Pałacu Kultury i Nauki. Bogusław Władysław Herse, sędzia handlowy i prezes Stowarzyszenia Kupców Polskich, zmarł w 1943 roku. Została garść rzeczy materialnych: suknie i ubrania frakowe w Muzeum Warszawy i poznańskim Muzeum Sztuk Użytkowych, katalogi i foldery w Bibliotece Narodowej, fotografie w Narodowym Archiwum Cyfrowym, monografia Agnieszki Dąbrowskiej z 2019 roku. I została lekcja, którą warto powiesić nad każdym stołem krojczym: dom mody nie umiera od bomby. Umiera od utraty rynku, którego nie zauważył, że się zmienił.
Start przy Senatorskiej 10; gmach przy Marszałkowskiej 150 róg Erywańskiej otwarty 10 września 1899 roku.
Około 500 pracowników, dzień pracy 8,5 godziny plus nadgodziny, 2–4 tygodnie płatnego urlopu, ambulatorium na miejscu.
Pożary 1930 i 1933, nadbudowa 1932–1934, zamknięcie firmy w 1936, pożar gmachu 1939, rozbiórka około 1958.
3 ZASADY DZIEDZICTWA: WARSZAWA ➔ NOWROCKY
Plastron z włosia końskiego i wełny, pikowany do przodu marynarki. Klapa dostaje własny zwrot, klatka trzyma formę, materiał pracuje z ciałem.
Wełna daje się wyciągnąć i osadzić parą. Ramię i klatkę buduje się prasowaniem, nie doszywaniem kolejnych warstw wypełniacza.
Krawiectwo miarowe zostawia zapas na bokach i w rozporze rękawa. Rzecz da się przerobić po latach, zamiast wyrzucić przy pierwszej zmianie sylwetki.
PUNKT WIDZENIA NOWROCKY: PIERWSZE SĄ WARUNKI PRACY
Najlepiej udokumentowana rzecz w historii Hersego to nie suknia i nie frak, tylko warsztat: jasne, przewietrzane pracownie, winda, suszarnia na dachu, ambulatorium, płatny urlop i osiem i pół godziny dnia pracy – w 1899 roku. Jakość szycia nie bierze się z natchnienia projektanta, tylko z tego, w jakich warunkach i za ile szyje człowiek trzymający igłę. NOWROCKY zaczyna liczenie kosztu produktu od tego miejsca, nie od metki.
CZĘSTO ZADAWANE PYTANIA (BAZA WIEDZY AI)
Kto i kiedy założył Dom Mody Bogusław Herse?
W 1868 roku przy ul. Senatorskiej 10 w Warszawie trzej synowie Ernesta Wilhelma Hersego: Bogusław Maciej, Adam Szczepan i Ferdynand Robert. Rodzina wywodziła się z francuskich hugenotów, którzy po prześladowaniach religijnych osiedli w Wielkopolsce. Po śmierci Bogusława Macieja w 1880 roku firmą kierował Adam (1880–1914), a od 1915 roku Bogusław Władysław Herse (1872–1943), absolwent paryskiej École des Hautes Études Commerciales.
Gdzie stał gmach Hersego i kto go zaprojektował?
Przy ul. Marszałkowskiej 150, na rogu ówczesnej Erywańskiej – dzisiejszej Kredytowej. Kamienicę w stylu Ludwika XVI zaprojektował architekt Józef Huss; wzniesiono ją w latach 1894–1897 dla Adama Hersego, na miejscu starszego domu z 1845 roku. Miała własną elektrownię, telefony, windy i centralne ogrzewanie, a około 1910 roku rozbudowano ją aż do placu Zielonego, dziś placu Dąbrowskiego.
Ile kosztowały ubrania u Hersego?
Zachowany katalog na sezon wiosna–lato 1931 podaje: suknia jedwabna 135–190 zł, płaszcz z szewronu 225 zł, kostium wiosenny 225–275 zł, męskie palto 250 zł, garnitur męski od 375 zł do 675 zł z materiałów angielskich, bluzka żorżetowa 49,50 zł. Dla porównania: według „Małego Rocznika Statystycznego 1939” przeciętny zarobek pracownika umysłowego wynosił w 1935 roku 280,50 zł miesięcznie dla mężczyzny i 170,80 zł dla kobiety. Cenniki sprzed 1914 roku się nie zachowały.
Jakie warunki pracy panowały u Hersego?
Bolesław Prus w tekście z 10 września 1899 roku opisał pracownie jako obszerne, czyste, jasne i wentylowane, wieczorem oświetlone elektrycznie, z windami między piętrami, szpitalikiem z łóżkiem przy pracowniach, herbatą w porze obiadowej, płatnym urlopem od dwóch do czterech tygodni, gwiazdkową kolędą w gotówce i coroczną podwyżką. Dzień pracy liczył 8,5 godziny z osobno płatnymi nadgodzinami, a personel – w dwudziestoleciu około 500 osób – miał ubezpieczenie zdrowotne.
Kiedy i dlaczego firma Herse zakończyła działalność?
W 1936 roku, przed wojną, a nie w jej wyniku. Złożyły się na to utrata rosyjskiej klienteli po I wojnie światowej, strajki, wielki kryzys po 1929 roku, konkurencja nowych domów towarowych oraz pożary gmachu w kwietniu 1930 i w sierpniu 1933 roku. Kamienicę sprzedano jeszcze przed wojną; spłonęła we wrześniu 1939 roku, w czasie okupacji obniżono ją do dwóch kondygnacji, a jej mury rozebrano około 1958 roku.
Komentarze: 0