Koronki z Koniakowa: Heklowanie bez szablonu i beskidzka geometria splotu

Tradycyjna heklowana koronka koniakowska - zabytek rękodzieła Beskidu Śląskiego
DON III · 16/40 IPN · INSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ // KRONIKA RZEMIOSŁA
KONIAKÓW // TRÓJWIEŚ · OD 1883

W Koniakowie, w Beskidzie Śląskim, kobiety heklują koronkę bez szablonu i bez rysunku – wszystko liczy się w pamięci, oczko po oczku. Pierwsze zapisy o koronkowych czepcach pochodzą z lat 1883–1884, a cały kunszt opiera się na trzech ściegach: łańcuszku, półsłupku i słupku. Z tego wyszły obrusy dla papieży, serweta dla królowej Elżbiety II z 1962 roku i wpis na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego w 2017 roku. Wyszła też najdroższa lekcja ekonomii, jaką polskie rzemiosło dostało w ostatnim ćwierćwieczu: serwetka, nad którą kobieta siedzi czterdzieści godzin, potrafi kosztować dwieście złotych, a szal z tej samej koronki w butiku projektanta – dziewięć tysięcy. To jest historia o trzech ściegach, o liczeniu i o tym, ile naprawdę kosztuje godzina cudzych rąk.

Okrągła heklowana serweta z Koniakowa – motywy roślinne łączone szydełkiem od środka na zewnątrz
[ FOT. 01 ] Okrągła serweta koniakowska – motywy budowane osobno i łączone od środka

I. HEKLA, KORDONEK I ARYTMETYKA

Słownik tej roboty jest pograniczny, jak cały Śląsk Cieszyński. „Heklować” znaczy szydełkować – od niemieckiego häkeln. „Kordonek”, czyli nić, idzie od francuskiego cordon, sznurek. Narzędzie nazywa się heknadla albo hekiełka: drewniany trzonek i metalowa część, którą pierwotnie wyrabiano ze szprych rowerowych. Końcówka szydełka to hoczek – najważniejszy element, bo od niego zależy nabieranie nici. Przybory trzymało się w kiśnićce, drewnianej skrzyneczce, w której leżały też okulary i różaniec. Gotowa okrągła koronka to „różia”, mała – „różićka”. Same kobiety, które siadają do tej roboty, mówią o sobie „heklowaćki”.

Całość stoi na trzech splotach: łańcuszku, półsłupku i słupku. Nie ma czwartego. Do tego dochodzą wykończenia – pikotki i łuki – ale one nie tworzą konstrukcji, tylko ją zamykają. Każdy motyw wykonuje się osobno, a potem układa koliście i łączy szydełkiem od najmniejszego do coraz większego, aż powstanie całość. Nie ma przy tym żadnego rysunku ani wzornika – jest liczenie. Centrum Koronki Koniakowskiej formułuje to bez wybiegów: fenomen tej koronki polega na tym, że nie ma żadnego szablonu ani gotowego schematu, według którego koronczarka mogłaby wykonać serwetkę.

Etnografka Małgorzata Kiereś ujęła to bez ozdobników: każdy ruch szydełkiem koronczarka liczy i musi liczyć, nie może być ani jedno oczko więcej, ani mniej. Instrukcja na koniczynkę brzmi w gwarze tak: „warkocziek, potym wyciąganie, nie wsziecki poradzóm, bo trza równo, a potym 3, 5, 7, 9, 11, 13 i wyndzie kóńczynka”. To nie jest intuicja. To jest ciąg liczb pamiętany w ręce – i dlatego pominięcie jednego oczka nie daje wariantu wzoru, tylko daje wzór krzywy, którego nie da się już dociągnąć do sąsiedniego motywu.

Zasada surowca jest jedna: im cieńsza nić, tym wyżej. W użyciu są kordonki numer 50, 70, 80, 100 i 200 – im wyższy numer, tym cieńsza nić. Standardem roboczym jest pięćdziesiątka, ale na czepiec bierze się numer 100 albo 200. Kolor tradycyjnie biały lub kremowy, bo tylko takie nici były dostępne w sprzedaży; czarna koronka pojawiała się sporadycznie i jest znacznie trudniejsza, bo na czarnym tle nie widać własnej pomyłki. Nici sprowadzano od producentów polskich, francuskich, czechosłowackich i tureckich.

  • Heknadla / hekiełka – szydełko: drewniany trzonek, metalowa część pierwotnie wyginana ze szprychy rowerowej.
  • Hoczek – zagięta końcówka szydełka; od jej kształtu zależy, czy nić da się nabrać równo.
  • Kiśnićka – drewniana skrzyneczka na przybory; obok szydełek leżały w niej okulary i różaniec.
  • Kordonek – nić bawełniana o mocnym skręcie; numery 50, 70, 80, 100, 200, przy czym wyższy numer oznacza cieńszą nić.
  • Różia / różićka – gotowa okrągła koronka i jej mniejsza wersja; stąd na całą robotę mówi się czasem po prostu „rózie”.
Fragment szydełkowej serwety koniakowskiej ze zbiorów muzealnych, wykonanej przed 1958 rokiem
[ FOT. 02 / PAŃSTWOWE MUZEUM ETNOGRAFICZNE W WARSZAWIE, FOT. AGNIESZKA KWIECIEŃ / CC BY-SA 3.0 PL ] Fragment szydełkowej serwety koniakowskiej ze zbiorów Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie — Koniaków, przed 1958 rokiem. Widać zasadę całej roboty: każdy motyw wykonany osobno, a potem doczepiony szydełkiem do sąsiedniego, bez rysunku i bez wzornika.

II. CZEPIEC MĘŻATKI I AUSTRIACKA SZKOŁA

Początek to nie serweta, tylko czepiec – nakrycie głowy mężatki, składające się z naczółka, dynki i dwóch zauszników z płótna. Najbardziej okazały był naczółek: pas koronki o długości 25–30 centymetrów i szerokości ośmiu. Nosiło się go na czole, pod chustką, i widać było z niego tyle, ile wystawało spod materiału – czyli akurat tę część, w którą włożono najwięcej pracy. Pierwsze zapisy o takich koronkach datuje się na lata 1883–1884. To jest granica, od której liczy się tę tradycję: sto czterdzieści lat z okładem.

Historyczka Barbara Poloczkowa wiąże początki tradycji z wprowadzeniem w Austrii powszechnego obowiązku szkolnego w 1869 roku. Dziewczęta uczyły się robót ręcznych, przez cały rok ćwicząc łańcuszek, półsłupki i słupki, a najzdolniejsze na koniec dostawały najcieńsze nici i naczółki. Warto zobaczyć, co się tu naprawdę wydarzyło: cesarska biurokracja wprowadziła przymus szkolny z powodów zupełnie niezwiązanych z Beskidem, a w beskidzkiej wsi ten przymus przerobiono na system produkcyjny. Rok ćwiczeń, selekcja najlepszych rąk, awans do cieńszej nici. Cech bez cechu.

Grunt był podatny, bo Trójwieś – Istebna, Jaworzynka i Koniaków – to gospodarstwa na stromiznach, gdzie z ziemi nie dało się wyżyć. Kobieta, która potrafiła sprzedać kawałek koronki, wnosiła do domu gotówkę, a gotówki na wsi pasterskiej było mało. Nauka zaczynała się około szóstego roku życia, w domu, pod okiem matki i babki. Heklowało się wieczorami, po robocie w gospodarstwie, a według relacji z Koniakowa – także przy wypasaniu krów. Szydełko było jedynym narzędziem, które można było wziąć ze sobą wszędzie.

III. ZUZANNA WAŁACH: Z GŁOWY NA STÓŁ

Przejście od czepca do serwety przypisuje się Zuzannie Wałach, która na służbie w dworze Habsburgów w okolicach Goleszowa zobaczyła serwety i technikę ich wykonania. To jest moment, w którym cała historia się przełamuje: koronka schodzi z głowy mężatki na blat stołu i przestaje być częścią stroju, a staje się towarem. Po powrocie Wałach hekłowała niewielkie serwetki z cieniutkiej nici i nosiła je na sprzedaż do karczmy Jana Halamy w Wiśle Głębcach. Karczma, nie sklep – bo tam przechodzili letnicy z pieniędzmi.

W 1913 roku wyszła za wójta Koniakowa Pawła Golika, który namawiał ją, żeby zapraszała sąsiadki i uczyła je szydełkowania. Tu warto się zatrzymać, bo to nie jest anegdota o dobrym sercu. Wójt rozumiał, że jedna koronczarka to ciekawostka, a pięćdziesiąt koronczarek to gałąź gospodarki wiejskiej. Najbardziej rozpowszechniony okrągły kształt serwety – ten, który dziś każdy rozpozna jako koniakowski – przypisuje się Marii Kulej z domu Ruckiej. Do panteonu pierwszych mistrzyń wymienia się obok nich Jadwigę Wałach, Zuzannę Golik i Marię Legierską.

Nazwiska powtarzają się przez sto lat nieprzypadkowo. To są rody, nie pojedyncze artystki. Marta Legierska, laureatka Nagrody imienia Oskara Kolberga z 2017 roku, jest córką Jadwigi Legierskiej, także kolbergowskiej laureatki. Helena Kamieniarz uczyła się u Marii Gwarkowej, a jej dom stał się potem muzeum rodzinnym. W Koniakowie umiejętność dziedziczy się razem z domem i z nazwiskiem, a wzór przechodzi z rąk do rąk bez pośrednictwa papieru.

Zbliżenie splotu szydełkowej koronki koniakowskiej ze zbiorów muzealnych, wykonanej przed 1958 rokiem
[ FOT. 03 / PAŃSTWOWE MUZEUM ETNOGRAFICZNE W WARSZAWIE, FOT. AGNIESZKA KWIECIEŃ / CC BY-SA 3.0 PL ] Inny fragment koronki koniakowskiej z tych samych zbiorów, również sprzed 1958 roku. Cała ta geometria stoi na trzech splotach — łańcuszku, półsłupku i słupku — i na liczeniu oczek w pamięci.

IV. PROCEDURA: OD ŚRODKA NA ZEWNĄTRZ

Robota nie zaczyna się od serwety. Zaczyna się od jednego kwiotka – tak nazywa się tu pojedynczy motyw. Kwiotek wykonany tradycyjną, cienką nicią zajmuje około czterdziestu pięciu minut. Dopiero kiedy leży ich na stole kilkadziesiąt albo kilkaset, zaczyna się to, co laik bierze za właściwe szydełkowanie: układanie i zszywanie szydełkiem. Elementy składa się w raje, czyli kolejne okrążenia, a między nimi biegnie obróbka – siatka łączników, która trzyma wszystko w płaszczyźnie. Płócienka to fragmenty gęściej przerobione, imitujące tkane płótno; one dają kompozycji ciężar i kontrast wobec ażuru.

Kierunek jest zawsze ten sam: od środka na zewnątrz, od najmniejszego okrążenia do coraz większego. Koronczarka nie ma przed sobą projektu całości. Ma pamięć liczb i ma poprzednie okrążenie, do którego musi dopasować następne. Jeżeli w rai zewnętrznej wyjdzie za mało miejsca, nie da się jej „poszerzyć” – trzeba przeliczyć od nowa. Stąd bierze się dyscyplina, o której mówią wszystkie koronczarki: to nie jest robota, którą można poprawić na końcu.

  • Krok 1 – kwiotki. Każdy motyw powstaje osobno, na trzech splotach. Jeden kwiotek cienką nicią to około 45 minut pracy.
  • Krok 2 – układanie. Gotowe motywy rozkłada się koliście, żeby zobaczyć, ile ich wejdzie w kolejne okrążenie.
  • Krok 3 – raje. Motywy łączy się szydełkiem w okrążenia, zawsze od najmniejszego do coraz większego.
  • Krok 4 – obróbka. Między okrążeniami dorabia się siatkę łączników, która utrzymuje całość płasko.
  • Krok 5 – płócienka i wykończenie. Gęstsze partie i brzeg z pikotek zamykają kompozycję; dopiero teraz koronka jest jednym kawałkiem.
  • Krok 6 – pranie i formowanie. Gotową koronkę pierze się, a potem rozciąga i suszy na płasko, żeby okrążenia ułożyły się równo i wzór wyszedł na wierzch.

Czasy są bezlitosne i dlatego warto je podać wprost. Niewielka serweta to kilka dni. Duży bieżnik – kilkadziesiąt godzin. Duży obrus – od kilku tygodni do kilku miesięcy. Serwetka o boku sześćdziesięciu centymetrów, przy pracy po cztery, pięć godzin dziennie, zajmuje mniej więcej półtora tygodnia, co daje około czterdziestu godzin roboty. Do tej liczby wrócimy, bo to ona jest w tej opowieści punktem zapalnym.

ARCHIWUM WIDEO // KORONKA // KONIAKÓW Kamil Lorek

Koronczarki z Koniakowa przy heklowaniu — zapis żywej tradycji Trójwsi Beskidzkiej.

V. SŁOWNIK MOTYWÓW: DLACZEGO WSZYSTKO ROŚNIE

Nazwy wzorów w Koniakowie są prawie w całości roślinne i zwierzęce, i to nie jest ozdobnik językowy. Kobieta, która uczyła się liczyć oczka bez papieru, musiała mieć dla każdego motywu nazwę, którą da się wypowiedzieć przy stole i którą druga kobieta zrozumie od razu. Najkrótszą i najpewniejszą nazwą jest ta wzięta z tego, co widać za oknem: koniczyna, listek dębowy, jabłko, słońce. Wzornik zastąpiono słownikiem, a słownik wzięto z pola i z obejścia. Dlatego w tej koronce nie ma nazw geometrycznych – nie ma „sześciokąta” ani „rozety numer cztery”, jest kwiotek, listek i gwiazdka.

  • Kwiotek – podstawowy motyw kwiatowy, cegła całej konstrukcji; w liczbie mnogiej „kwiotki”.
  • Koniczynka – motyw trójlistny, ten z gwarowej instrukcji „3, 5, 7, 9, 11, 13”.
  • Różyczka, listek, gwiazdka – klasyczny zestaw powtarzany w starych serwetach.
  • Talarki i młynki – motywy krążkowe i wiatraczkowe, wskazywane przez Martę Legierską jako jej ulubione.
  • Gąsiorek, słoneczko, listek dębowy, jabłko – nazwy wprost z obejścia i z lasu.
  • Winogrona – motyw, który po drugiej wojnie światowej wyparł część starszych, drobnych kwiatów.
  • Raje, obróbka, płócienka – nie motywy, tylko elementy konstrukcyjne: okrążenia, łączniki i partie gęste imitujące płótno.

Ta nomenklatura jest też dowodem, że wzór nigdy nie był zamrożony. Winogrona wchodzą po wojnie, bo ktoś je zobaczył i przerobił na oczka. Marta Legierska ma swoje talarki, Beata Legierska buduje z tych samych trzech ściegów prace o tytułach „Kasjopeja” czy „Babie lato”. Kanon jest w technice, nie w katalogu motywów – i to jedyny powód, dla którego ta koronka wciąż żyje, a nie leży w gablocie.

VI. SPÓŁDZIELNIA, CEPELIA I DOM MARII GWAREK

Maria Gwarek urodziła się w 1896 roku, zmarła w 1962. Techniki nauczyła się w dzieciństwie, a po drugiej wojnie światowej zrobiła rzecz, która przesądziła o losach koronki: w 1947 roku doprowadziła do powstania w Koniakowie spółdzielni koronczarskiej. W szczytowym momencie skupiała ona około dwustu pięćdziesięciu koronczarek z okolicy. Od 1949 roku spółdzielnia współpracowała z Cepelią, która przez kilkadziesiąt lat skupowała i rozprowadzała miejscową twórczość.

Bilans tego układu jest podwójny i nie da się go opowiedzieć jednym zdaniem. Po stronie zysków: dopiero wtedy heklowanie stało się zajęciem, z którego dało się mieć regularny, choć skromny przychód. Kobieta wiedziała, że gotową serwetę ktoś odbierze i zapłaci. Po stronie kosztów: cenę ustalał odbiorca, nie wykonawczyni, a marża zostawała w mieście. To jest ta sama asymetria, która wróci pod koniec tej historii z metką domu mody zamiast szyldu spółdzielni.

Dom Gwarków w Koniakowie-Szańcach jest dziś Muzeum Koronki – Izbą Pamięci Marii Gwarek; placówkę utworzono w 1962 roku, po jej śmierci, a poprowadziła ją córka, Zuzanna Gwarek (1930–2015). W zbiorach są elementy czepców liczące sto pięćdziesiąt lat, bielizna stołowa i odzież – i jeden eksponat, którego nie da się minąć obojętnie: niedokończony obrus zamówiony dla królowej Elżbiety II, przerwany w połowie przez śmierć wykonawczyni.

Widok z góry Ochodzita na Istebną i Koniaków — rozproszona zabudowa Trójwsi Beskidzkiej
[ FOT. 04 / FOT. KAMIL CZAIŃSKI / WIKIMEDIA COMMONS / CC BY-SA 4.0 ] Widok z Ochodzitej na Istebną i Koniaków, 2017. Trójwieś Beskidzka to trzy wsie — Istebna, Jaworzynka i Koniaków — i to jest cały zasięg terytorialny tej koronki.

VII. OBRUSY DLA PAPIEŻY I SERWETA, KTÓREJ NIE SKOŃCZONO

Lista adresatów jest konkretna i sprawdzalna. Maria Kulej wykonała obrus dla kardynała Stefana Wyszyńskiego (1958), dla papieża Jana XXIII (1963) i Pawła VI (1966), a w 1962 roku jeden z jej obrusów trafił do Fabioli de Mora, królowej Belgii. W 1979 roku biały obrus jej roboty dostał Jan Paweł II, a w 1983 roku – koronki w kształcie orła białego. To jest cała dyplomacja tej wsi: bez ambasady, bez budżetu, na szydełku.

W tym samym 1962 roku, na dziesięciolecie panowania Elżbiety II, pracę nad serwetą dla brytyjskiej królowej zaczęła Maria Gwarek, używając najcieńszych nici chirurgicznych. Zmarła przed końcem – i to jest ten sam rok, w którym powstało muzeum w jej domu. Dzieło dokończyła Anna Bury. Zaczęty i przerwany fragment został w Szańcach jako eksponat, gotowy obrus pojechał do Londynu. Rzemiosło rzadko dostaje bardziej dosłowną scenę: jedna kobieta umiera nad robotą, druga siada na jej miejscu i liczy dalej od tego samego oczka.

Helena Kamieniarz (1931–2007), uczennica Marii Gwarkowej, przekazała serwetę o średnicy 2,20 metra Janowi Pawłowi II podczas jego wizyty w Skoczowie w 1999 roku; zrobiła też czarny szal dla królowej Holandii Beatrycze i podobny, beżowy, dla Elżbiety II. W 1993 roku dostała Nagrodę imienia Oskara Kolberga, a w 1984 roku urządziła we własnym domu rodzinne muzeum – dziś Izbę Twórczości Rodziny Kamieniarz-Kubaszczyk. Dwa domy w jednej wsi, dwa prywatne muzea, obydwa założone przez rodziny wykonawczyń, a nie przez instytucję kultury.

VIII. STRINGI, REKORD I CENA JEDNEJ GODZINY

W latach osiemdziesiątych koronka podupadła – przesyt sztuką ludową, potem transformacja, a młode pokolenie coraz mniej chętne do siedzenia nad kordonkiem. Ratowały ją wtedy duże zamówienia kościelne, między innymi na komże, stroje liturgiczne i obrusy na ołtarze. Przełom przyszedł z zupełnie innej strony. Na początku lat dwutysięcznych – źródła wskazują na rok 2001 – Małgorzata Stanaszek zaczęła heklować koronkowe stringi; pierwsze były czerwone i chabrowe. Rok później Koniaków przerabiał ponad osiemdziesiąt wywiadów dla stacji z całego świata, a miejscowe relacje mówią też o pokazie Victoria's Secret.

Reakcja we wsi nie była jednomyślna. Część środowiska twórców ludowych przyjęła pomysł z otwartą dezaprobatą: to była koronka, która przez sto lat leżała na ołtarzu i na stole, a teraz miała leżeć gdzie indziej. Efekt jednak był trwały. Skandal skończył się w kilka miesięcy, a rynek odzieżowy został – i to on wciągnął z powrotem do roboty młode koronczarki, które nie chciały już heklować serwet dla babci.

18 sierpnia 2013 roku pięć koronczarek pokazało największą koniakowską koronkę świata: pięć metrów średnicy, pięć kilogramów wagi, około pięćdziesięciu kilometrów nici i osiem tysięcy oddzielnie wykonanych elementów. Robota zajęła cztery miesiące, wzór opracowała Marta Haratyk, a przy wykonaniu pracowały Danuta Krasowska, Renata Krasowska, Mariola Legierska i Urszula Rybka. Osobną kategorią jest serweta-mandala trzy na trzy metry, uszydłkowana przez Teresę Kukuczkę, Marię Idziniak, Annę Rucką i Małgorzatę Krężelok dla hinduskiej księżnej Shri Mataji Nirmala Devi: centralny motyw słońca otoczony czterema „różami”, z wymiarami i liczbami dobranymi pod hinduistyczną symbolikę.

W 2017 roku decyzją Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „tradycje wytwarzania koronki koniakowskiej” wpisano na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego – to lista krajowa, nie lista UNESCO. W uzasadnieniu napisano wprost, że ten rodzaj koronki nie powstaje w żadnym innym regionie Polski ani świata. Dyplom odebrano na gali w Łazienkach 22 października 2018 roku; reprezentantką środowiska została Zuzanna Ptak, która hekluje od dziesiątego roku życia. W październiku 2022 roku Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej zarejestrował koronkę koniakowską jako oznaczenie geograficzne pod numerem G.0006, na wniosek Fundacji Koronki Koniakowskie; wyroby muszą pochodzić z rąk mieszkańców Koniakowa, Jaworzynki i Istebnej, czyli Trójwsi. Sto czterdzieści lat tradycji utrzymuje dziś około 700 koronczarek.

I tu wracamy do czterdziestu godzin. Serwetka sześćdziesiąt na sześćdziesiąt centymetrów sprzedaje się w Koniakowie za 180–200 złotych, co daje mniej więcej 4,5 złotego za godzinę pracy. Przy zamówieniu dla Rei Kawakubo z 2018 roku, nad którym czterdzieści koronczarek pracowało przez pół roku, stawka za taki sam kawałek wyniosła 700 złotych – czyli około 17,5 złotego brutto na godzinę. W tym samym czasie szal dziewięćdziesiąt na dziewięćdziesiąt centymetrów z koniakowskiej koronki kosztował w kolekcji Magdy Butrym 9010 złotych, a mini sukienka – 18 tysięcy. Comme des Garçons, dom mody Kawakubo, miał w 2017 roku 280 milionów dolarów obrotu.

Dziś koronka jeździ na wybiegi: Dior, Dolce & Gabbana, Magda Butrym, kolekcja Comme des Garçons na Paris Fashion Week 2018, Adidas i dwie okładki „Vogue’a” w 2024 roku. Fundacja Koronki Koniakowskie powstała w sierpniu 2018 roku, Centrum Koronki Koniakowskiej otwarto w kwietniu 2019. Lucyna Ligocka-Kohut, która stoi za obiema, mówi o najlepszym okresie w dziejach tej koronki. Można się z tym zgodzić i jednocześnie pamiętać, że rachunek za godzinę wciąż wygląda tak, jak wygląda. Osobnym problemem jest własność wzorów – rzecz, której oznaczenie geograficzne nie rozstrzyga.

„Koronczarki wykonują koronkę z mojej książki a później piszą czy mówią, że to ich koronka”. — Beata Legierska, koronczarka z Koniakowa
Południowa elewacja budynku Banku Spółdzielczego w Koniakowie ozdobiona wielką ekspozycją koronki koniakowskiej
[ FOT. 05 / FOT. KAMIL CZAIŃSKI / WIKIMEDIA COMMONS / CC BY-SA 4.0 ] Koniaków, 2017: południowa ściana Banku Spółdzielczego zamieniona w ekspozycję miejscowej koronki. Wzór, który zaczął się od naczółka czepca mężatki, jest tu dziś znakiem firmowym całej wsi.

// PROTOKÓŁ KONSTRUKCYJNY · ANATOMIA RZEMIOSŁA BATTLE-TESTED SPEC

3 ZASADY DZIEDZICTWA: KONIAKÓW ➔ NOWROCKY

01 · TRZY ŚCIEGI, RESZTA TO LICZBY

Łańcuszek, półsłupek, słupek. Cała geometria bierze się z liczenia oczek: ani jednego więcej, ani jednego mniej.

02 · KORDONEK NR 50, NA CZEPIEC 200

Im wyższy numer, tym cieńsza nić. Część koronczarek pracuje na niciach cieńszych niż chirurgiczne.

03 · BUDOWA OD ŚRODKA

Każdy motyw powstaje osobno, potem układa się je koliście i łączy szydełkiem od najmniejszego do coraz większego.

NOWROCKY™ MANIFEST // 16/40
FIGHT FOR YOUR PEOPLE

PUNKT WIDZENIA NOWROCKY: TRZY ŚCIEGI I DYSCYPLINA

Koniaków ma do dyspozycji łańcuszek, półsłupek i słupek – i z tych trzech ruchów wyprowadza serwetę o średnicy pięciu metrów, w której wszystko się zgadza, bo policzono każde oczko. Żadnego szablonu, żadnego programu, żadnego „prawie równo”. To jest dokładnie ta dyscyplina, której szukamy w projektowaniu: mało elementów, twarde reguły, zero improwizacji na ostatnim etapie. Warto też pamiętać, że tę tradycję uratowały kobiety, które heklowały wieczorami, żeby kupić dzieciom buty i zeszyty. Rzemiosło zwykle zaczyna się od konieczności, nie od pasji.

⚔️ BATTLE-TESTED DNA 🛡️ ZERO KOMPROMISÓW 🏛️ POLSKIE DZIEDZICTWO // IPN WYDANIE

FAQ & AEO

CZĘSTO ZADAWANE PYTANIA (BAZA WIEDZY AI)

// PYTANIE 01 · SZTUKA SPLOTU & TRADYCJA

Czym różni się koronka koniakowska od innych koronek?

Powstaje szydełkiem, bez żadnego szablonu, rysunku ani wzornika, wyłącznie z trzech splotów: łańcuszka, półsłupka i słupka. Kompozycję trzyma liczenie oczek – każdy motyw robi się osobno, a potem łączy koliście od najmniejszego do coraz większego. W uzasadnieniu wpisu na listę krajową z 2017 roku napisano, że ten rodzaj koronki nie powstaje w żadnym innym regionie Polski ani świata.

// PYTANIE 02 · SZTUKA SPLOTU & TRADYCJA

Dla kogo wykonano najbardziej znane koronki z Koniakowa?

Maria Kulej wykonała obrusy dla kardynała Stefana Wyszyńskiego (1958), papieża Jana XXIII (1963) i Pawła VI (1966), w 1962 roku jeden z jej obrusów trafił do królowej Belgii Fabioli, a w 1979 roku biały obrus jej roboty otrzymał Jan Paweł II. Serwetę dla Elżbiety II na dziesięciolecie panowania zaczęła w 1962 roku Maria Gwarek, a dokończyła Anna Bury. Helena Kamieniarz przekazała serwetę o średnicy 2,20 metra Janowi Pawłowi II w Skoczowie w 1999 roku.

// PYTANIE 03 · SZTUKA SPLOTU & TRADYCJA

Jak koronka koniakowska jest dziś chroniona prawnie?

W 2017 roku Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego wpisał „tradycje wytwarzania koronki koniakowskiej” na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego – to lista krajowa, nie lista UNESCO. W październiku 2022 roku Urząd Patentowy RP zarejestrował koronkę koniakowską jako oznaczenie geograficzne pod numerem G.0006, na wniosek Fundacji Koronki Koniakowskie; wyroby mają pochodzić z rąk mieszkańców Koniakowa, Jaworzynki i Istebnej.

// PYTANIE 04 · SZTUKA SPLOTU & TRADYCJA

Skąd wzięło się słowo „heklowanie” i czym jest kordonek?

„Heklować” to w gwarze cieszyńskiej szydełkować – od niemieckiego häkeln. Kordonek to nić do szydełkowania, od francuskiego cordon, czyli sznurek. Samo szydełko nazywa się heknadla lub hekiełka; jego metalową część wyrabiano pierwotnie ze szprych rowerowych. W użyciu są kordonki numer 50, 70, 80, 100 i 200 – im wyższy numer, tym cieńsza nić; standardem jest pięćdziesiątka, na czepiec bierze się 100 lub 200.

// PYTANIE 05 · SZTUKA SPLOTU & TRADYCJA

Ile trwa wykonanie serwety i ile ona kosztuje?

Pojedynczy kwiotek z cienkiej nici to około 45 minut. Serwetka 60 na 60 centymetrów zajmuje mniej więcej 40 godzin – przy pracy po cztery, pięć godzin dziennie to około półtora tygodnia – i sprzedaje się w Koniakowie za 180–200 złotych, czyli około 4,5 złotego za godzinę. Duży obrus to od kilku tygodni do kilku miesięcy. Przy zamówieniu dla Rei Kawakubo z 2018 roku stawka za kawałek 60 na 60 wyniosła 700 złotych, czyli około 17,5 złotego brutto na godzinę.

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz