W spisie z 1906 roku Kalwaria Zebrzydowska liczyła 1476 mieszkańców, a wśród nich siedmiu szewców i siedemdziesięciu dwóch stolarzy. Sto lat później w samej gminie działa ponad 650 podmiotów obuwniczych, a według reportażu „Polityki” co piąta para polskich butów pochodzi z okolic tego miasteczka. Między tymi dwiema liczbami mieści się cała historia: klasztor bernardynów i handel odpustowy, kolej z 1884 roku, organizacja cechowa z 1885, ponad tysiąc chałupniczych warsztatów w czasach, gdy państwo prywatnego rzemiosła nie chciało, dwa zakłady założone w tym samym 1964 roku — Stanisława Ryłki w Kalwarii i Stanisława Żmii w Stanisławiu Dolnym — i chiński kontener, który po 1989 roku wjechał w to wszystko jak taran.
I. NAJPIERW BYŁ ODPUST. SKÓRA PRZYSZŁA NA KOŃCU
Zacznijmy od korekty legendy. Kalwaria nie była od zawsze miastem szewców — nie była nawet od zawsze miastem. Była pomysłem religijnym, który dopiero z czasem dorobił się gospodarki.
W 1600 roku wojewoda krakowski i senator Mikołaj Zebrzydowski zaczął na górze Żar budowę pustelni — kościoła Ukrzyżowania i Grobu Pana Jezusa. Oddał ją bernardynom i zobowiązał się wznieść klasztor; fundacja nastąpiła w 1602 roku, prace prowadzono w latach 1604–1609. W 1605 roku Jan Zebrzydowski przywiózł przywilej odpustów zupełnych dla pielgrzymów, a w 1641 roku z pobliskiej Paszkówki sprowadzono obraz Matki Bożej, który zapoczątkował miejscowy kult maryjny. Cały zespół — czterdzieści jeden kaplic, kościołów i mostów rozrzuconych po dróżkach — trafił w 1999 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Miasteczko powstało jako zaplecze pielgrzymki. Nowy Zebrzydów miał dawać pątnikom posiłek i schronienie; pierwsza lokacja i prawa miejskie to rok 1617, druga 1640, trzecia 1715, po pożarze, który strawił większość drewnianej zabudowy. W połowie XVII wieku mieszkało tu około pięciuset osób, a żyły one z roli, produkcji żywności i pamiątek oraz z handlu odpustowego. To właśnie z tego handlu — nie z cechowej tradycji, nie z pańskiego nadania — narodziły się regularne jarmarki i rzemiosło.
Rzemiosłem tym było stolarstwo. W XVIII wieku pracowało w Kalwarii ponad czterdzieści zakładów stolarskich, zaopatrujących w meble przede wszystkim bogate mieszczaństwo krakowskie. Kalwaryjski cech datuje pierwsze zapisy o stolarzach na 1786 rok. Szewcy w tym obrazie są marginesem: pojedynczymi ludźmi, którzy naprawiali buty pielgrzymom i sprzedawali parę czy dwie na jarmarku.
II. CECH, KOLEJ I SIEDMIU SZEWCÓW
Autonomia galicyjska po 1860 roku dała miasteczku rozpęd, a dwa wydarzenia dały mu infrastrukturę. W 1884 roku doprowadzono do Kalwarii kolej. Rok później, w 1885, powstała w mieście organizacja cechowa, która działa do dziś. Dokumenty są precyzyjne: pierwszy wpis w księdze członków Stowarzyszenia Rzemieślniczego w Kalwarii Zebrzydowskiej nosi datę 15 grudnia 1885 roku, a wpis do rejestru sądowego — 21 lutego 1887. Około 1890 roku miasto dostało nazwę obowiązującą do dziś.
Do tego doszła szkoła. Krajowa szkoła stolarska, słynna w całej Polsce, jest w kalwaryjskich źródłach datowana rozbieżnie: cech podaje rok 1887, oficjalna historia miasta — 1897. Rozbieżność warto zostawić widoczną: historia własnego rzemiosła bywa tu udokumentowana gorzej niż historia klasztoru. W 1898 roku powstało gniazdo „Sokoła”, a w 1914 zorganizowano pierwsze targi meblowe — urządzane, z przerwami, do dziś.
I dopiero teraz spis. W 1906 roku miasto zamieszkiwało 1476 osób, w tym 360 „przemysłowców”: 179 handlarzy i kupców, 72 stolarzy, 24 rzeźników, 10 piekarzy, 10 kowali, 7 szewców, 7 krawców, 6 młynarzy, 4 kołodziejów i 3 cieśli. Siedmiu szewców. Tyle liczyło „zagłębie” w chwili, gdy zaczynała się jego prawdziwa historia. Lokalna promocja mówi dziś o ponad czterystu latach tradycji obuwniczej — spis z 1906 roku każe tę liczbę traktować ostrożnie i szukać wybuchu gdzie indziej, w XX wieku.
W II Rzeczypospolitej obuwie w Polsce robiło się przede wszystkim ręcznie. W 1929 roku karty rzemieślnicze wydane szewcom stanowiły 18,3 procent wszystkich — co odpowiadało 36 197 zakładom rzemieślniczym w kraju. Po zaborcach odziedziczono, jak pisał badacz branży, „obuwniczą pustynię”: nieliczne większe fabryki w Warszawie, Bydgoszczy i Wielkopolsce, resztę robił warsztat. Kalwaria doczekała się w 1930 roku pierwszych Targów Kalwaryjskich, w 1935 Spółdzielni Stolarskiej „Stolarz”, a w 1939 — Domu Rzemiosła przy ulicy Mickiewicza 2, budynku zwanego „Okrąglakiem”. Tablica na nim głosi: „Ku pożytkowi Rzemiosła Miasta i Wsi. Zbudowano w 1939 r.”. W tym samym roku, 4 września, do miasta weszli Niemcy.
III. BUT KROK PO KROKU: ANATOMIA MAŁEGO WARSZTATU
Zagłębie szewskie to nie metafora, tylko określona liczba operacji wykonywanych w piwnicy albo na parterze domu. Terminologia poniżej jest ta z podręczników zawodowych — nazwy części i czynności, nie żargon marketingowy.
- Kopyto. Bryła, na której powstaje but. Ustala podbicie, obwód i wysklepienie, zanim padnie pierwsze cięcie w skórze. Powiedzenie „robić coś na jedno kopyto” wzięło się właśnie stąd i pierwotnie było zarzutem wobec jakości.
- Wykrój. Rozłożenie szablonów na skórze i wycięcie elementów cholewki oraz podszewki. Dawniej nożem i ręką, dziś w zakładach — ploterem. Tu decydują się koszty: z metra dobrej polskiej skóry, kosztującego około 160 złotych, doświadczony rzemieślnik wykroi prawie pięć par.
- Cholewka. Wedle definicji podręcznikowej element obuwia, który okrywa wierzchnią część stopy lub stopę i część podudzia. Jej przednia część to przyszwa, boczno-tylne — kwatery. Szyje się je razem z podszewką, czyli wyścieleniem wewnętrznym ze skóry podszewkowej.
- Sztywniki. Podnosek w czubku, między wierzchem a podszewką, i zapiętek w pięcie. Formuje się je ze skóry garbowanej roślinnie: nawilżone dają się ułożyć na kopycie, po wyschnięciu twardnieją w zadanym kształcie i trzymają stopę w osi.
- Ćwiekowanie. Naciąganie cholewki na kopyto i łączenie jej z podpodeszwą — częścią wewnętrzną spodu, na którą nakłada się cholewkę. To moment prawdy: źle naciągnięta cholewka daje but, którego nie da się już uratować.
- Spód i wykończenie. Podeszwę mocuje się klejem, systemem blake’a (klejona i przeszywana) albo konstrukcją pasową. Na końcu obcas, woskowanie, polerowanie i malowanie krawędzi.
Ile z tego jest pracy? W jednym z zakładów w Stanisławiu Dolnym pod Kalwarią dzienna norma wynosiła kiedyś trzy pary; dziś w tej samej wsi mówi się o dwudziestu. W większej kalwaryjskiej firmie, która rozłożyła te same czynności na taśmę, przy jednej parze butów pracuje siedemdziesiąt osób. To jest cała różnica między rzemiosłem a przemysłem: nie inna technologia, tylko inny podział tej samej technologii.
IV. GARBNIK I HURTOWNIA: SKĄD BRANO SKÓRĘ
Zagłębie szewskie nie może istnieć bez garbarni albo bez sprawnego handlu skórą. Na liście 360 kalwaryjskich „przemysłowców” ze spisu z 1906 roku nie ma ani jednego garbarza. Miasto miało za to kolej i hurtowników — i to w praktyce wystarczało.
Garbowanie roślinne wykorzystuje taniny z kory dębu, świerku i wierzby oraz z drewna quebracho, kory mimozy, kasztanowca, sumaka czy strąków tary. Proces trwa od kilku tygodni do kilku miesięcy, zależnie od grubości skóry. Kąpiel kwaśna daje skórę twardszą, obojętna — miększą; skóra niebarwiona z czasem ciemnieje i nabiera patyny. Garbowanie chromowe, wprowadzone w XIX wieku, opiera się na solach chromu i zamyka się w kilka dni. Skóra jest miększa, odporniejsza na wilgoć i tańsza — dlatego powstaje tak zdecydowana większość dzisiejszych skór. Kompromis jest jasny: chrom kupuje czas i cenę, garbnik roślinny kupuje sztywność, patynę i możliwość formowania na kopycie.
Najbliższym ośrodkiem garbarskim był Kraków, gdzie garbarze osiedlali się poza murami, w jurydyce nazwanej Garbary. Działały tam garbarnia Braci Dłużyńskich na Ludwinowie oraz Krakowska Białoskórnia przy ulicy Królowej Jadwigi, od 1930 roku występująca pod nazwą „Columbus”, znacjonalizowana w 1950 i zamknięta w 1990; w 1948 roku powołano Krakowskie Zakłady Garbarskie. W latach 70. największą garbarnią w Europie dysponowały Radomskie Zakłady Przemysłu Skórzanego „Radoskór”, zaopatrujące w skóry również inne fabryki.
Dziś ten segment się skurczył. Według Polskiej Izby Przemysłu Skórzanego w 2020 roku w dziale wyprawy i garbowania skór działały w Polsce 353 firmy, dwa lata później — 317. Kalwaryjscy rzemieślnicy kupują skórę w polskich hurtowniach, a te biorą ją z niewielkich krajowych garbarni. Jak tłumaczy Maciej Żmija ze Stanisławia Dolnego, włoskie skóry są świetne, ale często mają ukryte wady; z polskimi tego problemu nie ma. Podeszwy wysokiej jakości też pochodzą z małych polskich firm. Krótki łańcuch dostaw nie jest tu ideologią, tylko rachunkiem.
V. CZTERY KONSTRUKCJE, KTÓRE MUSI ZNAĆ KAŻDY SZEWC
Rzemiosło obuwnicze nie operuje „fasonami”, tylko konstrukcjami. Różnica między nimi to zawsze sposób łączenia kwater z przyszwą.
- Oksford (w Wielkiej Brytanii często zwany balmoralem) ma kwatery z dziurkami wszyte pod przyszwę — to sznurowanie zamknięte. Po zawiązaniu obie połowy schodzą się do środka i tworzą gładką, prawie jednolitą powierzchnię. Najbardziej formalny z butów sznurowanych.
- Derby (nazywany też gibsonem, w amerykańskiej terminologii blücherem) ma kwatery naszyte na przyszwę — sznurowanie otwarte. Odchylane „skrzydełka” dają rezerwę obwodu, więc derby przyjmuje wyższe podbicie, grubszą skarpetę i szerszą stopę. W latach 50. XIX wieku był butem myśliwskim i sportowym, a na miejskie ulice trafił dopiero na przełomie XIX i XX wieku. W polskich warunkach — błoto, zima, robocza stopa — to konstrukcja praktyczniejsza od oksforda.
- Monk nie ma sznurowania w ogóle: cholewkę zamyka pasek z klamrą albo dwoma. Konstrukcję wprowadził pod koniec XIX wieku angielski szewc Edward Green. Formalnością plasuje się między oksfordem a derby.
- Sztyblety — dziś częściej znane jako chelsea — to trzewiki z elastycznymi klinami po bokach, wciągane bez sznurowania. Konstrukcję przypisuje się Josephowi Sparkesowi Hallowi, szewcowi królowej Wiktorii, który reklamował ją jako „J. Sparkes Hall’s Patent Elastic Ankle Boots”. Była możliwa wyłącznie dzięki wulkanizowanej gumie Charlesa Goodyeara; modę zrobiła pod koniec lat 40. XIX wieku, a nazwę „chelsea” dostała dopiero od londyńskiej King’s Road w latach 50. i 60. XX wieku. W polszczyźnie przełomu XIX i XX wieku „sztyblety” oznaczały jeszcze buty do jazdy konnej.
Osobna sprawa to sposób łączenia cholewki z podeszwą. Ręczna metoda pasowa jest znana od około 1500 roku; jej maszynowy odpowiednik — ramowa konstrukcja Goodyeara — wyrósł z maszyny z zakrzywioną igłą, opatentowanej w 1862 roku przez Auguste’a Destouy i ulepszonej w 1869 przez Destouy oraz Daniela Millsa, obu pracujących dla Charlesa Goodyeara juniora. Sens jest jeden: pas przyszyty do cholewki i podpodeszwy tworzy komorę wypełnianą korkiem, do której mocuje się spód. Taki but można rozpodeszwiać i podeszwić na nowo wiele razy. But klejony wyrzuca się po pierwszym rozklejeniu.
3 ZASADY DZIEDZICTWA: KALWARIA ZEBRZYDOWSKA ➔ NOWROCKY
Cholewkę naciąga się na kopyto, a nie odwrotnie. Bryła kopyta ustala podbicie, obwód i wysklepienie, zanim padnie pierwsze cięcie w skórze.
Skóra roślinna na sztywniki i podpodeszwę – formuje się na mokro i twardnieje w kształcie. Chrom tam, gdzie potrzeba miękkości i odporności na wilgoć. Jedna skóra do wszystkiego to skrót, nie rzemiosło.
Konstrukcja pasowa pozwala wymienić spód wielokrotnie. To sedno etosu: rzecz projektuje się tak, żeby dało się ją odnowić, a nie wyrzucić po pierwszej awarii.
VI. DOMIAR, PRZYDZIAŁ, TYSIĄC WARSZTATÓW
Zagłębie urosło wtedy, gdy państwo próbowało je zlikwidować. To nie paradoks, tylko mechanika niedoboru.
W kwietniu 1947 roku Hilary Minc ogłosił na plenum KC PPR „bitwę o handel”. Trzy ustawy z 2 czerwca 1947 dały władzy narzędzia: koncesję, obywatelskie komisje podatkowe i domiar — arbitralnie zawyżony podatek, który potrafił zamknąć warsztat w jeden dzień. Liczba prywatnych sklepów spadła z ponad 134 tysięcy w 1947 roku do około 78 tysięcy w 1949. Powstały „pustynie handlowe”, które w małych miastach utrudniały nie tylko zaopatrzenie, ale i zbyt wyrobów lokalnego rzemiosła. Od 3 kwietnia 1948 roku przynależność rzemieślnika do cechu była obowiązkowa, w latach 1948–1955 prowadzono przymusowe uspółdzielczenie warsztatów, a ustawa z 1950 roku pozwoliła państwu i spółdzielniom wykupywać maszyny stojące w prywatnych zakładach. Kalwaryjski cech zawiesił działalność w 1949 roku i wznowił ją dopiero 12 sierpnia 1955.
A jednak. Fabryki nie nadążały: w 1950 roku produkcja krajowa wynosiła 28,7 miliona par obuwia, w 1960 — 82,4 miliona, w 1970 — 141,9 miliona, w 1975 przekroczyła 163 miliony i na tym poziomie utrzymała się do końca dekady lat 80. Rosnąca podaż oznaczała jednak odejście od szycia i przejście na podeszwę klejoną, a w latach 80. obuwie objęto reglamentacją: wprowadzono talony, a w niektórych województwach ograniczono zakup do jednej pary rocznie. Brakowało chemikaliów, barwników, cholewek, zapinek, nawet tektury na pudełka. Rzemieślnicy dostawali przydziały surowca wystarczające na kilka miesięcy produkcji w roku — resztę trzeba było załatwić.
W tej właśnie szczelinie urosła Kalwaria. W samym mieście i okolicach działało wtedy ponad tysiąc drobnych warsztatów szewskich; praktycznie w każdym domu ktoś robił lub naprawiał buty, szył cholewki albo wycinał podeszwy. Ręcznie szyte obuwie stało się znakiem rozpoznawczym kalwaryjskich rzemieślników — wymienia się w tym kontekście rodzinny zakład Jerzego Ryłki i zakład Stanisława Żmii. Cech, który wznowił pracę w 1955 roku, do 1999 wydał około tysiąca dyplomów czeladniczych. Prywatny biznes przetrwał tu sanację, okupację i komunę.
„Gdy rozmawiam z tatą na temat prowadzenia biznesu, to nie mam wątpliwości, że w PRL-u, który zwalczał prywatną inicjatywę, było zdecydowanie lepiej niż dziś. Największy problem był ze zdobyciem odpowiedniego surowca, ale za to jak już się coś wyprodukowało, to sprzedawało się na pniu”.
— Maciej Żmija, Stanisław Dolny, w rozmowie z „Angorą”, 2025
VII. ROK 1964: DWA WARSZTATY, DWIE DROGI
W 1964 roku, dwie dekady po „bitwie o handel”, w gminie Kalwaria Zebrzydowska otwarto dwa jednoosobowe zakłady szewskie. Jeden stał się siecią ponad stu salonów. Drugi do dziś szyje na miarę i konsekwentnie nie chce się reklamować.
Stanisław Ryłko założył firmę w Kalwarii Zebrzydowskiej w 1964 roku. Nie na surowym korzeniu — według relacji firmowych pierwszy zakład szewski w rodzinie otworzył pod koniec XIX wieku brat jego pradziadka. Początek to mały zakład prowadzony jednoosobowo, wytwarzający buty metodą tradycyjną; najpierw obuwie męskie, w latach 70. doszło damskie. Skok skali przyszedł w latach 90., kiedy w Kalwarii stanęła fabryka i możliwa stała się produkcja seryjna. Pierwszy salon firmowy otwarto w Krakowie w 1997 roku, pięćdziesięciolecie marka świętowała w 2014. W 2023 roku firma wykazała 309 milionów złotych przychodu — o czternaście procent więcej niż rok wcześniej — przy 23,5 miliona złotych zysku netto (wobec 26,1 miliona w 2022) i sumie bilansowej 148 milionów. Salonów własnych jest ponad sto, do tego kilka franczyzowych.
Stanisław Żmija otworzył swój zakład w tym samym 1964 roku, we wsi Stanisław Dolny, dziś należącej do gminy Kalwaria Zebrzydowska. W 1982 roku miejscowy ksiądz, który znał Karola Wojtyłę, polecił go do wykonania butów dla papieża; Żmija zdobył stare kamasze noszone przez Wojtyłę jeszcze jako biskupa krakowskiego i wziął z nich miarę. Buty wręczył osobiście 10 października 1982 roku w Watykanie, podczas kanonizacji Maksymiliana Kolbego. Ostatnia udokumentowana para — jasnobrązowe mokasyny w rozmiarze 44, z wysokim podparciem wysklepienia — powstała przed Bożym Narodzeniem 2004 roku. Robił też buty dla Lecha Kaczyńskiego. Od ponad dwudziestu lat zakład prowadzi jego syn Maciej; ceny gotowych modeli mieszczą się w przedziale od 250 do 450 złotych, a buty na miarę kosztują około półtora tysiąca.
Zagłębie ma też trzecią gałąź. Henryk Konopka zaczął naukę rzemiosła w 1969 roku, w 1972 zdał na czeladnika, w 1977 dostał tytuł mistrza, a w 1978 razem z żoną Janiną założył w Stanisławiu Dolnym firmę Conhpol — dziś rozpisaną na cztery osobne przedsiębiorstwa prowadzone przez jego dzieci. W tej samej wsi Edward Moskała założył w 1979 roku zakład Agda; działają tu również Kampa i Silwano. Sam Stanisław Dolny, wieś licząca ponad dwa tysiące mieszkańców, przez dekady miał zakład obuwniczy niemal w każdym domu. W skali kraju do rzemieślniczych korzeni z czasów PRL odwołują się dziś marki Lasocki (1954), Ryłko (1964), Baldowski (1973), Conhpol (1978) i Badura (1979).
A legenda „walizkarzy” — szewców jeżdżących nocnymi pociągami z walizką butów do Warszawy i na bazary całej Polski? Trzeba powiedzieć wprost: to opowieść lokalna, powtarzana w rodzinach i w firmowych materiałach założycielskich, ale niepotwierdzona żadnym dokumentem, który udałoby się wskazać. Udokumentowany jest natomiast mechanizm, który taki handel czynił koniecznym: państwowy hurt prywatnego rzemieślnika nie obsługiwał, przydziały surowca były głodowe, a „pustynie handlowe” w małych miastach odcinały lokalną wytwórczość od zbytu. Kto chciał sprzedać buty, musiał sam po to pojechać.
VIII. KONTENER, CENTRUM UMIEJĘTNOŚCI I TO, CO ZOSTAŁO
Transformacja zabiła socjalistyczne kombinaty, ale zagłębia nie tknęła — na ich gruzach powstawały nowe firmy rodzinne. Uderzył dopiero import. Produkcja obuwia w Polsce spadła ze 104,6 miliona par w 1990 roku do 48,7 miliona w 2000, 36,4 miliona w 2010, 28,8 miliona w 2020 i 20,1 miliona w 2023. Samego obuwia skórzanego wytwarzano w 2000 roku 19,6 miliona par, a w 2009 już tylko 11,4 miliona — spadek o 42 procent w dekadę. Po zniesieniu ceł na import z krajów azjatyckich sprzedaż polskich butów runęła w 2003 roku o jedną piątą.
Skala napływu tłumaczy resztę. W 2022 roku Polska sprowadziła 258,91 miliona par obuwia o wartości 3,8 miliarda euro, przy średniej cenie 14,75 euro za parę: z Chin 155,37 miliona par, z Wietnamu 21,08 miliona, z Bangladeszu 9,77 miliona, z Indii 9,35 miliona. Krajowa produkcja w tym samym roku wyniosła 25,15 miliona par. Liczba firm w polskim przemyśle skórzanym spadła z 5137 w 2020 roku do 4659 w 2022, a samych producentów obuwia — z 3077 do 2746.
Mimo to Małopolska pozostaje najsilniejszym skupiskiem małych firm obuwniczych w Polsce — około 1,3 tysiąca podmiotów, z czego ponad 650 w samej Kalwarii Zebrzydowskiej. To jednak inne zagłębie niż w latach 80.: drobnych, ręcznych warsztatów szewskich zostało w okolicy najwyżej kilkadziesiąt, reszta to małe i średnie zakłady z parkiem maszynowym. Pandemia dołożyła swoje — rok 2020 zostawił w gminie długi, upadłości, magazyny niechcianych butów i fachowców odchodzących do supermarketów, do części samochodowych i do fabryki słonych paluszków.
„Jesteśmy po trzech sierpowych, boimy się, że czwarty będzie nokautem. Bez pomocy państwa nie przetrwamy”.
— Michał Góralczyk, producent butów damskich z Kalwarii, „Polityka”, marzec 2021
Odpowiedzią branży była organizacja. Producenci z regionu — na jednym ze spotkań w Kalwarii było ich ponad czterdziestu — powołali Polską Grupę Producentów Obuwia, kierowaną przez Dawida Czermaka, która wprowadziła oznaczenie „PGPO Buty wyprodukowane w Polsce” i reprezentuje sektor wobec administracji. Drugą odpowiedzią jest szkoła. 10 kwietnia 2025 roku przy Zespole Szkół imienia Komisji Edukacji Narodowej w Kalwarii Zebrzydowskiej otwarto Branżowe Centrum Umiejętności w dziedzinie obuwnictwa — jedyne takie w kraju, bo w każdej ze 120 wyznaczonych dziedzin powstaje jedno centrum. Budżet przekroczył 11 milionów złotych, pieniądze pochodzą z programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego 2021–2027, a projekt prowadzi powiat wadowicki wspólnie z Polską Grupą Producentów Obuwia. W środku stoją maszyny do szycia, ćwiekarki, oprogramowanie do projektowania obuwia i sale VR.
Czego w Kalwarii wciąż nie ma, to muzeum. W październiku 2021 roku burmistrz Augustyn Ormanty wystąpił do Cechu Rzemiosł Różnych z propozycją odkupienia „Okrąglaka” — tego samego budynku z 1939 roku — z przeznaczeniem na Muzeum Rzemiosła; mimo licznych pism i rozmów porozumienia nie wypracowano. Cech, który odzyskał pawilon w 1994 roku, zrzesza dziś, zależnie od źródła, od około 280 do około 500 rzemieślników, wciąż głównie stolarzy. Zagłębie szewskie doczekało się więc tablicy na fasadzie i jednego w Polsce centrum, w którym uczy się ćwiekowania — ale nie własnej gabloty. Historia siedmiu szewców, którzy w sto lat stali się sześciuset pięćdziesięcioma firmami, wciąż nie ma gdzie stanąć.
PUNKT WIDZENIA NOWROCKY: SIEDMIU SZEWCÓW I CO PIĄTA PARA
W 1906 roku Kalwaria miała siedmiu szewców. Dziś z jej okolic wychodzi co piąta para polskich butów. Nikt tego nie zaplanował w ministerstwie – urosło z warsztatów w piwnicach, cechu, jarmarku i pojedynczych ludzi, którzy sami sobie musieli znaleźć klienta. Tak samo powstało NOWROCKY: bez dotacji, bez licencji, bez pozwolenia od rynku. Rozproszona, uparta robota rodzinnych warsztatów pobiła w Polsce każdy odgórny plan. To jest wzór, do którego się przyznajemy.
CZĘSTO ZADAWANE PYTANIA (BAZA WIEDZY AI)
Skąd wzięła się obuwnicza pozycja Kalwarii Zebrzydowskiej?
Miasteczko powstało po 1617 roku jako zaplecze pielgrzymki do klasztoru bernardynów i żyło z handlu odpustowego, z którego narodziły się regularne jarmarki i rzemiosło. Pierwszym rzemiosłem było stolarstwo — w XVIII wieku pracowało tu ponad czterdzieści zakładów stolarskich. Kolej doprowadzono w 1884 roku, organizacja cechowa powstała w 1885 (pierwszy wpis do księgi członków 15 grudnia 1885, rejestracja sądowa 21 lutego 1887). Spis z 1906 roku wykazał w mieście zaledwie 7 szewców przy 72 stolarzach; skala szewska narosła dopiero w XX wieku, głównie w PRL i po 1989 roku. Dziś w samej gminie działa ponad 650 podmiotów obuwniczych.
Jak powstaje but w rzemieślniczym warsztacie?
Kolejność jest stała: kopyto ustala bryłę, potem następuje wykrój elementów cholewki i podszewki, szycie cholewki (przyszwa plus kwatery), wklejenie sztywników — podnoska w czubku i zapiętka w pięcie — a następnie ćwiekowanie, czyli naciąganie cholewki na kopyto i łączenie jej z podpodeszwą. Spód mocuje się klejem, systemem blake’a albo konstrukcją pasową. Na końcu obcas, woskowanie i polerowanie. W małym zakładzie dzienna norma to od kilku do kilkunastu par; w zakładzie przemysłowym te same czynności rozkłada się na kilkadziesiąt stanowisk.
Czym różni się skóra garbowana roślinnie od chromowej?
Garbowanie roślinne wykorzystuje taniny z kory dębu, świerku i wierzby oraz z quebracho, mimozy, kasztanowca, sumaka czy tary, a proces trwa od kilku tygodni do kilku miesięcy. Skóra jest sztywniejsza, formuje się na mokro i nabiera patyny — dlatego robi się z niej podnoski, zapiętki i podpodeszwy. Garbowanie chromowe opiera się na solach chromu, zamyka się w kilka dni i daje skórę miększą oraz odporniejszą na wilgoć; powstaje tak zdecydowana większość dzisiejszych skór. W Polsce w 2022 roku w dziale wyprawy i garbowania skór działało 317 firm, wobec 353 dwa lata wcześniej.
Jak wyglądały początki firmy Ryłko?
Stanisław Ryłko założył firmę w Kalwarii Zebrzydowskiej w 1964 roku jako mały, jednoosobowy zakład rzemieślniczy wytwarzający buty metodą tradycyjną; według relacji firmowych pierwszy zakład szewski w rodzinie otworzył pod koniec XIX wieku brat jego pradziadka. Najpierw powstawało obuwie męskie, w latach 70. doszło damskie. Produkcję seryjną umożliwiła fabryka zbudowana w Kalwarii w latach 90., a pierwszy salon firmowy otwarto w Krakowie w 1997 roku. W 2023 roku marka wykazała 309 mln zł przychodu i 23,5 mln zł zysku netto przy ponad stu salonach własnych.
Czy szewcy z Kalwarii naprawdę wozili buty nocnymi pociągami?
Opowieść o „walizkarzach” wożących buty nocnymi pociągami do Warszawy jest lokalną legendą i elementem firmowych narracji założycielskich — nie udało się jej przypisać żadnemu dokumentowi. Udokumentowany jest natomiast mechanizm, który czynił taki handel koniecznym: po „bitwie o handel” z lat 1947–1949 państwowy hurt nie obsługiwał prywatnego rzemieślnika, przydziały surowca starczały na kilka miesięcy produkcji w roku, a likwidacja prywatnych sklepów utworzyła w małych miastach „pustynie handlowe”, odcinające lokalną wytwórczość od zbytu. Rzemieślnik musiał sam zorganizować sobie sprzedaż.
Komentarze: 0