Dzwon powstaje raz i nie da się go poprawić. Formę rozbija się po odlewie, a metalu nie można dolać – można go już tylko zeszlifować. Jeśli ludwisarz źle policzył żebro, dostaje kilka ton brązu, który brzmi fałszywie przez następne czterysta lat. W Polsce ten rachunek prowadzi nieprzerwanie od 1808 roku jedna rodzina: Felczyńscy z Kałusza pod Lwowem, dziś rozdzieleni na trzy warsztaty. Oto jak się to robi – od gliny po strojenie.
I. LUDWISARZ. NIEMIECKIE SŁOWO, POLSKI CECH
Nazwa zawodu jest zapożyczeniem, które przeszło przez polskie usta tak długo, że straciło pierwotny kształt. Wywodzi się z niemieckiego Rotgiesser – „odlewnik czerwonego metalu”. Narodowe Centrum Kultury odtwarza całą drogę: rótgisarz, rutgiser, rodgisar, lodgisar, lódwisarz, wreszcie ludwisarz. Wbrew potocznemu skrótowi nie oznacza to „człowieka od dzwonów”, tylko rzemieślnika odlewającego z brązu, miedzi i mosiądzu: z tych samych pieców wychodziły lufy armatnie i płyty nagrobne.
Pierwszy podręcznik napisał mnich: benedyktyn Teofil Prezbiter zawarł zasady wytwarzania dzwonów w dziele Diversarum Artium Schedula około 1110 roku. Odlewnictwo klasztorne trzymało się do przełomu XIII i XIV wieku, potem wyparli je rzemieślnicy świeccy – i przez sto lat była to profesja wędrowna: dzwonoleje jeździli od kościoła do kościoła i kopali dół pod odlew na miejscu. W XV wieku wędrówka zanika i powstają stałe warsztaty w Przemyślu, Gdańsku, Krakowie, Warszawie, Toruniu, Lwowie i Wilnie.
Nazwiska są zapisane, bo ludwisarz podpisywał robotę na płaszczu dzwonu: w Krakowie Oswald Baldtner (1569), w Toruniu Marcin Schmiel (1522), we Lwowie Jakub Skóra już w 1341 roku, w Warszawie Benjamin Witweck (1715). Gdańsk miał własną markę eksportową – dzwony ludwisarni Beninghów z XVI wieku.
Najstarsze zachowane sztuki są policzalne. W Wieży Srebrnych Dzwonów katedry wawelskiej wisi dzwon zwany Nowakiem albo Hermanem, datowany na około 1271 rok. Najstarszy z datą wypisaną wprost na metalu to Piotr z 1314 roku z dzwonnicy dominikanów św. Jakuba w Sandomierzu: AD HONOREM SANCTI APOSTOLI PETRI FUSA SUM + ANNO DOMINI M CCC XIIII. Trzeci jest Dzwon Przedbora z 1318 roku ze Strzegomia, dalej Urban z Biecza z 1382 i sandomierski Jan z 1389.
II. ŻEBRO. RYSUNEK, KTÓRY DECYDUJE O WSZYSTKIM
Robota nie zaczyna się od gliny, tylko od profilu. Żebro – szablon wycięty według obliczonego przekroju – ustala średnicę, wysokość i zmienną grubość ścianki na każdym poziomie dzwonu. Z tego wynika ton. Odlewnia Kawińskiego pisze o tym bez ozdobników: największy wpływ na dźwięk ma kształt uzyskany autorskim szablonem, a każda ludwisarnia ma własny, którego nie oddaje. Pracownia Jana Felczyńskiego opracowała w 2014 roku żebro serii Royal Bells, użyte przy dzwonie „św. Jan Paweł II” dla Wawelu.
Proporcje zmieniały się przez wieki i po nich datuje się dzwony. Najstarsze instrumenty są wydłużone: stosunek wysokości bez korony do dolnej średnicy wynosi 1,2 i więcej. Od XIV wieku spada do około 1, w XVIII do przedziału 0,78–0,82, a od XIX wraca tradycja gotycka. Ścianki wawelskiego Zygmunta mają od 7 do 29 centymetrów.
- Korona: cztery lub sześć kabłąków, na których wisi dzwon.
- Hełm: wypukła powierzchnia zamykająca korpus.
- Płaszcz: boczna ściana – tu idą inskrypcje, fryzy i płaskorzeźby.
- Wieniec: najgrubszy pierścień, zwany pasem odsercowym. Tu uderza serce; punkt uderzenia nosi nazwę paciorka.
- Usta: dolna krawędź o maksymalnej średnicy.
- Serce: swobodnie zawieszony bijak z miękkiej kutej stali – twardy wyklepałby wieniec. Masa to około 4 procent masy dzwonu.
- Jarzmo: belka nośna w nieruchomym siedzisku, prosta albo łamana. Łamana przesuwa oś obrotu bliżej środka ciężkości, więc łatwiej rozkołysać dzwon i mniej obciąża mury wieży.
Serce jest elementem najgroźniejszym: zbyt lekkie nie wzbudzi pełnego brzmienia, zbyt ciężkie rozłupie płaszcz, przesunięte wyszczerbi dzwon. Serce Zygmunta pękało trzy razy w XIX wieku i jeszcze raz w Wigilię 2000 roku.
III. FORMA I ZDOBIENIE. RDZEŃ, FAŁSZYWY DZWON, WOSK
Technika nazywa się metodą wosku traconego i od stuleci przebiega tak samo. Najpierw rdzeń: mur z cegły w kształcie stożka, obrzucany warstwami gliny. Kształt nadaje mu szablon obracany wokół osi rdzenia – narzędzie prymitywne i bezlitośnie dokładne. Powierzchnia rdzenia stanie się wnętrzem dzwonu; rdzeń suszy się i wypala.
Na rdzeń nakłada się pędzlem drugą powłokę gliny, prowadzoną tym samym szablonem przestawionym o grubość ścianki. To fałszywy dzwon – model, który ma tylko zająć miejsce przyszłego metalu. Pokrywa się go łojem zwierzęcym, żeby dał się później oddzielić. Dopiero teraz przychodzi zdobienie: litery odlewa się z wosku w foremkach, wizerunki lepi ręcznie – w Taciszowie robi to Bogumiła Felczyńska – i przykleja na fałszywy dzwon. Wszystko, co ma być na gotowym dzwonie wypukłe, tutaj jest wypukłe z wosku.
Trzecia warstwa to kapa: rzadko rozrobiona glina otulająca fałszywy dzwon razem z całym woskiem. Po wyschnięciu podnosi się ją w górę – na jej wewnętrznej stronie odbił się negatyw wszystkich napisów i płaskorzeźb. Fałszywy dzwon niszczy się, a przy wypalaniu formy łój i wosk wytapiają się bez reszty. Kapa wraca na rdzeń i zostaje między nimi szczelina o kształcie dzwonu i grubości wyliczonej z żebra.
Złożoną formę uszczelnia się, wstawia do dołu odlewniczego i zasypuje ziemią. Nie jest to folklor: ziemia trzyma formę pod ciśnieniem kilku ton płynnego metalu i spowalnia stygnięcie. Do rdzenia dzwonu „Vox Patris”, odlanego w 2017 roku w krakowskim Metalodlewie z Pracownią Jana Felczyńskiego i firmą Rduch, zużyto dziewięć tysięcy cegieł.
Zdobienie to nie ornament doklejony do techniki – to ta sama technika. Wczesne dzwony nie miały napisów; pierwsze pojawiają się w XI wieku po łacinie, najczęściej „O rex gloriae Christe veni cum pace”. Polszczyzna wchodzi na dzwony w XV wieku, a renesans dokłada elementy świeckie: imiona fundatorów, daty odlania, gmerki i nazwiska ludwisarzy oraz sentencje o funkcji instrumentu, z najsłynniejszą „Vivos voco, mortuos plango, fulgura frango” – żywych zwołuję, zmarłych opłakuję, gromy kruszę.
Wawelski Zygmunt pokazuje, jak gęsto bywa zapisany taki płaszcz: górą łacińska inskrypcja fundacyjna z datą MDXX ujęta fryzem z czworoliści, pod nią płaskorzeźbiony św. Zygmunt burgundzki w zbroi, po bokach Orzeł i Pogoń, pod spodem podpis Hansa Behema; po drugiej stronie św. Stanisław z Piotrowinem i ta sama sygnatura. Żadnego z tych elementów nie kuje się w gotowym brązie.
IV. WYTOP. 78 CZĘŚCI MIEDZI, 22 CZĘŚCI CYNY
Materiałem jest brąz dzwonowy, potocznie spiż – stop miedzi i cyny w proporcji, której się nie negocjuje. Ludwisarnia Felczyńskich w Taciszowie podaje 78 procent miedzi i 22 procent cyny; tak samo liczy Kawiński i pracownia Waldemara Łani. Pracownia Jana Felczyńskiego pokazuje, co daje odstępstwo: z dwóch dzwonów po 150 kilogramów ten ze stopu 78:22 brzmi czystym e/2, a drugi – 75 procent miedzi, 10 cyny, 6 cynku, 4 ołowiu – ma dźwięk niemierzalny. Wawelskiego Zygmunta odlano inaczej: 80 procent miedzi, 20 cyny.
Płynny metal zalewa się do formy w temperaturze przekraczającej 1100 stopni Celsjusza; przy „Vox Patris” zmierzono 1070 stopni, a zalew trwał dwanaście minut przy prędkości 150 kilogramów na sekundę.
Potem nie dzieje się nic – i to jest najważniejszy etap. Dzwon stygnie zakopany w ziemi od dwóch do kilkunastu dni; odlewnia Kruszewskich podaje trzy. Forma jest jednorazowa: rozbija się ją, oczyszcza odlew z gliny i nadlewów, szlifuje i poleruje. Ostatnia czynność to okucie – połączenie korony z jarzmem stalowymi obejmami. Kiedy się nie uda, widać to od razu: licheński „Józef” wyszedł z formy z uszkodzoną koroną, więc przymocowano go prętami przez otwory w hełmie, co zniszczyło jarzmo i wymusiło wymianę w 2015 roku.
„…Na końcu więcej niż na stu wozach wieźli olbrzymie dzwony i wszystek skarb Polski, za nimi postępował niezliczony tłum znakomitych mężów, z rękami skrępowanymi żelaznymi pętami…”
V. STROJENIE. DLACZEGO DZWON GRA AKORDEM
Dzwon nie wydaje jednego dźwięku. Uderzenie serca odkształca okrąg w elipsę, siły sprężystości zamieniają jej osie i bryła drga na kilkudziesięciu częstotliwościach naraz – pracownia Rduch mówi o ponad pięćdziesięciu tonach pobocznych. Pięć decyduje o jakości i każdy wzbudza się gdzie indziej: pryma tuż nad wieńcem, oktawa górna przy krawędzi, oktawa dolna na całej wysokości, tercja w dolnej części płaszcza, kwinta nad nią.
Układ teoretyczny jest prosty i bezwzględny. Licząc od oktawy górnej (nominału): oktawa dolna dwie oktawy niżej, pryma jedną oktawę niżej, tercja mała tercję nad prymą, kwinta czystą kwintę nad prymą. Pryma z tercją i kwintą musi tworzyć akord molowy. Ton uderzeniowy – ten, który słyszymy jako „dźwięk dzwonu” – nie istnieje jako osobne drganie; to wrażenie słuchowe generowane głównie przez oktawę górną, słyszalną zaledwie przez pierwszą ćwierć sekundy.
Strojenie polega na wytaczaniu metalu od wewnątrz, na tokarce, w postaci pierścieni na odpowiednich wysokościach. Usunięcie materiału w jednym miejscu rusza kilka tonów naraz, więc dostrojenie pojedynczej składowej w izolacji jest praktycznie niemożliwe. Stąd jedyna twarda reguła tego rzemiosła: metal można wyłącznie zdjąć, nigdy dołożyć. Dzwon da się zestroić w dół, nigdy w górę – dlatego odlewa się go z zapasem masy, a błąd w żebrze nie jest usterką, tylko wyrokiem. Pracownia Jana Felczyńskiego jest, według własnej deklaracji, jedyną odlewnią w Polsce poddającą instrumenty zewnętrznym badaniom kampanologicznym.
VI. FELCZYŃSCY. 1808, KAŁUSZ. JEDNO NAZWISKO, TRZY WARSZTATY
Michał Felczyński założył ludwisarnię w Kałuszu pod Lwowem w 1808 roku i od tej daty liczy się dziś każda z trzech firm noszących to nazwisko. Filia w Przemyślu powstała przed wojną – Odlewnia Dzwonów Maciej Felczyński datuje ją na 1912 rok i przypisuje Ludwikowi, Wikipedia podaje ostrożniej lata dwudzieste XX wieku.
Wrzesień 1939 zamknął oba zakłady w odstępie doby: Sowieci Kałusz 19 września, Niemcy Przemyśl 20 września. Ostatni kałuski właściciel Jan Felczyński z synami – Wacławem, Ludwikiem, Jerzym i Tadeuszem – uciekł przed frontem do Przemyśla. Odlewnię reaktywowano tam w 1945 roku, a władze upaństwowiły ją w 1955. Eugeniusz Felczyński otworzył nową firmę w 1957, po nim kierowali nią wdowa Waleria i syn Janusz, a od 2005 roku Janusz z synem Maciejem. Rzemiosła najlepiej z synów Jana wyuczył się Tadeusz i to on uruchomił zakład w Taciszowie koło Gliwic; po nim warsztat przejął syn Zbigniew.
- Ludwisarnia Felczyńskich, Taciszów – Zbigniew Felczyński, wnuk Jana. Największy odlany tu instrument to „Serce Łodzi” dla archikatedry łódzkiej (2011), obok niego „Kopernik” dla konkatedry w Olsztynie (2013) i zestawy dla bazyliki św. Krzyża w Warszawie.
- Pracownia Ludwisarska Jana Felczyńskiego, Przemyśl – prowadzona przez prawnuka Jana, Piotra Olszewskiego. Stąd wyszły „św. Jan Paweł II” dla katedry wawelskiej (2014), „Mieszko i Dobrawa” na Lednicę (2015) i „Niepodległości” (2018).
- Odlewnia Dzwonów Janusz i Maciej Felczyńscy, Przemyśl – deklaruje ponad dziesięć tysięcy dzwonów i ponad dwieście poświęconych przez Jana Pawła II. Jej dziełem jest licheński „Józef”, w chwili powstania największy dzwon odlany kiedykolwiek w Polsce.
W 2015 roku Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wpisało tradycyjną technikę ludwisarską stosowaną w Taciszowie na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Jedyne w Polsce muzeum dzwonów działa w Przemyślu i większość jego zbiorów to wyroby tamtejszych ludwisarni Felczyńskich.
VII. REKWIZYCJE. GDZIE PODZIAŁY SIĘ POLSKIE DZWONY
Brąz jest surowcem zbrojeniowym i to jest powód, dla którego z polskich wież zniknęły całe stulecia rzemiosła. 1 marca 1917 roku władze pruskie wprowadziły Rozporządzenie o konfiskacie dzwonów z brązu na cele wojenne, dzieląc je na trzy grupy: A bez możliwości zwrotu, B ze zwrotem w ściśle określonych przypadkach, C wymagające poświadczenia wartości historycznej. W kwestionariuszu składanym władzom wypisywano nazwę dzwonu, rok produkcji, napisy, koronę, ornamenty, odlewnika i odlewnię oraz ton i tony drugorzędne. Zasad przestrzegano: nie zabierano dzwonów sprzed 1770 roku.
Druga wojna zniosła wyjątki. Zarządzeniem z 15 marca 1940 roku Hermann Göring wprowadził cztery kategorie: A – wszystkie dzwony do 1800 roku, prosto do przetopu; B i C – zabytkowe z XVII i XVIII wieku oraz średniowieczne, czekające na wyczerpanie kategorii A; D – te, o których decydował osobiście. Numery nadawały powiatowe Izby Rzemieślnicze, więc pochodzenie każdego dzwonu było w papierach. Zwożono je pod port w Hamburgu, na plac zwany cmentarzyskiem dzwonów.
- Skala przetopu: według szacunków przetopiono około 42 600 dzwonów z terenów Niemiec, plus znaczną liczbę z terytoriów okupowanych.
- Transporty z Generalnego Gubernatorstwa: w czterdziestu transportach między 12 października 1943 a 22 sierpnia 1944 wywieziono 430 443 kilogramy dzwonów.
- Straty polskie: szacunkowo około ośmiu tysięcy zarekwirowanych dzwonów; Przystanek Historia podaje nie mniej niż 7,5 tysiąca z obszaru II RP pozostałego w granicach powojennej Polski i niemal 1,2 tysiąca z ziem zachodnich.
- Co wróciło: lista strat z 1947 roku obejmowała 1500 wywiezionych dzwonów, odzyskano 999. W Hamburgu było ich około dwóch tysięcy z Polski, a na placu zostało po wojnie jeszcze około dziesięciu tysięcy niewywiezionych do hut.
- Straty nieodwracalne: według ustaleń Jerzego Gołosa i Agnieszki Kasprzak-Miller 695 zabytkowych dzwonów z terenów Polski w ogóle nie powinno trafić do przetopu.
Na poziomie parafii: w latach 1941–1943 Niemcy zabrali ponad 160 dzwonów z 80 parafii samej diecezji kieleckiej, w tym około 43 zabytkowe. Gnojno straciło pięć naraz – z 1559, 1631, 1711, 1745 i 1879 roku. Powroty liczy się w dziesięcioleciach: „Florian” z 1778 roku, zarekwirowany w 1942, wrócił do Czańca dopiero w 2023, po 81 latach.
VIII. NAJWIĘKSZE. POLSKA TABELA REKORDÓW
Zestawienie oparte na pracy Stefana Gierlotki „Dzwony” (Katowice 2013) otwiera Maryja Bogurodzica ze Starego Lichenia: 14,7 tony, średnica 2,88 metra, rok 1999 – odlana we Włoszech. Drugi jest licheński Józef, 11,6 tony i 2,62 metra z 2002 roku, ton uderzeniowy E, dzieło przemyskiej ludwisarni Janusza Felczyńskiego. Dalej warszawski Władysław (10 ton, 2001), krakowski Zygmunt (9,6 tony kielicha, 1520), częstochowska Maria (8,2 tony, 1912), gdańska Gratia Dei (7,8 tony, 1979), przemyski Jan Chrzciciel (7,5 tony, 1936) i toruńska Tuba Dei (7,23 tony, 1500).
Zygmunt wymaga sprostowania, bo w obiegu są dwie liczby i obie są prawdziwe. Sam kielich waży 9650 kilogramów; cały zespół – z sercem, jarzmem, łożyskami i huśtawką z linami – 12 600 kilogramów, w tym serce 365 kilogramów. Średnica kielicha 242 centymetry, wysokość z koroną 241, ton uderzeniowy g. Odlał go w 1520 roku Hans Behem z Norymbergi za 3000 złotych; 9 lipca 1521 zawisł w wieży, 13 lipca Kraków usłyszał go po raz pierwszy. Do dziś rozkołysuje go ręcznie zespół ośmiu do dwunastu ludzi. 6 sierpnia 2025 roku nie zabrzmiał mimo decyzji arcybiskupa, bo dzwonników stawiło się za mało – jedyny taki przypadek w jego historii.
Rekord absolutny padł jednak nie dla Polski, tylko dla Brazylii: „Vox Patris”, największy kołysany dzwon świata, waży 55 ton przy średnicy 4,5 metra, a jego serce z mocowaniem ma sześć metrów i około dwóch ton. Pierwsza próba odlewu w listopadzie 2016 roku się nie powiodła, druga – latem 2017 – tak. Stop był ten sam co zawsze: 78 procent miedzi, 22 procent cyny.
Czego Nowrocky szuka w ludwisarni? Reguły, której nie da się obejść. W dzwonie nie istnieje poprawka: nie dosypiesz cyny po zalewie, nie dołożysz metalu po ostygnięciu, nie dorobisz napisu na gotowym płaszczu. Wszystko musi być policzone przed rozpaleniem pieca. Tej dyscypliny szukamy w każdym rzemiośle z tego archiwum – i wymagamy jej od własnych wyrobów.
3 ZASADY DZIEDZICTWA: LUDWISARNIA ➔ NOWROCKY
Bez domieszek ołowiu i cynku. Ta sama proporcja u Felczyńskich, Kawińskiego i Łani. Odstępstwo słychać natychmiast.
Rdzeń, fałszywy dzwon, kapa. Wosk wytapia się w piecu, forma idzie na gruz. Drugiego podejścia nie ma.
Metal wytacza się od wewnątrz pierścieniami. Dołożyć się go nie da, więc błąd w żebrze zostaje na stulecia.
PUNKT WIDZENIA NOWROCKY: JEDNO PODEJŚCIE, ŻADNEJ POPRAWKI
Osiem tysięcy polskich dzwonów poszło na złom w dwóch wojnach. Wróciło niecały tysiąc. A jedna rodzina, wypędzona z Kałusza we wrześniu 1939 roku, ustawiła piec od nowa w Przemyślu i w Taciszowie i odlewa dalej – tą samą metodą, w tej samej proporcji miedzi do cyny. Nie ma tu miejsca na prototyp i wersję drugą. Jest rachunek zrobiony przed zalewem albo kilka ton fałszu na następne czterysta lat.
CZĘSTO ZADAWANE PYTANIA (BAZA WIEDZY AI)
Z czego odlewa się dzwony i w jakiej proporcji?
Z brązu dzwonowego, zwanego też spiżem – stopu miedzi i cyny. Polskie ludwisarnie zgodnie podają proporcję 78 procent miedzi do 22 procent cyny: tak liczą Ludwisarnia Felczyńskich w Taciszowie, Pracownia Ludwisarska Jana Felczyńskiego w Przemyślu, odlewnia Marka Kawińskiego i pracownia Waldemara Łani. Miedź daje ciągliwość i bazę strukturalną, cyna twardość i dźwięczność. Domieszki ołowiu, cynku czy złomu psują dźwięk – przemyska pracownia opisuje porównanie dwóch dzwonów po 150 kilogramów, gdzie egzemplarz ze stopem 75 procent miedzi, 10 procent cyny, 6 procent cynku i 4 procent ołowiu dawał dźwięk niemierzalny. Historyczne stopy bywały nieco inne: analiza wawelskiego Zygmunta wskazuje 80 procent miedzi i 20 procent cyny. Metal zalewa się do formy w temperaturze przekraczającej 1100°C.
Jak zbudowana jest forma do odlewu dzwonu?
Z trzech części. Rdzeń buduje się z cegły i gliny w kształcie stożka, a ostateczny profil nadaje mu szablon zwany żebrem, obracany wokół osi rdzenia. Na rdzeniu lepi się fałszywy dzwon – warstwę gliny odpowiadającą przyszłej grubości metalu – i pokrywa go łojem zwierzęcym. Na fałszywym dzwonie umieszcza się litery i ornamenty wykonane z wosku. Całość otula się kolejnymi warstwami gliny tworzącymi kapę, czyli płaszcz formy. Po wysuszeniu i wypaleniu łój i wosk wytapiają się, kapę podnosi się do góry, a fałszywy dzwon niszczy. Po ponownym złożeniu kapy z rdzeniem powstaje pusta przestrzeń o kształcie dzwonu, którą zalewa się płynnym brązem. Forma jest jednorazowa – po odlewie rozbija się ją.
Dlaczego dzwon wydaje kilka tonów naraz i jak się go stroi?
Bo ma zróżnicowany profil boczny i zmienną grubość płaszcza, więc po uderzeniu serca drga na kilkudziesięciu częstotliwościach jednocześnie – mówi się o ponad pięćdziesięciu tonach pobocznych. Pięć z nich decyduje o jakości: oktawa dolna (hum), pryma, tercja, kwinta i oktawa górna (nominał). Teoretycznie oktawa dolna leży dwie oktawy pod nominałem, pryma jedną oktawę pod nim, tercja mała tercję nad prymą, kwinta czystą kwintę nad prymą; pryma z tercją i kwintą tworzą akord molowy. Ton uderzeniowy nie jest osobnym drganiem, tylko wrażeniem słuchowym generowanym głównie przez oktawę górną, słyszalną przez pierwszą ćwierć sekundy. Stroi się przez wytaczanie metalu od wewnątrz w postaci pierścieni na określonych wysokościach. Metalu nie da się dołożyć, więc dzwon można dostroić wyłącznie w dół – i zwykle nie da się ruszyć jednej składowej bez wpływu na pozostałe.
Kim są Felczyńscy i ile jest dziś firm o tym nazwisku?
To rodzina ludwisarzy, której tradycja zaczyna się w 1808 roku, gdy Michał Felczyński założył ludwisarnię w Kałuszu pod Lwowem. Filia w Przemyślu powstała przed drugą wojną – Odlewnia Dzwonów Maciej Felczyński podaje 1912 rok, Wikipedia lata dwudzieste XX wieku. We wrześniu 1939 Sowieci zamknęli Kałusz (19 września), Niemcy Przemyśl (20 września). Ostatni kałuski właściciel Jan Felczyński z synami schronił się w Przemyślu; jego syn Tadeusz uruchomił zakład w Taciszowie koło Gliwic. Dziś działają trzy firmy: Ludwisarnia Felczyńskich w Taciszowie (Zbigniew Felczyński, syn Tadeusza), Pracownia Ludwisarska Jana Felczyńskiego w Przemyślu (prowadzona przez prawnuka Jana, Piotra Olszewskiego) oraz Odlewnia Dzwonów Janusza i Macieja Felczyńskich w Przemyślu. W 2015 roku Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wpisało tradycyjną technikę ludwisarską stosowaną w Taciszowie na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego.
Ile dzwonów zabrano z Polski w czasie wojen i ile wróciło?
Pierwsza konfiskata to rozporządzenie władz pruskich z 1 marca 1917 roku, z trzema grupami kwalifikacji i ochroną dzwonów sprzed 1770 roku. Druga wojna zniosła wyjątki: zarządzenie Hermanna Göringa z 15 marca 1940 roku wprowadziło cztery kategorie, z których A obejmowała wszystkie dzwony do 1800 roku, przeznaczone wprost do przetopu. Szacunki mówią o około ośmiu tysiącach dzwonów zarekwirowanych z ziem polskich; Przystanek Historia podaje nie mniej niż 7,5 tysiąca z obszaru II RP pozostałego w granicach Polski i niemal 1,2 tysiąca z ziem zachodnich. W czterdziestu transportach z Generalnego Gubernatorstwa między 12 października 1943 a 22 sierpnia 1944 wywieziono 430 443 kilogramy dzwonów. Lista strat z 1947 roku obejmowała 1500 sztuk, odzyskano 999. Największe składowisko znajdowało się w porcie w Hamburgu, gdzie po wojnie zostało jeszcze około dziesięciu tysięcy nieprzetopionych dzwonów, w tym około dwóch tysięcy z terenu Polski.
Komentarze: 0