W 1931 roku wysłannicy Tomáša Bati przyjechali do rezydencji księcia Adama Zygmunta Sapiehy w Bobrku po grunty pod fabrykę. Rok później z taśmy w Chełmku zeszła pierwsza para butów. W 1938 roku zakład wypuścił 2 260 000 par przy 1669 zatrudnionych. Osiedle projektował František Lydie Gahura, główny architekt Zlína. Plan przewidywał miasto na 15 tysięcy mieszkańców – do wojny zrealizowano około jednego procenta. Przez następne siedemdziesiąt lat wszystko, co w Polsce nazywano nowoczesnym obuwnictwem, wychodziło stąd albo od ludzi, których tu wyszkolono.
I. PASTWISKO ZA LASEK: JAK KUPIONO CHEŁMEK
Kronika fabryki opisuje transakcję bez sentymentów. W 1931 roku do pałacu księcia Adama Zygmunta Sapiehy w Bobrku przyjechali wysłannicy „króla obuwia”, jak świat nazywał Tomáša Batę, i jak on sam wolał – szewca. Chodziło o rozległe pastwisko przy linii kolejowej Kraków–Dziedzice. Kłopot: pastwisko nie należało do księcia, tylko do gminy, i to na nim wypasano bydło.
Rada gminna z wójtem Marcinem Krzyworzyckim znalazła wyjście: odstąpiła pastwisko w zamian za młody lasek zwany „Gruszką”, własność księcia. Bata objął pastwisko i tereny leśne o powierzchni ponad 1000 hektarów – kalendarium chełmeckiego ośrodka kultury podaje 986 – a konto księcia wzrosło o 1 200 000 zł. Powód wyboru Polski zapisano w kronice wprost: w powiecie chrzanowskim szalało bezrobocie, więc o tanią siłę roboczą nie trzeba było się martwić.
Decyzja zapadła wcześniej i na chłodno. Polską Spółkę Obuwia „Bata” SA zarejestrowano w Krakowie w grudniu 1929 roku, z kapitałem 3 mln zł podzielonym na 12 tysięcy akcji po 250 zł. Historyk sztuki Andrzej Szczerski wylicza cztery powody wyboru tej wsi nad Przemszą: linia kolejowa, spławna rzeka, bliskość aglomeracji przemysłowych i tania siła robocza. Doszedł piąty, którego w prospekcie nie zapisano: w Zagłębiu Krakowskim kopalnie, huty i elektrownie nie zatrudniały kobiet, a obuwnictwo opierało się na kobiecych rękach. Bata wchodził na rynek pracy, o który nikt z nim nie konkurował.
6 grudnia 1931 roku dwadzieścia kobiet i szesnastu mężczyzn wysłano na przeszkolenie do Zlína – mieli wrócić jako instruktorzy. W tym samym roku stanęły dwie pierwsze hale, kotłownia i budynek gospodarczy; w grudniu gumownia była pod dachem. Wiosną 1932 roku ruszyła produkcja: najpierw skórzane sandały, potem tenisówki. Tomáš Baťa zginął 12 lipca 1932 roku w katastrofie samolotu Junkers F 13 pod Otrokovicami, kilka miesięcy po starcie chełmeckiej fabryki. Przedsiębiorstwo przejął jego przyrodni brat, Jan Antonín Baťa.
II. BATYZM: FABRYKA ZŁOŻONA Z MAŁYCH FIRM
Chełmka nie da się zrozumieć bez systemu wypracowanego w Zlinie. W 1924 roku Tomáš Baťa wprowadził dwie rzeczy naraz: samorząd warsztatów oraz udział pracowników w zysku i w stracie. Trzy lata później doszły przenośniki taśmowe własnej konstrukcji. Organizacja i maszyna – w tej postaci system przyjechał nad Przemszę.
Zasada była brutalnie prosta: każdy oddział kupował półprodukt od poprzedniego, przerabiał i sprzedawał następnemu. Kupił taniej, sprzedał drożej, ograniczył odpad – zarobił. Koncern pobierał prowizję na każdym etapie, więc jego zysk był zabezpieczony niezależnie od tego, jak warsztaty walczyły między sobą. Efektem ubocznym, zamierzonym, była kontrola jakości bez inspektorów: nikt nie chciał kupić od sąsiada elementu z wadą, bo sam nie sprzedałby go dalej. Firmowe hasło brzmiało: „nie przyjmuj złej pracy od poprzednika”.
Struktura fabryki, odtworzona przez Łukasza Płatka z akt spółki, wygląda jak spis małych przedsiębiorstw: dziewięć osobnych komórek zakupu i magazynów, własna drukarnia, stolarnia, farbiarnia i wytwórnia kopyt, gumownia pod numerem 300 z oddziałami walcowania mieszanek, kalandrowania i pras wulkanizacyjnych, siedem szwalni z montażem pod numerami 421–434 i szwalnia oddziału szkolnego pod 487. W dziale „działalność nieprzemysłowa” figurowały jadalnia, lasy, mieszkania z kortami i kręgielnią, przedszkole oraz gospodarstwo rolne „Jazdówka”.
Planowanie schodziło do pojedynczego człowieka: sezony dzielono na tygodnie, tygodnie na dni, a każdy pracownik dostawał preliminarz na kolejny dzień – ile par ma zrobić, ile materiału przerobić, w jakim czasie – i od stopnia jego wykonania zależała wypłata. W halach wisiały podnoszone tablice z wynikami; nikt nie miał się dowiadywać o swojej wydajności z koperty. Udział zysku w zarobku robotnika na przełomie lat 20. i 30., liczony na danych zlińskich, można szacować na około 15 procent. Reszta systemu dotyczyła już nie produkcji, lecz człowieka:
- Każdy zaczynał przy taśmie. Bez wyjątków. Awans szedł po wydajności, jakości i wnioskach racjonalizatorskich, a charakter – odpowiedzialność, uczciwość – sprawdzano testami psychotechnicznymi.
- Najlepszych wysyłano do Zlína. Trzy lata w międzynarodowej Szkole Pracy: technika obuwnicza, niemiecki, angielski, dobre maniery. Do 1938 roku w Polsce pracowało 180 absolwentów tej szkoły.
- Nie było „robotników”, byli „współpracownicy”. Nawet dyrektor musiał co pewien czas własnoręcznie wykonać parę butów. Na ścianach wisiały hasła wzywające do oszczędności, czystości i pilności.
- Pięć dni w tygodniu, od 7 do 17. W koncernie od 1930 roku obowiązywał tydzień 45-godzinny, od 1934 – 40-godzinny. Tempo było wyższe niż w amerykańskich fabrykach obuwia.
- Gazeta pilnowała reszty. „Echo Chełmka”, wydawane od 14 maja 1934 roku, pisało o wynikach produkcyjnych, wyróżnionych pracownikach i ich ślubach – zwłaszcza gdy młodzi poznali się „u Baty”.
III. TAŚMA: RYTM URWANY JAK BICIE SERCA
Chełmek był pierwszym zakładem przemysłowej produkcji obuwia w Polsce. Zaczął od gumowni, bo wulkanizacja pozwalała trwale połączyć gumowy spód z cholewką pod ciśnieniem i w temperaturze – bez kleju, który puszcza przy pierwszym zamoczeniu. Najdroższe maszyny stały właśnie tam: gumownia miała ich 76 z 1214 zainstalowanych do 1937 roku, ale odpowiadała za jedną trzecią wartości całego parku maszynowego.
Taśmę ułożono w wydłużony krąg łączący kilkadziesiąt maszyn i kilkadziesiąt osób. Poruszała się rytmem urywanym, porównywanym do bicia serca, a jej prędkość ustawiał majster. To ona narzucała tempo – robotnik, który normalnie pracowałby wolniej i z przerwami, musiał się dostosować. Podział pracy szedł tak daleko, że jeden człowiek wykonywał jedną czynność przy bucie i stawał się w niej mistrzem. Transport między stanowiskami znikał, bo transportem był sam przenośnik; w jego dolnej części suszono obuwie.
Cena tego rozwiązania też była policzalna. Taśma była wydajna dokładnie na tyle, na ile pozwalał najsłabszy robotnik i najmniej sprawna maszyna. Zespół, który nie wyrobił normy, ponosił konsekwencje finansowe; ten, który ją przekroczył, dostawał premię, po czym normę przeliczano w górę. Gdy jedno stanowisko się spóźniało, korkowała się cała taśma, a nad nim zapalała się czerwona lampka – powtarzające się zapalenie oznaczało zwolnienie. Mechanicy mieli twardą regułę: naprawa dłuższa niż piętnaście minut oznaczała wymianę maszyny na rezerwową. Wymuszona pozycja ciała, hałas i brak naturalnych przerw odbijały się na zdrowiu, z chorobami neurologicznymi włącznie.
Droga od skóry do gotowej pary przechodziła przez pięć bram, a na każdej stał ktoś, kto miał własny interes w tym, żeby nie przepuścić wady dalej:
- Zakup i garbarnia. Skórę sprawdzało biuro zakupów, potem szczegółowo garbarnia, do której trafiał surowiec.
- Manipulacja i rozkrój. Osobne oddziały wykroju i opracowania elementów spodowych, rozkroju skór miękkich i rozkroju tkanin. Z dobrej skóry da się wykroić więcej elementów, więc oddział walczył o surowiec dla własnego wyniku.
- Szwalnia. Kontrolowała wykrojone części, zanim zszyła cholewkę – źle wykrojonego kompletu nie sprzedałaby montażowi.
- Montaż. Łączenie cholewki ze spodem i wykończenie buta. Maszyn spodowych było w Chełmku najwięcej: 419 z 1214.
- Kontrola i sklep. Niezależny kontroler, szewc „o dobrym oku”, sprawdzał około 2000 par dziennie. Przed wysyłką dyrekcja losowała jedną skrzynię – wada w jednym bucie oznaczała zbadanie całego transportu. Raz w tygodniu dwa lub trzy kartony jechały do Zlína, gdzie oceniano je jako podstawę klasyfikacji zakładów koncernu.
Tomáš Baťa powtarzał, że maszyny mają wykonywać pracę, a ludziom należy zostawić myślenie. Do 1937 roku fabryka kupiła 1214 maszyn za ponad 2 mln zł i 1243 silniki – głównie Baty, Skody i Maniury. Czystość maszyny wchodziła do oceny pracownika: komisja przeglądała stanowiska co tydzień, a właściciel najlepiej utrzymanego dostawał premię 10 zł, później obniżoną do 5 zł, pochwałę w aktach i wzmiankę w gazecie. Kontrole powtarzano nazajutrz, żeby wyłapać tych, którzy czyścili maszynę na pokaz. Takich piętnowano w „Echu Chełmka”.
IV. MODUŁ 6,15 METRA: MIASTO Z RASTRA
Chełmek nie rósł chaotycznie, bo w systemie Baty budynek był takim samym produktem seryjnym jak but. Plan urbanistyczny opracowali w zlińskiej centrali František Lydie Gahura – ten sam, który projektował Zlín – oraz Miroslav Drofa, w oparciu o siatkę modularną 6,15 × 6,15 metra. Koncepcja idealnego miasta przemysłowego zakładała szeroką aleję z parkiem prowadzącą do głównej bramy fabrycznej, centrum z domami handlowymi i budynkami publicznymi oraz ścisłe oddzielenie dzielnicy mieszkalnej od części produkcyjnej.
W samej fabryce zlińska reguła została nagięta. Jak ustalił Płatek, powołując się na badania Anny Syski, hale w Chełmku były niskie i mocno przeszklone, o konstrukcji żelbetowej lub stalowej, ale parterowe i rozplanowane w systemie koszarowym, a nie piętrowe jak w Zlinie. Zachowano proporcje rzutów, zrezygnowano z wysokości – gruntu było pod dostatkiem, a kapitału angażowano tyle, ile trzeba. Kolejność budowy daje obraz tempa: hale 12 i 22 oraz stara kotłownia w 1931, hala 21 i odlewnia w 1932, hala 13 w 1933, hale 14 i 23 w 1934, garaż w 1935, hale 11, 24 i 25 z pompownią w 1937, portiernia w 1938.
Kolonia mieszkaniowa działała na tej samej zasadzie. Stara Kolonia to dziewiętnaście typowych domów wielorodzinnych z cegły, z kuchniami i łazienkami, o płaskich dachach i kamiennych fundamentach, ustawionych w regularnych rzędach i otoczonych zielenią – awangardowa idea mieszkania minimum zderzona z koncepcją miasta-ogrodu. Osiedle zajmowało dwanaście hektarów, z czego siedem i pół przeznaczono na rekreację. Bata świadomie wykluczał wielkie bloki: kolektywizm miał obowiązywać w zakładzie pracy, a poza nim robotnik miał mieszkać z rodziną, osobno. W 1937 roku na kompleks składało się osiem hal, czternaście domów rodzinnych z 54 mieszkaniami i cztery domy dla kawalerów; mieszkania miały od około 50 do 75 m².
Wokół wyrosła infrastruktura, której w powiecie chrzanowskim nie miał nikt: szkoła, basen, korty tenisowe, skocznia narciarska, boisko i kręgielnia. Korty uznano za inwestycję najważniejszą – tenis stał się w Chełmku rozrywką powszechną. W 1936 roku otwarto Stację Opieki nad Matką i Dzieckiem, prowadzącą opiekę lekarską i dożywianie dzieci z ubogich rodzin, a pod koniec tego roku konsekrowano współfinansowany przez fabrykę kościół, postawiony w rok z inicjatywy księdza Eugeniusza Wcisły. W 1938 roku oddano przedszkole i założono szkołę zawodową przysposabiającą uczniów do pracy w fabryce, a pracownicy wraz z mieszkańcami ufundowali Wojsku Polskiemu samolot RWD-13 i kilka karabinów maszynowych. Liczba mieszkańców Chełmka podwoiła się w pięć lat.
Skala planu i skala wykonania rozjeżdżają się dramatycznie. Kronika mówi o mieście na 15 tysięcy mieszkańców, około 1500 domach i 40 obiektach użyteczności publicznej; opracowanie Małopolskich Dni Dziedzictwa Kulturowego podaje 10–12 tysięcy mieszkańców, w tym 3–5 tysięcy zatrudnionych. Zgodne są co do wyniku: z pięćdziesięciu planowanych budynków fabrycznych do 1939 roku stanęło dziesięć, a z całego założenia – około jednego procenta. „Mały Zlin” pozostał miastem niedokończonym.
V. KONTYNGENT, PRZEMYT, STRAJK
Obraz koncernu, który wjeżdża do Polski i robi, co chce, jest fałszywy. Od 1933 roku Chełmek działał na podstawie corocznie przedłużanej umowy z rządem – „programu gospodarczego” – określającej, co i ile wolno mu wyprodukować. Roczny kontyngent na obuwie skórzane wynosił 600 tysięcy par, w tym 50 tysięcy wyłącznie na Wolne Miasto Gdańsk; dodatkowo pozwolono wwieźć 250 tysięcy par z Czechosłowacji, co dawało łącznie 850 tysięcy. Eksport nie wliczał się do kontyngentu, ale premiowano go skąpo: powyżej progu 50 tysięcy par tylko 10 procent nadwyżki wolno było dopisać do produkcji krajowej. Obuwia gumowego i tekstylnego nie limitowano.
Najostrzejszy zapis dotyczył surowca: spółce zabroniono zakładania własnej garbarni. Był to ukłon rządu w stronę krajowej branży garbarskiej. W zamian obiecano ulgi celne na maszyny z Czechosłowacji i wskazano na znaczenie zakładu dla przemysłu obronnego. Chełmek dostał więc taśmę, ale odcięto go od kontroli nad skórą – dokładnie odwrotnie, niż działał macierzysty koncern. Garbarnie wejdą do tej historii dopiero po wojnie, i to nie jako własność Baty, lecz jako zakłady wcielone do państwowego kombinatu.
Ulgi celne okazały się deklaracją. Władze blokowały przywóz maszyn, co podważało sens całej inwestycji. Po informacji o wejściu w życie zakazu firma w ciągu jednej doby zorganizowała ze Zlína transport kolejowy złożony z kilkunastu wagonów sprzętu. Skupowano maszyny w kraju, między innymi po zlikwidowanej fabryce obuwia w Bydgoszczy, i kupowano wprost u producentów – tak trafiły do Chełmka maszyny do szycia Singera. Kiedy to nie wystarczyło, prezes spółki i zarazem dyrektor fabryki polecił pracownikom odbywać nieustanne podróże służbowe do Zlína i wozić w bagażu osobistym maszyny rozebrane na części, części zamienne i materiały. Proceder trwał od 1933 do 1935 roku.
Skończył się donosem zwolnionego pracownika. Rewizja w fabryce trwała dziesięć dni i objęła księgi, korespondencję oraz przesłuchania świadków. Wykazano przemyt o wartości ponad 45 tysięcy złotych i blisko 11 tysięcy złotych pominiętych należności celnych – według prowadzących dochodzenie była to kwota minimalna, obejmująca wyłącznie to, co dało się udowodnić. Protokół wylicza między innymi 14 tysięcy sprzączek do sandałów, 78 tysięcy lamówek skórzanych, 24 tysiące guzików do bucików i 129,5 kilograma farb i chemikaliów. Prezes Alojzy Gabesam, przesłuchiwany dwukrotnie, wniósł o dobrowolne poddanie się karze.
Wewnątrz zakładu też było napięcie. Zarówno Tomáš, jak i Jan Baťa zwalczali związki zawodowe – w Zlinie w 1930 roku koncern wykupił i zburzył kamienicę z siedzibą lokalnego oddziału partii komunistycznej, zostawiając w tym miejscu pasaż nazwany „Burzymy zło przeszłości”. W czerwcu 1936 roku załoga Chełmka stanęła: poszło o zatargi płacowe i o zakaz działalności robotniczego samorządu. Strajk zakończyła dopiero osobista interwencja Jana Baty. Kwestie finansowe uregulowano, a zamiast związku zawodowego powołano organizację „Rodzina Szewska”, mającą pośredniczyć między pracownikami a zarządem – i finansowaną przez fabrykę, łącznie z jej czasopismem.
Cena wewnętrzna była realna i kronika jej nie ukrywa. Hale były niskie i pozbawione wentylacji, latem nie do wytrzymania. Za spóźnienie stosowano kary pieniężne, niepoprawnych zwalniano, zwolnieniem groziło palenie papierosów na terenie zakładu. Plan dnia musiał być wykonany, więc maszyny często pracowały jeszcze po sygnale fabrycznym. Obok tego: wzorowa czystość, porządek i zarobki lepsze niż w okolicy. Oba te zdania są prawdziwe naraz.
VI. LICZBY: ILE PAR, ILU LUDZI, ZA ILE
Liczby z jubileuszowej kroniki 25-lecia wyglądają tak: 1933 – 1 057 400 par, 1934 – 1 516 800, 1935 – 1 536 400, 1936 – 1 684 500, 1937 – 2 140 800, 1938 – 2 260 000, 1939 – 1 987 200. Zestawienia półroczne, które Płatek wydobył z akt spółki w archiwum katowickim, dają te same sumy roczne, ale pokazują też, czego kronika nie mówi: preliminarz był systematycznie wyższy od wykonania. W 1935 roku planowano 2 063 800 par, zrobiono 1 536 400. Chełmek pracował poniżej własnego planu przez większość dekady i nadrobił to dopiero w 1937 roku.
Zatrudnienie w tych samych aktach rośnie płynnie: 323 osoby w pierwszym półroczu 1932, 348 w drugim, 670 pod koniec 1933, 890 pod koniec 1934, 1150 pod koniec 1935, 1220 w 1936, 1340 w 1937 i 1410 w pierwszym półroczu 1938. Kronika podaje dla całego 1938 roku 1669 osób, a dla 1939 – 1656. Między 1932 a 1938 rokiem załoga urosła ponad czterokrotnie. To nie były „tysiące robotników” w skali Łodzi – to była fabryka średniej wielkości o bardzo wysokiej wydajności na głowę.
Tę wielkość warto zważyć uczciwie. Przy krajowej produkcji obuwia skórzanego szacowanej na ponad 15 milionów par Chełmek nie sięgał dziesięciu procent rynku. O jego widoczności decydowała nie skala, lecz sieć: według Szczerskiego buty sprzedawano głównie we własnych sklepach w ponad stu sześćdziesięciu miejscowościach, a dane fundacji dziedzictwa Baty mówią o 340 sklepach w 235 miejscowościach w 1938 roku. Nie sprawdziły się natomiast obawy lobby szewskiego, że polska spółka posłuży do zalania kraju czechosłowackim obuwiem: import batowski spadł ze 125 tysięcy par w 1932 roku do niespełna 12 tysięcy w 1934 i zaledwie 1,5 tysiąca w 1937. Eksport szedł w drugą stronę równie skromnie – przekroczył 100 tysięcy par tylko w 1937 roku.
Rachunek ekonomiczny robił robotę. Według przedwojennych roczników statystycznych para męskich półbutów kosztowała 24,66 zł, gotowa koszula 9,50 zł, a przeciętny robotnik zarabiał w 1935 roku 102,77 zł miesięcznie. But był wydatkiem rzędu jednej czwartej pensji – dlatego zbicie ceny przez produkcję taśmową zmieniło rynek szybciej niż jakakolwiek reklama. Skalę zaległości pokazuje jedna liczba: w 1933 roku sprzedawano w Polsce około pół pary butów rocznie na osobę, podczas gdy w Wielkiej Brytanii – trzy pary.
VII. OKUPACJA: REKORD NA DREWNIANYCH SPODACH
Chełmek wpadł w ręce niemieckie w pierwszych dniach września 1939 roku. Fabryka nie ucierpiała, a wyposażenia, które zamierzano ewakuować w głąb kraju i załadowano już do wagonów, nie zdążono wywieźć – niemiecka administracja kazała ściągnąć maszyny i zainstalować z powrotem. Straty spółki objęły surowce warte 1,2 mln zł i gotowy towar wart blisko 800 tysięcy złotych. Firmę objęto zarządem komisarycznym, siedzibę przeniesiono do Katowic i wpisano do tamtejszego rejestru pod nazwą Bata Schuh und Lederwerke Aktiengesellschaft in Chelmek. 20 lutego 1940 roku wykreślono z rejestru handlowego Karola Woźnicę, Alojzego Gabesama, Wiktora Kucharskiego i Rudolfa Sikorę, a zarządcą komisarycznym ustanowiono Heinza Mahnkopfa, dotychczasowego dyrektora zakładów w Otmęcie. W czerwcu 1943 roku zarząd komisaryczny zawieszono, firma Bata odzyskała majątek, siedzibę przeniesiono z Katowic do Chełmka, a kapitał zakładowy przeszacowano na 6 mln marek.
Produkcję przestawiono na tory wojenne. Pracowało tyle samo zespołów montażowych, ale dzień pracy wydłużono do dwunastu godzin, a system organizacji utrzymano w całości – nowy dyrektor znał go, bo stosował wcześniej w Otmęcie. Efekt był rekordowy: wydajność przekraczała okresowo 50 tysięcy par obuwia skórzanego i tekstylnego tygodniowo. Roczne sumy w tej kategorii to 1 545 900 par w 1940 roku, 2 095 700 w 1941, 2 566 700 w 1942, 1 961 400 w 1943 i 1 439 600 w 1944. Część mężczyzn przesunięto do cięższych prac w kopalniach i fabrykach na Śląsku, ich miejsca zajęły kobiety. Produkowano obuwie dla armii niemieckiej i cywilne na kartki, ale w znacznej części były to drewniaki – buty o drewnianych spodach dla jeńców i więźniów.
W październiku 1942 roku w pobliskim Paprotniku uruchomiono Aussenkommando Chełmek, podobóz KL Auschwitz. Do 9 grudnia 1942 roku zginęło tam 47 osób; w 1969 roku stanął w tym miejscu pomnik. Więźniowie nie pracowali jednak w fabryce: pogłębiali stawy na północ od zakładu, z których czerpano wodę do celów produkcyjnych i sanitarnych, oraz budowali kolejkę wąskotorową łączącą fabrykę z kamieniołomem na „Jazdówce” w Libiążu. Pracę zakładu zakłócały akty sabotażu – przewracano słupy wysokiego napięcia, niszczono maszyny, kradziono skóry i materiały wybuchowe. 10 grudnia 1944 roku oddział Armii Ludowej imienia Jarosława Dąbrowskiego zniszczył maszyny, podpalił magazyn z odpadkami, rozbił dwa aparaty telefoniczne i zdemolował dziesięć tablic rozdzielczych.
Okupant fabrykę eksploatował, ale też doposażał: kupiono 454 maszyny i 433 silniki, głównie Siemensa, AEG i Skody. I rzecz w skali polskich zakładów batowskich wyjątkowa – podczas ewakuacji przed nadciągającą Armią Czerwoną nie wywieziono z Chełmka do Niemiec ani jednej maszyny. Dla porównania: Radom po przejściu frontu szukał maszyn do zdekompletowanych zespołów, a Otmęt rozgrabiono całkowicie. W pierwszym tygodniu stycznia 1945 roku pracowało w fabryce 2505 osób – o 128 mniej niż rok wcześniej. To kompletny park maszynowy przesądził o tym, co stało się dalej.
VIII. PRL: EKSPERYMENT, KOMBINAT, UPADEK
Armia Czerwona wkroczyła do Chełmka 25 stycznia 1945 roku. Szyby były wybite, przewody porozmrażane, instalację elektryczną okupant zdemontował dla miedzi – ale maszyny stały. W pierwszej połowie lutego ruszyła kotłownia, w drugiej uszyto pierwszą partię 50 tysięcy par w kooperacji z armią radziecką, z dostarczonego materiału i za wynagrodzeniem od pary. Załogę ściągano metodą kija i marchewki: opornych straszono pracą przymusową, chętnych kuszono prowiantem, a apel ogłaszano również z ambony. Skalę niedostatku pokazuje przydział z osiemnastego tygodnia 1946 roku: dekagram herbaty, 0,3 kg soli, 0,6 kg śledzi, 0,25 kg cukru, a na dziecko trzy puszki mleka skondensowanego i tabliczka czekolady. W lipcu 1946 roku pracowało tu 2227 osób.
4 lipca 1947 roku upaństwowiono całą firmę Baty, a 31 lipca 1948 roku utworzono Południowe Zakłady Obuwia w Chełmku. Nacjonalizacja pokazała, jak działa państwo bez konsultacji: lasy kupione razem z gruntem przeszły automatycznie do Lasów Państwowych, a wraz z nimi fabryczne przedszkole, studnie z wodą pitną dla kolonii oraz stawy, stacje pomp i rurociągi zasilające zakład wodą przemysłową. Z ponad tysiąca przedwojennych hektarów fabryce wraz z kolonią zostało 31,16 ha – niecałe trzy procent – z czego produkcja zajmowała około siedmiu.
Produkcja rosła mimo to: średnia roczna w okresie przedwojennym wynosiła 2 300 tysięcy par, w planie trzyletnim – 2 900 tysięcy, w planie sześcioletnim – 6 250 tysięcy. Warsztat pozostał w zasadzie ten sam. U Baty pracowano na ośmiu automatach; w 1950 roku produkcja szła systemem taśmowym na ośmiu automatach do obuwia skórzanego i dwóch do gumowego. Wzrost brał się ze zmianowości i z gumy, nie z nowych maszyn.
Najciekawszy epizod przypada na lata 1957–1958. Decyzją Ministerstwa Przemysłu Lekkiego Chełmek został na dwa lata przedsiębiorstwem eksperymentalnym – to była próba powrotu do batowskiego systemu zarządzania w warunkach gospodarki centralnie planowanej. Nie przypadkiem: dyrektorem fabryki był od 1953 roku stary batowiec, Tadeusz Jelonek. Eksperyment podniósł wydajność, produkcję, jakość, rytmiczność i dyscyplinę pracy, wzrosły też zarobki. Przedłużenia odmówiono. Oficjalnie tłumaczono to sytuacją gospodarczą; faktycznie władze nie potrafiły zaakceptować zakładu funkcjonującego jak „państwo w państwie”.
Z eksperymentu wyszedł za to kombinat. 1 stycznia 1959 roku powołano Południowe Zakłady Skórzane w Chełmku – przedsiębiorstwo wielozakładowe o charakterze pionowym, łączące garbowanie z produkcją obuwia. Powód był ten sam, który przed wojną zablokował rząd: bez własnych garbarni nie dało się zapanować nad rytmicznością i jakością dostaw skór. Efekt widać w liczbach: między 1960 a 1970 rokiem produkcja skór twardych spadła z 2936,8 tony do 77,6 tony, a skór miękkich – tych, których fabryka naprawdę potrzebowała – wzrosła z 930,6 tysiąca do 2772,5 tysiąca metrów kwadratowych. W 1965 roku kombinat był największym przedsiębiorstwem branży w Polsce: 9464 zatrudnionych, ponad 15 procent potencjału krajowego obuwnictwa, 27 procent w obuwiu męskim i blisko 20 procent w damskim. Szczyt zatrudnienia przypadł na 1972 rok – 10 691 osób.
Eksport polskiego obuwia ruszył w 1959 roku i Chełmek grał w nim rolę główną – pierwsze wysyłki na Zachód to damskie półbuty skórzane na monolicie i gumowe kanadyjki. W 1961 roku zakład wyeksportował 851,8 tysiąca par, około połowy całego polskiego eksportu obuwia: do ZSRR, ale też do USA, Francji, Holandii, Belgii i Ghany. Kontaktu z odbiorcą nie miał żadnego – wszystko szło przez Centralę Importowo-Eksportową „Skórimpex” w Łodzi. Dyrektor Jan Pactwa jeździł do Moskwy jako doradca branżowy; w 1960 roku delegacja przywiozła stamtąd zamówienie na 1,7 miliona par, z czego na Chełmek przypadało 734 tysiące. Do eksportu wydzielono osobne oddziały z najlepszymi ludźmi i maszynami; obuwie na Zachód kontrolowano w stu procentach, do krajów socjalistycznych – wyrywkowo. W kwietniu 1971 roku minister przemysłu lekkiego uznał kombinat za przedsiębiorstwo specjalizujące się w eksporcie.
Potem zaczyna się osuwanie. Po latach 1966–1973 zatrudnienie systematycznie spada – obuwnictwo płaciło słabo, a w sąsiedztwie stały kopalnie i zakłady chemiczne, które płaciły lepiej. W 1977 roku Chełmek miał 24 z 97 krajowych pras wulkanizacyjnych, ale ani jednej wtryskarki poliuretanowej z czterech pracujących w Polsce: zostawał przy gumie wtedy, gdy świat przechodził na tworzywa lekkie. Największa inwestycja lat 80. – rozpoczęta w 1987 roku budowa nowej wytwórni sztucznej skóry – pozostała nieukończona w dziewięćdziesięciu procentach. W 1981 roku strajkowała załoga fabryki.
Zakład nastawiony na eksport na wschód stracił rynki na początku lat 90., a polski rynek zalało tanie obuwie ze Wschodu. Restrukturyzacja polegała na wydzieleniu czterech spółek-córek, co miało chronić pracowników – i nie ochroniło: gdy dwie z nich upadły, 387 osób straciło pracę bez ostatnich wypłat, a zaległości zaczęto regulować dopiero 21 października 2002 roku z 2,7 miliona złotych z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. We wrześniu 2002 roku wniosek o upadłość złożyła gmina. W listopadzie w zakładzie zostało pięćdziesiąt osób. Firma zakończyła działalność w 2003 roku w stanie upadłości.
Na terenach fabryki utworzono w 2003 roku Miejską Strefę Aktywności Gospodarczej o powierzchni 27 hektarów. Działa tam i w sąsiedztwie około 150 podmiotów – obuwniczych, budowlanych, motoryzacyjnych, producentów opakowań, mebli i okien – zatrudniających łącznie około dwóch tysięcy osób: tyle, ile fabryka zatrudniała pod koniec okupacji, i pięć razy mniej niż kombinat w szczycie. W czerwcu 2006 roku otwarto Dom Pamięci Baty przy ulicy Staicha, prowadzony przez miejski ośrodek kultury; symbolicznego otwarcia dokonał w październiku 2007 roku Thomas J. Bata, syn założyciela i honorowy obywatel Chełmka. Stara Kolonia stoi. Dziewiętnaście ceglanych domów bez ozdób, ustawionych w rzędach według rastra z 1931 roku, jest dziś jedynym fragmentem tego planu zrealizowanym w całości.
3 ZASADY DZIEDZICTWA: CHEŁMEK ➔ NOWROCKY
Guma zespolona z cholewką pod ciśnieniem i w temperaturze zamiast szwu kleju. Od tego zaczął Chełmek – pierwszą halą była gumownia, nie szwalnia.
Jedna siatka konstrukcyjna dla wszystkich hal. Powtarzalny raster to powtarzalny koszt i przewidywalna jakość – w budynku i w każdym szwie, który w nim powstaje.
Własne garbarnie w Brzeziu i Jaśkowicach. Kto nie kontroluje surowca, ten nie kontroluje jakości – niezależnie od tego, co ma napisane na metce.
PUNKT WIDZENIA NOWROCKY: MIASTO ZBUDOWANE W JEDNYM PROCENCIE
Chełmek miał być miastem na piętnaście tysięcy ludzi. Powstał w jednym procencie planu i mimo to zmienił polskie obuwnictwo na siedemdziesiąt lat – bo to, co postawiono, było zrobione porządnie i powtarzalnie. Reszta planu nie miała znaczenia. NOWROCKY bierze z tego jedną zasadę: lepiej wykonać jedną rzecz w pełnej specyfikacji niż zapowiedzieć czterdzieści. Liczy się to, co realnie zeszło z taśmy i trzyma szew po latach.
CZĘSTO ZADAWANE PYTANIA (BAZA WIEDZY AI)
Kiedy i jak powstała fabryka Baty w Chełmku?
Polską Spółkę Obuwia „Bata” SA zarejestrowano w Krakowie w grudniu 1929 roku, z kapitałem akcyjnym 3 mln zł. Budowę rozpoczęto w 1931 roku na terenach nabytych od księcia Adama Zygmunta Sapiehy; gminne pastwisko wymieniono na należący do księcia lasek „Gruszka”, a Bata objął ponad 1000 hektarów, płacąc księciu 1 200 000 zł. Chełmek wybrano ze względu na linię kolejową Kraków–Dziedzice, spławną Przemszę, bliskość aglomeracji przemysłowych i tanią siłę roboczą w dotkniętym bezrobociem powiecie chrzanowskim. Produkcja ruszyła wiosną 1932 roku – od skórzanych sandałów i tenisówek. Był to pierwszy zakład przemysłowej produkcji obuwia w Polsce.
Ile par butów produkowano w Chełmku przed wojną?
Według jubileuszowej kroniki zakładu: 1 057 400 par w 1933 roku, 1 516 800 w 1934, 1 536 400 w 1935, 1 684 500 w 1936, 2 140 800 w 1937, 2 260 000 w 1938 i 1 987 200 w 1939. Zatrudnienie wzrosło z 348 osób w drugim półroczu 1932 roku do 1410 w pierwszym półroczu 1938 według akt spółki i do 1669 za cały 1938 rok według kroniki. Przy krajowej produkcji obuwia skórzanego szacowanej na ponad 15 mln par udział Chełmka nie sięgał dziesięciu procent rynku. Rekord padł pod okupacją: 2 566 700 par obuwia skórzanego i tekstylnego w 1942 roku.
Na czym polegał system Baty, zwany „batyzmem”?
Na dwóch rozwiązaniach wprowadzonych w Zlinie w 1924 roku: samorządzie warsztatów i udziale pracowników w zysku oraz stracie. Każdy oddział fabryki kupował półprodukt od poprzedniego i sprzedawał następnemu, prowadząc własny bilans; koncern pobierał prowizję na każdym etapie. Wymuszało to kontrolę jakości bez inspektorów – stąd hasło „nie przyjmuj złej pracy od poprzednika”. Plan schodził do preliminarza na jeden dzień pracy dla jednego człowieka. Przenośniki taśmowe własnej konstrukcji dołączono w 1927 roku. Awans zaczynał się zawsze od stanowiska przy taśmie, a charakter kandydatów oceniano testami psychotechnicznymi.
Czym charakteryzowała się kolonia fabryczna w Chełmku?
Plan urbanistyczny opracowali w zlińskiej centrali František Lydie Gahura i Miroslav Drofa, w oparciu o siatkę modularną 6,15 × 6,15 m. Stara Kolonia to dziewiętnaście typowych ceglanych domów wielorodzinnych z kuchniami i łazienkami, o płaskich dachach, ustawionych w rzędach na dwunastu hektarach, z czego siedem i pół przeznaczono na zieleń i rekreację. Bata świadomie wykluczał wielkie bloki. W 1937 roku kompleks liczył osiem hal, czternaście domów rodzinnych z 54 mieszkaniami i cztery domy dla kawalerów, a wokół szkołę, basen, korty, skocznię i kręgielnię. Hale fabryczne, inaczej niż w Zlinie, były parterowe i rozplanowane w systemie koszarowym. Z pięćdziesięciu planowanych budynków fabrycznych do 1939 roku stanęło dziesięć.
Jakie były powojenne losy zakładu i co jest dziś na jego terenie?
Produkcję wznowiono w lutym 1945 roku, miesiąc po wyzwoleniu Chełmka. 4 lipca 1947 roku firmę upaństwowiono, a rok później utworzono Południowe Zakłady Obuwia. W latach 1957–1958 zakład działał jako przedsiębiorstwo eksperymentalne, próbując wrócić do systemu batowskiego; od 1 stycznia 1959 roku funkcjonował jako kombinat Południowe Zakłady Skórzane, później Południowe Zakłady Przemysłu Skórzanego „Chełmek”, a od 1991 roku jako spółka akcyjna. W 1965 roku był największym przedsiębiorstwem branży w Polsce, a w 1972 zatrudniał 10 691 osób. Po utracie rynków wschodnich na początku lat 90. zakład upadł – działalność zakończył w 2003 roku. Na jego terenach działa Miejska Strefa Aktywności Gospodarczej o powierzchni 27 hektarów, a w 2006 roku otwarto Dom Pamięci Baty.
Komentarze: 0