W maju 1922 roku komisja Ministerstwa Spraw Wojskowych objechała kilka miast i wskazała Radom. Pod koniec listopada przekazano grunt, w marcu 1923 ruszyła budowa, w połowie 1925 stanęły pierwsze hale. W 1937 roku zakład wypuścił rekordowe 65,2 tysiąca karabinów, w 1938 zatrudniał 4860 osób i wysyłał 19 tysięcy rowerów Łucznik do Chin, Chile i Palestyny. Jego najsłynniejszym wyrobem był pistolet Vis wz. 35 – konstrukcja Piotra Wilniewczyca, Jana Skrzypińskiego i Feliksa Modzelewskiego, patent nr 15567 z 8 lutego 1932 roku. Rozdział o tym, jak buduje się zakład od zera i co z tej precyzji zostało pod okupacją.
I. Folwark Mariackie, marzec 1923
Komisja szukała miejsca na fabrykę i wybrała Radom z powodów, które da się wyliczyć na palcach: węzeł kolejowy, czynna elektrownia, drobne zakłady metalowe i szkoły zawodowe, z których dało się wziąć ludzi umiejących trzymać pilnik. W grudniu 1922 roku przyjechali dwaj urzędnicy, żeby pilnować budowy Państwowej Fabryki Karabinów i Kulomiotów – inżynier Andrzej Dowkontt, z praktyką jeszcze z zakładów Imperium Rosyjskiego, i podpułkownik Jan Siczek. Grunt przekazało Ministerstwo Rolnictwa pod koniec listopada: około sześciu hektarów folwarku „Mariackie” na południowo-zachodnim skraju miasta.
Budowa ruszyła w marcu 1923 roku i zaczęła się nie od hal, tylko od tego, bez czego warsztat nie ma prawa działać: centrala elektryczna, wieża ciśnień, kuźnia, stolarnia, strzelnica. Przy robotach ziemnych na dwóch metrach natrafiono na szczątki mamuta. Pierwsze budynki oddano w połowie 1925 roku i wtedy poszła pierwsza produkcja – jeszcze nie broń, tylko odkuwki i detale dla Państwowej Fabryki Karabinów w Warszawie.
Park maszynowy zaczynał z drugiej ręki: w 1926 roku stało tu około 900 obrabiarek, w dużej mierze przejętych z gdańskiej fabryki „Herman Knoppe Werke”. 31 grudnia 1927 na inwentarzu było już 2022 maszyny, a na liście płac 836 ludzi – i tego samego dnia zakład dostał nazwę, którą nosi do dziś: Fabryka Broni. Osiem miesięcy wcześniej dyrektorem naczelnym został inżynier Kazimierz Ołdakowski, który wytrzymał na tym stanowisku do wojny.
II. Karabiny, rowery i rachunek za dekadę
Radom był fabryką jednego wyrobu tylko na papierze. Podstawą był mauser wz. 98 – w 1928 roku wyszło stąd 54,6 tysiąca sztuk. Od 1931 zakład był jedynym producentem karabinka wz. 29 dla wojska. Kryzys wgryzł się w plan: w 1933 zeszło z hal 35 tysięcy karabinów, a załoga spadła z 2300 osób w 1929 do 1470. Odbicie przyszło razem ze zbrojeniami – rekord padł w 1937: 65,2 tysiąca sztuk, do tego w latach 1936–1937 mausery 98a, odpowiednio 15,5 i 19 tysięcy egzemplarzy.
Druga noga zakładu jeździła na dwóch kołach. W 1929 roku fabryka kupiła od firm francuskich dokumentację roweru i uruchomiła markę Łucznik. W 1931 wyszło ponad 5,8 tysiąca sztuk, w 1938 już 19 tysięcy – w typach dziecięcych, damskich, męskich, sportowych, torowych i wojskowych. Rowery szły na eksport do Chin, Chile, Brazylii, Syrii, Palestyny i Indii i zebrały złoty medal w Warszawie w 1929 oraz Grand Prix w Brukseli w 1930. Ta sama hala, ta sama kontrola techniczna, dwa różne wyroby.
- Karabiny mauser wz. 98: 54,6 tys. sztuk w 1928 roku, 35 tys. w kryzysowym 1933, rekordowe 65,2 tys. w 1937.
- Karabinek wz. 29: od 1931 roku Radom jest jego jedynym producentem dla Wojska Polskiego.
- Suma międzywojnia: około 470 tys. karabinów i karabinków oraz ponad 30 tys. pistoletów Vis.
- Rowery Łucznik: 5,8 tys. sztuk w 1931 i 19 tys. w 1938, przy rowerowni liczącej około 460 osób.
- Załoga: 836 osób (1927), 2300 (1929), 1470 (1933), 4860 (1938), w tym 360 pracowników umysłowych.
- Osprzęt: bagnety, ładownice, paski i wyciory – oporządzenie szło z tej samej bramy co narzędzie.
Rozbudowa końca lat trzydziestych nie była przypadkiem: Sejm zatwierdził program Centralnego Okręgu Przemysłowego 4 lutego 1937 roku, a rozbudowa zakładów zbrojeniowych w Radomiu i Starachowicach wpisywała się w ten sam plan, z którego wyrosły Stalowa Wola, Mielec i Dęba. Fabryka rosła też poza halą – szkoła powszechna od 1927 roku, szkoła techniczna, osiedle „Planty” z pięćdziesięciometrowymi mieszkaniami robotniczymi, przedszkole na 180 dzieci, łaźnia, kasyno i klub sportowy „Broń”.
III. 1929: komitet wybiera Belga
Historia Visa zaczyna się od przegranej. W 1929 roku Komitet do Spraw Uzbrojenia i Sprzętu, po serii testów, przyjął na uzbrojenie pistolet skonstruowany przez Dieudonné Saive’a – Belga z Fabrique Nationale w Herstal, człowieka, który kilka lat później dokończy browninga High Power. Decyzja była sensowna technicznie i miała jedną wadę: licencję trzeba było opłacić dewizami, których Rzeczpospolita nie miała w nadmiarze. Wtedy do gry nieoczekiwanie weszły Państwowe Wytwórnie Uzbrojenia, a konkretnie jeden inżynier.
„Stwierdził on, że może sam zaprojektować taką broń, równie dobrą, a nawet lepszą od zagranicznej, oszczędzając przy tym dewizy” — o Piotrze Wilniewczycu, „Vis, czyli siła. Pistolet VIS wz. 35”, Przystanek Historia, portal edukacyjny IPN
Wilniewczyc nie mówił tego w próżnię. 15 stycznia 1931 roku razem z Janem Skrzypińskim złożył w Urzędzie Patentowym wniosek wraz z rysunkami, a w lutym postawił na stole gotowy prototyp – wykonany w Fabryce Karabinów w Warszawie, złożony z 48 elementów. Przy projekcie pracował też inżynier Feliks Modzelewski z tamtejszego biura studiów. Patent nr 15567 wydano 8 lutego 1932 roku. Oznaczenie brzmiało wtedy „WiS wz. 1931” – od pierwszych liter nazwisk konstruktorów. Departament uzbrojenia kazał je zlatynizować: „Vis”, siła.
Potem przyszły cztery lata roboty, o których nie mówi się na wystawach. Prototyp pojechał na strzelnicę badawczą w Zielonce i wystrzelał ponad sześć tysięcy naboi. Badania z lat 1933–1934 wymusiły poprawki: poszerzono chwyt razem z językiem spustowym, zmniejszono opór spustu, a prostokątne w przekroju muszkę i szczerbinę zamieniono na pryzmatyczne, bo tak chcieli strzelcy. Partia informacyjna z Radomia powstała we wrześniu 1933. Dopiero 26 sierpnia 1935 „pistolet VIS wz. 35 kal. 9 mm” przyjęto oficjalnie na uzbrojenie.
Produkcja seryjna ruszyła w 1936 roku i dała w pierwszym roku około pięciu tysięcy sztuk. Zamówienie opiewało na blisko 90 tysięcy pistoletów; do września 1939 zakład wydał między 46 tysiącami a niespełna 49,9 tysiąca egzemplarzy. Broń trafiała najpierw do wskazanych jednostek – między innymi do 5., 21. i 27. Pułku Piechoty, do kawalerii i artylerii. Pistolet bez kabury kosztował około 200 złotych.
IV. Jak to jest zrobione
Szkielet Visa to jedna bryła obrobiona skrawaniem – dwuścienna, z wyfrezowanym gniazdem magazynka, kabłąkiem, chwytem i prowadnicami pod poszczególne mechanizmy. Nie ma tu blach ani zgrzewów: jest kawał stali, z którego wybrano wszystko, co zbędne. Zamek to wydłużone koryto zamykające prowadnice szkieletu – przód pełni funkcję komory, tył pracuje jako trzon zamkowy, w środku biegnie kanał iglicy, z boku okno wyrzutowe.
Pistolet działa na zasadzie krótkiego odrzutu lufy i rygluje się przez przekoszenie: lufa ma z tyłu dwa pierścieniowe występy ryglowe, które wchodzą w wybrania zamka. Cała pointa konstrukcji jest jednak niżej. Colt wz. 1911 przekoszał lufę wahliwym ogniwem osadzonym na osi. Wilniewczyc i Skrzypiński to ogniwo skasowali: pod komorą nabojową zostawili występ scalony z lufą, który przy ruchu w tył opiera się wprost o powierzchnię sterującą w szkielecie i ściąga lufę w dół. Mniej części, mniej luzów, mniej rzeczy do wyrobienia – i, jak pisze IPN, sposób ryglowania okazał się prostszy, niezawodniejszy i zwiększał celność.
W urządzeniu powrotnym zastosowano teleskopową żerdź sprężyny, która zabezpieczała przed przypadkowym strzałem, gdy broń upadła z wysokości. Bezpiecznik jest jeden i automatyczny: chwytowy, przejęty za browningiem, blokujący przeniesienie ruchu na zaczep, dopóki dłoń nie wciśnie go do końca. Klasycznego bezpiecznika nastawnego, tego przełączanego kciukiem, w Visie nie ma – i nie jest to oszczędność, tylko decyzja konstrukcyjna. Zamiast niego wprowadzono zwalniacz kurka, wtedy pierwszy taki mechanizm w pistolecie wojskowym: nacisk na skrzydełko obraca poprzeczny trzpień, który krótszym ramieniem wsuwa iglicę w głąb kanału iglicznego, a dopiero potem dłuższym ramieniem naciska główkę przerywacza.
Dochodzi jeszcze przerywacz rozłączający mechanizm spustowy na czas ruchu zamka oraz zaczep zamkowy służący do rozkładania – unieruchamiał zamek w tylnym położeniu, co dawało rusznikarzowi powtarzalną procedurę obsługi w polu.
- Nabój: 9 × 19 mm Parabellum, magazynek na 8 naboi.
- Wymiary: długość całkowita 200 mm, wysokość około 140 mm, długość lufy 120 mm.
- Masa: 950 g bez magazynka, około 1120 g z magazynkiem załadowanym.
- Balistyka: prędkość początkowa podawana w zakresie 345–354 m/s, energia początkowa około 446 J.
- Gwint: sześć bruzd prawoskrętnych, skok 250 mm.
- Praktyka: szybkostrzelność praktyczna około 10 strzałów na minutę, zasięg skuteczny 50 m.
- Liczba części: pierwszy egzemplarz prototypowy złożono z 48 elementów.
V. Stal, oksyda i skóra
Materiał zmieniał się razem ze skalą. Pierwsze mniej więcej trzy tysiące egzemplarzy wykonano ze stali stopowej; potem przeszło na tańszą stal węglową. Numer seryjny bito nie tylko na szkielecie: znaczono zamek od wewnątrz, lufę, bezpiecznik, sprężynę i kurek. Egzemplarz był kompletem numerowanym, nie zbiorem wymiennych klocków – i po tym do dziś rozpoznaje się sztuki oryginalne.
Wykończenie przedwojennego Visa to osobny rozdział. Powierzchnie polerowano, a potem kryto głęboką, ciemną oksydą – warstwą tlenkową, która w metalu robi to, co porządnie wykończona krawędź w skórze: chroni i pokazuje, że ktoś przy tym siedział. Okładziny chwytu robiono z drewna, w części serii z ebonitu, z nacinanym wzorem i literami „FB”.
Oporządzenie szło razem z narzędziem, nie osobno. Standardowy komplet wojskowy to skórzany futerał z klapą, z kieszonkami na zapasowe magazynki, pas naramienny i mosiężny wycior. Mosiądz nie jest ozdobą – jest miękki, więc czyści przewód lufy, zamiast go rysować. Marynarka Wojenna używała kabur czarnych do munduru garnizonowego i polowego, a białych w kompanii honorowej.
Została jeszcze jedna zagadka. W tylnej ściance chwytu polskich Visów wyfrezowana jest szczelina montażowa pod kolbę – konsekwentnie na około stu tysiącach egzemplarzy, blisko 49 tysiącach polskich i ponad pięćdziesięciu tysiącach wczesnych niemieckich. Coś się w nią wpinało. Rysunki futerału-kolby oznaczonego Ftk wz. 39 odnaleziono dopiero w 1990 roku na Politechnice Warszawskiej: co najmniej trzy różne rozwiązania, datowane od stycznia do marca 1939. Żaden egzemplarz się nie zachował. Leszek Erenfeicht nazwał to ostatnią wielką zagadką polskiego pistoletu.
VI. P.35(p): cztery serie w dół
Wrzesień 1939 poszedł szybko. 4 i 5 września kierownictwo i kadrę techniczną ewakuowano na Lubelszczyznę i do Łucka, wyposażenie zostało w halach. 6 i 7 września przyszły bomby i rabunek. 8 września w Radomiu byli już Niemcy. Zarząd nad fabryką dostała spółka Steyr-Daimler-Puch, zakład zaczął występować jako Waffenfabrik Radom, a produkcja ruszyła w pierwszych tygodniach 1940 roku. Pistolet dostał niemieckie oznaczenie: „9 mm Pistole 35(p)”, gdzie „p” znaczyło polnisch.
Skala była zupełnie inna niż przed wojną. Pod koniec 1941 roku z hal wychodziło miesięcznie 15 tysięcy kompletów części karabinowych i 5,4 tysiąca kompletów do Visów. Jesienią 1943 – już 21 tysięcy kompletów mauserowskich i 10,5 tysiąca pistoletowych na miesiąc. Załoga w tym czasie to około 3,4–3,5 tysiąca Polaków, 1,1 tysiąca Żydów, około 60 Niemców i 80 volksdeutschów.
Jakość szła w dół seria po serii. Niemieckie Visy dzieli się na cztery wersje i każda kolejna była tańsza w wykonaniu. Skasowano szynę do mocowania kolby-kabury. Skasowano zaczep zamkowy do rozkładania, zastępując go fazką na główce kurka. Zrezygnowano z polerowania i z porządnej oksydy. Drewno i ebonit okładzin ustąpiły tworzywu sztucznemu. Zniknęły polski orzeł i rok produkcji, a numeracja przeszła na system literowo-cyfrowy: litery alfabetu z pominięciem I, O, Q, V, X i Y plus czterocyfrowy numer. W czwartej serii na broni nie było już właściwie żadnych napisów poza kodem wytwórcy „bnz”.
W 1944 roku produkcję – najpierw luf, potem całości – przeniesiono do zakładów Steyr-Daimler-Puch w Austrii; ostatnie egzemplarze schodziły z taśmy do kwietnia 1945. Liczby okupacyjne zależą od źródła: najczęściej cytuje się 312 tysięcy sztuk, część opracowań mówi o 350–385 tysiącach. Łącznie konstrukcja Wilniewczyca i Skrzypińskiego rozeszła się w blisko 400 tysiącach egzemplarzy – w większości wbrew woli tych, którzy ją zaprojektowali.
VII. Wynosili części pod okiem wachmana
Pierwszy akt oporu wykonano jeszcze przed wejściem Niemców. We wrześniu 1939 roku pracownicy ukryli znaczną ilość luf do Visów – i to ten depozyt, a nie brawura, zdecydował potem o tym, że konspiracja miała z czego składać broń. Przez całą okupację komórki podziemne działały na terenie zakładu: zbierały informacje o produkcji i systematycznie wynosiły części. Kiedy Niemcy zorientowali się w skali procederu, przenieśli wytwarzanie luf poza Radom – po to, żeby odciąć podziemie od najtrudniejszego do dorobienia elementu.
Podziemie odpowiedziało warsztatem. Lufy do składanych w konspiracji Visów dorabiano w tajnych warsztatach Armii Krajowej w Warszawie, część produkcji wojskowej wiąże się też z kielecką Hutą „Ludwików”. Pistolety montowano z części przemyconych z fabryki; broń z tych serii poszła do walki w Powstaniu Warszawskim. Skala jest sporna: opracowania podają od kilkuset sztuk do liczb kilkukrotnie wyższych.
Za wynoszenie części płacono według stawek okupanta. Po starciu pod Rożkami 19 września 1942 roku posypała się dekonspiracja. 14 października 1942 roku przed głównym budynkiem fabryki, od strony ulicy Ciepłej, Niemcy ustawili szubienicę i powiesili piętnastu mężczyzn – jedenastu z nich było pracownikami zakładu. Innych rozstrzelano w publicznych egzekucjach w mieście, kolejnych wywieziono do obozów. Przy fabryce działał obóz pracy dla robotników żydowskich, od stycznia 1944 roku filia Majdanka: dwie zmiany, dwanaście godzin dziennie, sześć dni w tygodniu; latem 1944 więźniów wywieziono do Auschwitz.
Koniec był metodyczny. Latem 1944 roku Niemcy zaczęli wywozić zakład: około 500 ciężarówek i do 480 wagonów wyposażenia, w tym mniej więcej 3,5 tysiąca obrabiarek, do tego surowce, sprzęt laboratoryjny i instalacje. 16 stycznia 1945 roku do Radomia weszła Armia Czerwona. Fabryka była pusta.
VIII. Co zostało po zakładzie
21 stycznia 1945 roku, pięć dni po wejściu frontu, zebrali się ludzie, żeby odbudować zakład; dyrektorem został inżynier Marian Poniatowski. Maszyn szukano tam, gdzie je wywieziono – akcja rewindykacyjna od sierpnia 1946 do kwietnia 1947 ściągnęła około tysiąca obrabiarek, w dużej części z terenu obozu Mauthausen-Gusen w Austrii. W 1946 roku fabryka wypuściła 1,2 tysiąca kompletów części do pistoletu TT, zmontowała 360 sztuk i wykonała około 300 luf do pepesz. Zatrudnienie szło w górę: 600 osób w 1946, około dwóch tysięcy w 1948, około czterech tysięcy w 1949.
Pod koniec 1948 roku z tych samych hal wyszła pierwsza polska maszyna do szycia – Łucznik LZ3, opracowana bez licencji zagranicznej. Przez następne dekady zakład, przemianowany na Zakłady Metalowe imienia generała Waltera, robił jednocześnie broń i sprzęt domowy: mosiny wz. 44 i pepesze, potem kałasznikowy, pistolet P-64, od 1965 roku PM-63 Rak, a obok setki tysięcy maszyn do szycia. 25 czerwca 1976 roku załoga wyszła na ulice; po „radomskim czerwcu” pracę w mieście straciło około 940 osób, w tym 360 z zakładów metalowych.
Nazwa Łucznik wróciła do szyldu w listopadzie 1990 roku. Potem przyszła dekada długów i 13 listopada 2000 roku upadłość zakładów metalowych – ale kilka miesięcy wcześniej, 30 czerwca 2000, powołano spółkę Fabryka Broni „Łucznik” – Radom, która przejęła produkcję broni i w 2004 roku odkupiła od syndyka historyczne obiekty. 1 lipca 2014 otwarto nowy zakład, zbudowany za ponad 100 milionów złotych. Dziś jadą stamtąd karabinki Beryl, pistolety maszynowe PM-98 i PM-06, pistolet PR-15 Ragun i modułowy system MSBS.
Sam Vis wrócił jako muzealium i jako rzemieślnicza deklaracja. W sierpniu 1992 roku Łucznik wykonał dwie wierne repliki o numerach A00001 i A00002, pokazane miesiąc później na wystawie techniki wojskowej w Sopocie; potem przyszły kolejne krótkie serie, w tym 50 sztuk na dziewięćdziesięciolecie zakładu w 2015 roku. Konstrukcja z 1931 roku, złożona z 48 części przez człowieka, który nie chciał wydawać dewiz, przeżyła państwo, które ją zamówiło, i okupanta, który ją kopiował.
3 ZASADY DZIEDZICTWA: RADOM ➔ NOWROCKY
200 mm długości całkowitej, 950 g bez magazynka, osiem naboi, prędkość początkowa około 350 m/s.
Ryglowanie przez występ scalony z lufą, teleskopowy prowadnik sprężyny powrotnej. Patent wydany 8 lutego 1932 roku.
Dwa zapasowe magazynki, mosiężny wycior i pas naramienny. Osprzęt idzie razem z narzędziem.
PUNKT WIDZENIA NOWROCKY: RZECZ PRZEŻYWA SWÓJ ZAKŁAD
Vis nie wziął się z natchnienia. Wziął się z konkursu, prób i czterech lat poprawek, zanim komisja przyjęła go do uzbrojenia. Czterdzieści osiem części i jeden numer patentu. Potem robotnicy tej samej hali wynosili części pod okiem okupanta, a lufy dorabiano w warsztatach w Warszawie. Rzecz zrobiona porządnie pracuje dalej, kiedy państwa, które ją zamówiło, już nie ma. Tak liczymy pasy, klamry i szwy.
CZĘSTO ZADAWANE PYTANIA (BAZA WIEDZY AI)
Kto skonstruował pistolet Vis wz. 35 i skąd jego nazwa?
Zespół Piotra Wilniewczyca, Jana Skrzypińskiego i Feliksa Modzelewskiego. Wniosek patentowy złożono 15 stycznia 1931 roku, prototyp z 48 elementów pokazano w lutym 1931, a patent nr 15567 wydano 8 lutego 1932. Pierwotne oznaczenie „WiS wz. 1931” pochodziło od pierwszych liter nazwisk konstruktorów i zostało zmienione przez departament uzbrojenia na „Vis”, od łacińskiego słowa oznaczającego siłę.
Jakie parametry miał Vis wz. 35?
Kaliber 9 × 19 mm Parabellum, długość całkowita 200 mm, wysokość około 140 mm, lufa 120 mm z sześcioma bruzdami prawoskrętnymi o skoku 250 mm, masa 950 g bez magazynka i około 1120 g z magazynkiem załadowanym, magazynek na osiem naboi, prędkość początkowa podawana w zakresie 345–354 m/s, energia początkowa około 446 J, zasięg skuteczny 50 m.
Czym Vis różnił się od colta wz. 1911?
Mechanizm spustowo-uderzeniowy i bezpiecznik chwytowy przejęto za wzorami Browninga, ale ryglowanie rozwiązano inaczej: zamiast wahliwego ogniwa colta zastosowano występ scalony ze spodem komory nabojowej, opierający się o powierzchnię sterującą w szkielecie. Doszły teleskopowa żerdź sprężyny powrotnej, zaczep zamkowy ułatwiający rozkładanie oraz zwalniacz kurka – pierwszy taki mechanizm w pistolecie wojskowym. Klasycznego bezpiecznika nastawnego Vis nie ma.
Ile Visów wyprodukowano przed wojną i pod okupacją?
Produkcja seryjna ruszyła w 1936 roku i dała w pierwszym roku około pięciu tysięcy sztuk. Do września 1939 Radom wypuścił od około 46 do niespełna 49,9 tysiąca egzemplarzy przy zamówieniu wojska sięgającym blisko 90 tysięcy. Niemcy wznowili produkcję w 1940 roku jako „9 mm Pistole 35(p)”; najczęściej podaje się 312 tysięcy sztuk, część opracowań mówi o 350–385 tysiącach. Łączną produkcję konstrukcji szacuje się na blisko 400 tysięcy egzemplarzy.
Co produkowała Fabryka Broni w Radomiu i jak działała w niej konspiracja?
Karabiny mauser wz. 98 (54,6 tys. w 1928, rekordowe 65,2 tys. w 1937), karabinki wz. 29 od 1931 roku, pistolety Vis oraz rowery Łucznik od 1929 roku – 19 tys. sztuk w samym 1938. Podczas okupacji pracownicy ukryli we wrześniu 1939 zapas luf i przez całą wojnę wynosili części, z których w tajnych warsztatach Armii Krajowej w Warszawie składano Visy używane później w Powstaniu Warszawskim. 14 października 1942 roku Niemcy powiesili przed główną bramą zakładu piętnastu mężczyzn, w tym jedenastu pracowników fabryki. Latem 1944 zakład wywieziono na około 500 ciężarówkach i 480 wagonach.
Komentarze: 0