Mistrzowie Skóry i Złota: Robert Jahoda i introligatorstwo artystyczne II RP

Pracownia introligatorska Roberta Jahody w Krakowie - zlote tloczenia na skorze
DON III · 30/40 IPN · INSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ // KRONIKA STYLU I WALKI
KRAKÓW // GOŁĘBIA 4 (1887–1947)

Robert Jahoda (1862–1947) zaczynał jako terminator u Filipa Kwisa przy Floriańskiej, bo ojcu skończyły się pieniądze na gimnazjum. Skończył jako człowiek, którego oprawy szły do Biblioteki Watykańskiej, do Biblioteki Kongresu i na biurka trzech kolejnych naczelników polskiego państwa. Sześćdziesiąt lat jednego zakładu: od jednoizbowego warsztatu przy Rynku Głównym 37 do własnej kamienicy przy Gołębiej 4. Rozdział o technologii — o szyciu na zwięzach, o safianie, marokinie i jusze, o rozgrzanym tłoku wciskającym płatek złota w lico skóry. I o tym, dlaczego znak wchodzący w materiał przeżywa właściciela.

Skórzana oprawa introligatorska ze złoconymi tłoczeniami — warsztat Roberta Jahody w Krakowie
[ FOT. 01 ] Introligatorstwo artystyczne: skóra, złoto płatkowe i mosiężny tłok

I. TERMIN U KWISA I SZEŚĆ LAT WĘDRÓWKI

Urodził się 1 czerwca 1862 roku w Bochni, w domu urzędnika pocztowego. W 1874 rodzina przeniosła się do Krakowa i Robert poszedł do Gimnazjum Nowodworskiego. Skończył czwartą klasę i przerwał naukę: ojciec chorował, a starszy brat kształcił się w wiedeńskiej Akademii Artylerii. Chłopak poszedł na termin do zakładu introligatorskiego Filipa Kwisa przy ulicy Floriańskiej.

Droga do własnego szyldu była rozpisana co do roku: kilkutygodniowa próba, najwyżej pięcioletnia nauka uczniowska, potem trzyletnia wędrówka czeladnicza. Kto wyzwalał się na czeladnika, oprawiał sześć książek; kto szedł na mistrza — dwie księgi, wyzłocone brzegi i od dwóch do sześciu libr przyciętego papieru. Cech krakowski liczył na początku XIX wieku dwunastu mistrzów, około 1840 roku skurczył się do sześciu i dopiero w 1882 wrócił do dwunastu. Jahoda wchodził w zawód, który świeżo przestał umierać.

Egzamin czeladniczy zdał na początku lat osiemdziesiątych, a w 1881 roku wyjechał do Tarnowa: za dnia warsztat, wieczorami kursy w Szkole Przemysłowo-Handlowej. W 1883 był we Lwowie, u Witolda Kuczabińskiego, potem u Władysława Wierzbickiego, w pracowni wyspecjalizowanej w oprawach artystycznych. Za jego radą pojechał w 1885 roku do Wiednia, do introligatorni mistrza Hubera. Tam zobaczył z bliska oprawy z Hof-Bibliothek i to one — nie podręcznik — wyznaczyły styl jego pierwszych własnych robót.

Introligatornia zakładów drukarskich Józefa Ungra w Warszawie — drzeworyt z 1878 roku przedstawiający halę z długimi stołami i pracownicami składającymi bloki książek
[ FOT. 02 / TYGODNIK ILLUSTROWANY 1878, RYT. P. BOCZKOWSKI // MAZOWIECKA BIBLIOTEKA CYFROWA · DOMENA PUBLICZNA ] Introligatornia zakładów drukarskich Józefa Ungra w Warszawie, drzeworyt z 1878 roku. To nie jest pracownia Jahody — to obraz polskiego introligatorstwa z dekady, w której Jahoda zdawał egzamin czeladniczy.

II. Z RYNKU GŁÓWNEGO NA GOŁĘBIĄ 4

Pierwszy warsztat otworzył w 1887 roku przy Rynku Głównym 37, na linii A–B: jednoosobowy i jednoizbowy. Potem przenosił się kilka razy — róg Brackiej i Wiślnej, Bracka 6, Bracka 13 — aż w 1912 kupił kamienicę Ligęzów przy ulicy Gołębiej 4 i zawiadomił o tym klientów drukowaną ulotką:

„Zmiana lokalu. ROBERT JAHODA Zakład Galanteryjno-Introligatorski istniejący od 25-ciu lat, przeniesiony zostanie z dniem 1 października b.r. z ulicy Brackiej 13, do domu własnego na ulicę Gołębią l. 4 […] Z powodu poszerzenia pracowni, sprowadzenia nowych maszyn i powiększenia personelu staraniem moim…" Robert Jahoda, ulotka reklamowa, Drukarnia Narodowa w Krakowie, 1912

Za tym zdaniem stoi konkret: personel urósł do około trzydziestu osób, a do pracowni weszły maszyny Karla Krausego z Lipska oraz wiedeńskich firm L. Kaiser i Hugo Carmine. To już nie był warsztat, to był zakład. Adresem krakowskiego introligatorstwa artystycznego pozostała Gołębia 4 — nie Szewska, jak podaje krążąca wersja.

Wystaw miał ponad dwadzieścia: Lwów 1894 i Warszawa 1897 — złoto, Paryż 1900 — dyplom, Wiedeń i Praga 1907 — dwa złote medale, Częstochowa 1908, Wszechświatowa Wystawa Sztuki Książki Bugra w Lipsku 1914, Paryż 1925, Poznań 1929 — złoto i srebro — i Wystawa Rzemiosł w Berlinie w 1939. Ostatni medal przywiózł na kilka miesięcy przed wybuchem wojny.

III. OD ARKUSZA DO BLOKU: ROBOTA KROK PO KROKU

Oprawa nie zaczyna się od skóry. Skóra jest ostatnia. Słowo „introligatorstwo" istnieje tylko w polszczyźnie i mówi wprost, o co chodzi: łacińskie intro — do wewnątrz, ligare — wiązać. Nie osłonić, tylko związać karty w całość. Oto jak to szło na warsztacie z przełomu wieków:

  • Falcowanie. Zadrukowany arkusz składa się na pół trzy albo cztery razy, dociskając każde załamanie kostką introligatorską; powstaje składka. Ręcznie wyrabiano około tysiąca załamań na godzinę, czyli dwieście do trzystu składek.
  • Zbieranie. Składki idą w stos we właściwej kolejności; kontrolę daje sygnatura, drukowana u dołu pierwszej strony każdego arkusza.
  • Wyklejka (forzac). Kartka złożona na pół, z papieru grubszego niż blok, przeszywana ze skrajnymi składkami, od drugiej połowy XIX wieku wzmacniana paskiem płótna zwanym scyzurą. To ona zwiąże blok z okładką.
  • Szycie na zwięzach. Na szywnicy — drewnianej ramie zwanej z niemiecka heftladą — rozpina się pionowo sznurki, rzemienie albo taśmy. Igła z mocną lnianą nicią przechodzi przez grzbiet każdej składki i obejmuje sznurek. Zostawione kilkucentymetrowe końcówki, tak zwane wąsy, przymocują potem blok do okładzin. Ścieg „na okrętkę" daje wyraziste garby na grzbiecie; „dwa za jeden" przeszywa dwie składki naraz i grzbiet nie narasta.
  • Zaklejenie grzbietu. Spoina klejowa zwiera składki ze sobą. Jest dodatkiem do szwu, nie zamiennikiem — blok trzyma nić i sznur.
  • Wyokrąglenie. Uderzeniami młotka w skrajne składki wypycha się grzbiet do przodu; przedni brzeg bloku wklęsa. W większych zakładach robiła to obijaczka, maszyna z belką pracującą ruchem kolebkowym.
  • Oporkowanie. Robota, po której poznaje się staranną oprawę. Blok zaciśnięty w prasie obija się małym młotkiem, aż grzbieciki skrajnych składek wygną się na boki. Grzbiet ma wtedy w przekroju kształt grzybka, a przy krawędziach powstają rowki, w które wchodzą tektury.
  • Kapitałka. Wypustka u góry i u dołu grzbietu. Pierwotnie skrajny zwięz oplatany kolorowymi nitkami; potem haftowana na rdzeniu ze sznurka i przyszywana do bloku, a od XIX wieku najczęściej sklejana z jedwabiu albo perkalu.
  • Obcięcie. Trzy pozostałe boki idą pod hebel introligatorski albo gilotynę. Rozdziela to karty i pozwala je odwracać — ale każdy zbędny milimetr to zjedzony margines.
  • Oblekanie. Dopiero teraz skóra: naciąga się ją na tektury, zawija brzegi do środka, przykleja, na końcu podkleja wyklejki. W oprawie organicznej skóra idzie wprost na grzbiet i zwięzy uwypuklają się na zewnątrz jako poprzeczne garby — to ten obraz, który każdy nosi w głowie, myśląc „stara księga". Na koniec mistrz wygładza rozgrzanym żelazkiem, polerrajzą, skazy i zgrubienia przebijające przez oklejkę.

Za każdą z tych czynności stoi narzędzie o własnej nazwie, najczęściej przejętej z niemieckiego przez warsztatową gwarę. Spisy i inwentarze polskich introligatorni XIX wieku wyliczają je po kolei — i to jest realny stan wyposażenia stołu, przy którym Jahoda się uczył:

  • Szywnica — zwana krosnem albo z niemiecka heftladą: stelaż, na którym rozpinano sznury służące za konstrukcję do zszywania książek. Bez niej nie ma szycia na zwięzach.
  • Kostka introligatorska — wykonana z twardej kości zwierzęcej, o kształcie zbliżonym do nożyka, często wygiętym, co wynika z natury materiału. Służy do ręcznego dociskania zaginanego lub sklejanego materiału: falcowania składek i wygładzania oklejki.
  • Otnik — nóż o ostrzu z czterema fazami, wsuwany w dużą drewnianą rączkę. Do krojenia twardej tektury na okładziny.
  • Hebel introligatorski — inny niż strug stolarski: przypomina małą praskę, w której przy jednej z dwóch belek umocowano podłużne lub okrągłe ostrze. Nim obcinano brzegi bloku, zanim weszły gilotyny.
  • Cyklina introligatorska — łukowata, z rączkami na obu końcach. Wygładza brzegi książki przed złoceniem albo barwieniem; to ona przygotowuje powierzchnię pod płatek.
  • Strychulec — zwany też strychówką, wypalaczką, liniownikiem lub fizerajzą; do wytłaczania ślepych prostych linii.
  • Gładzik — metalowy, zwany żelazkiem lub polerrajzą, wzięty z warsztatu szewskiego: do wygładzania wypukłości i polerowania skóry.
  • Stemplak — rodzaj niedużej metalowej pieczątki z wyrytym wzorem; oraz poduszka do krajania złota z nożem, wymieniana w inwentarzach warsztatowych już w 1836 roku, i agat, złotniczy „ząb", przystosowany do polerowania złoceń.

O obcinanie marginesów bibliofile mieli pretensje przez cały wiek. Ludwik Gocel podsumował to bez ogródek:

„Ale mamy też setki introligatorów, którzy najczęściej dopuszczają się dwóch przestępstw w stosunku do książki. Pierwsze — to daleko posunięte obcinanie jej marginesów. […] Dlaczego to robią? Odpowiedź prosta: im mniejsza przestrzeń książki, tym mniej wyjdzie materiału, a więc zarobek będzie większy!" Ludwik Gocel, „Przypadki jej królewskiej mości książki"
Wnętrze polskiej introligatorni K. Kmiecikowskiego w Poznaniu — fotografia z 1906 roku, pracownicy przy stołach, stosy składek i prasa introligatorska
[ FOT. 03 / „ALBUM PRZEMYSŁU I HANDLU" 1906 // BIBLIOTEKA KÓRNICKA PAN · DOMENA PUBLICZNA ] Introligatornia K. Kmiecikowskiego w Poznaniu, fotografia z 1906 roku. Inny warsztat, ale ta sama epoka i ta sama technologia, w której pracował Jahoda: prasa, stosy składek, ręczna robota przy stole.

IV. SKÓRA: SAFIAN, MAROKIN, SZAGRYN, JUCHTA, PERGAMIN

Katalogi opisują oprawę według materiału pokryciowego, nie według ozdoby: oprawa w safian, w marokin, w pergamin, w skórę cielęcą albo świńską. Te nazwy nie są synonimami — za każdą stoi inne zwierzę, inna garbarnia i inne zachowanie materiału po pięćdziesięciu latach na półce.

  • Safian — cienka i miękka skóra koźla lub barania, wyprawiona garbnikami roślinnymi i barwiona. Nazwa przyszła z tureckiego sachtijan i perskiego sächtijān, w którym sächt znaczy „mocny"; w polszczyźnie notowana od 1572 roku, używana na oprawy, drogie obuwie i obicia mebli.
  • Marokin — garbowana i barwiona skóra sprowadzana pierwotnie z Maghrebu, stąd francuskie maroquin; w polszczyźnie notowana od 1770 roku, używana głównie na oprawy. U Jahody bywał cielęcy: taką brązową skórę dostała w 1908 roku Księga Pamiątkowa dla polskiego kościoła na Kahlenbergu.
  • Szagryn (chagrin) — skóra końska, ośla, cielęca, kozia lub owcza, garbowana roślinnie, o licu groszkowanym przypominającym skórę jaszczurki: chropowata, miękka i sprężysta, znana w Polsce od XVII wieku. Wraca w opisach opraw Jahody częściej niż jakikolwiek inny materiał.
  • Juchta — gruba skóra bydlęca lub cielęca z grzbietu i boków, garbowana i natłuszczana tak, że staje się odporna na wilgoć, o trwałym, charakterystycznym zapachu. Z juchty wykonano adres dzieci polskich dla dzieci irlandzkich oraz Księgę Pamiątkową Archiwum Aktów Dawnych Miasta Krakowa — z kasetonami z masy perłowej i wykutym w miedzi smokiem.
  • Pergamin — nie jest skórą garbowaną: to skóra wyprawiona przez napięcie i wysuszenie, bez garbnika. Garbnik wiąże kolagen na stałe, wyprawa pergaminu tylko go naciąga. Szary pergamin dostały w zakładzie „Figliki" Mikołaja Reja z 1905 roku.
  • Skóra cielęca i świńska — cielęca jest gładka, przyjmuje malowanie bejcą i drobne tłoczenie; świńska, twarda i wyraźnie porowata, szła na księgi pamiątkowe mające leżeć w jednym miejscu przez pokolenia. W niej wykonano w 1910 roku wyciski na ramce dyplomu dla Paderewskiego.

Ekonomia była twarda: z jednego płata wychodziła oklejka na jedną, najwyżej dwie książki. Stąd oprawy łączone — półskórek ze skórzanym grzbietem i narożnikami, ćwierćskórek bez skórzanych rogów — i zasada, od której nie odstępowano: część pracująca, czyli grzbiet i przegub, dostaje materiał mocny, reszta może być tańsza.

Nazewnictwo tych opraw jest ścisłe i do dziś obowiązuje w opisach katalogowych. Słownik języka polskiego PWN definiuje półskórek jako „oprawę książki, w której grzbiet i narożniki pokrywa się skórą, a okładki płótnem lub papierem". Ćwierćskórek zostawia skórę wyłącznie na grzbiecie, bez rogów. Całoskórek obleka grzbiet i obie okładziny jednym płatem, bez szwu na licu — i dlatego kosztuje najwięcej: wymaga płata bez skaz na całej powierzchni. W opisach antykwarycznych funkcjonuje jeszcze „szeroki półskórek", w którym pas skóry z grzbietu sięga daleko na okładziny.

Zanim skóra trafi na tekturę, przechodzi dwie operacje, których w gotowej książce nie widać. Pierwsza to ścienianie. Brzeg płata zbiera się nożem do ułamka milimetra, żeby zawinięcie do wnętrza okładziny nie dało zgrubienia rysującego się pod wyklejką; w narożnikach, gdzie warstwy się spotykają, ścienia się najmocniej. Bożena Pokorzyńska notuje, że introligatorzy przygotowujący skórę na okładziny podcinali jej brzegi, używając noży szewskich oraz noży sporządzanych specjalnie dla introligatorów. Druga operacja to zwilżenie: nawilżona skóra garbowana roślinnie staje się plastyczna, daje się formować na krawędziach tektury i na rogach, a schnąc kurczy się i sama napina na okładzinie. Zbyt mokra ciemnieje i traci lico, zbyt sucha pęka na zagięciu.

Cztery zabytkowe radełka introligatorskie — mosiężne kółka z wytłoczonym ornamentem osadzone na drewnianych rączkach, narzędzia do tłoczenia złotem
[ FOT. 04 / EDINBURGH CITY OF PRINT // CC BY 2.0 ] Radełka introligatorskie: mosiężne kółka z wyciętym ornamentem na drewnianych rączkach. Rozgrzane, wtłaczają złoto płatkowe w lico skóry — narzędzie tłoczenia na gorąco opisanego niżej.

V. ZŁOTO, ŚLEPY WYCISK, KRAWĘDŹ

Bogate złocenie zaczyna się od rysunku na kalce z zaznaczonym miejscem każdego tłoku; przez tę kalkę odciska się potem kolejno wszystkie tłoki na skórze. Powstały ślad nazywa się podtłokiem — to mapa, na którą dopiero nakłada się złoto. Nikt nie improwizuje z rozgrzanym mosiądzem w ręku.

Dalej idzie tak: skórę się odtłuszcza, gruntuje albuminą, klajstrem, gumą arabską albo pokostem, a na grunt kładzie środek wiążący — białko jaja kurzego rozrobione z wodą. Złoto przychodzi w książeczkach z bibułki, po dwadzieścia pięć płatków ośmiu na osiem centymetrów, o grubości rzędu setnych części mikrometra. Kroi się je na zamszowej poduszce specjalnym nożem i tym samym nożem przenosi — płatek przylega do wszystkiego, czego dotknie. Przyłożony płatek wciska w lico rozgrzany mosiężny tłok; temperatura robocza to około stu stopni Celsjusza. Nadmiar ściera się po wystygnięciu.

Nie każde złoto było złotem. Czyste nazywano z niemiecka fajngultem; tańszy cwiszgult to skute razem płatki srebra i złota, mieszanka, która z czasem ciemniała, więc przepisy cechowe jej zabraniały. Niżej stał szlagmetal, stop z przewagą miedzi. Na początku XX wieku Ernest Oeser opatentował folię introligatorską ze spoiwem z kalafonii; wyparła ona złoto płatkowe wszędzie poza pracami luksusowymi. Zakład Jahody robił prace luksusowe.

  • Tłok — pojedynczy mosiężny stempel na drewnianym trzonku, z jednym motywem: liściem, rozetą, literą.
  • Radełko — mosiężne kółko z ornamentem wyciętym po obwodzie, osadzone na rączce; toczone po skórze daje ciągły pas zdobienia. W spisach zakładu: „ozdobnik rolkowy".
  • Filet — koło o gładkiej krawędzi, do wyciskania linii i ramek, także po łuku.
  • Plakieta — płaska matryca całego wzoru, odciskana w prasie do złocenia. Tłoczenie plakietą pojedynczej oprawy introligatorzy nadal uważali za pracę ręczną: prasa daje tylko nacisk.
  • Polerka agatowa — agat w trzonku, do wygładzania złoconej krawędzi bloku. Komplet takich narzędzi po Jahodzie ma Muzeum Krakowa.

Wariant bez kruszcu to ślepy wycisk. Skórę się nawilża i tłoczy kilkakrotnie, za każdym razem coraz cieplejszym tłokiem; na skórach naturalnych przy ostatnim przejściu pociera się tłok woskiem, co przyciemnia wycisk. Jahoda łączył jedno z drugim: brązowy szagryn tłoczony ręcznie na złoto i na ślepo, ze srebrnymi okuciami w narożnikach — tak wyglądała księga, którą Gmina Miasta Krakowa dała uczelni na pięćsetlecie Wszechnicy Jagiellońskiej w 1900 roku.

Osobną specjalnością było złocenie krawędzi: blok ściska się w prasie belkowej, brzeg szlifuje tak, żeby odbijał światło, gruntuje glinką bolusową, wiąże białkiem, kładzie płatek i poleruje agatem. Najtrudniejsze było marmoryzowanie. Na powierzchnię rzadkiego roztworu gumy tragakantowej albo karagenu nakrapia się farby rozrobione z żółcią wołową, rozciąga wzór igłą lub grzebieniem — listewką z nabitym rzędem igieł — i przykłada do niej brzeg książki. Tą samą kąpielą robi się papier marmurkowy na wyklejki, więc w najlepszych oprawach brzeg i wyklejka mają ten sam deseń. Kolor kładło się też skórą: intarsja to wklejenie skrawka innej barwy w zagłębienie wycięte w licu, nakładka — naklejenie cienkiej skórki na wierzch.

VI. WARSZTAT ARTYSTÓW I KSIĘGI, KTÓRE Z NIEGO WYSZŁY

Przełom przyszedł w 1892 roku: Jahoda wykonał dla Juliusza Kossaka i według jego projektu oprawę albumu jubileuszowego dla malarza Leopolda Löfflera. Od tej roboty posypały się zamówienia, a Jan Matejko dał mu podklejanie arkuszy z polichromiami do kościoła Mariackiego. Wtedy też powstała Księga Pamiątkowa Mogiły Kościuszki: biała surowa skóra, srebrne gwoździe w narożnikach.

Potem zrobił rzecz, na którą inni mistrzowie nie wpadli: zamiast rysować ornamenty samemu, zaprosił do projektowania artystów. Najpierw architektów Stanisława Barabasza i Jana Sasa-Zubrzyckiego oraz malarzy Piotra Stachiewicza i Seweryna Bieszczada, potem Jana Bukowskiego, Włodzimierza Tetmajera, Stanisława Fabijańskiego, Henryka Uziembłę, Karola Homolacsa i Stanisława Wyspiańskiego. Na początku XX wieku utworzyli oni w zakładzie, pod kierunkiem Wyspiańskiego, warsztat eksperymentalny szukający nowego stylu zdobnictwa książkowego. Rezultat rozczarował: przenoszono do introligatorstwa wzorce z architektury i malarstwa, nie zawsze zgodne z charakterem oprawy. Wykonanie było jednak za każdym razem majstersztykiem.

Konkrety z tych lat czyta się jak wykaz materiałowy. 1904: teka na adres polskiej pielgrzymki dla papieża Piusa X, projekt Uziembły — biała skóra chagrin z barwną intarsją o motywach ludowych, trzy herby ze złoconego metalu: papieski, orzeł i Pogoń. 1906: teka dla bernardynów w Leżajsku — brązowa skóra kozłowa, ornament tłoczony na ślepo i złotem, srebrzone herby w narożnikach. 1908: Kahlenberg według projektu Fabijańskiego — srebrny orzeł na amarantowym tle i dwa srebrne buńczuki. Zakład oprawiał też obrazy dla Fałata, Malczewskiego, Wyczółkowskiego i trzech pokoleń Kossaków, a przy akwarelach stosował nowatorskie wtedy w Polsce passe-partout francuskie.

W dwudziestoleciu klientela urosła do rangi państwowej: Piłsudski, Mościcki, Rydz-Śmigły, Sejm, Zamek Wawelski, Biblioteka Watykańska, biblioteki królewskie w Brukseli i Kopenhadze, Biblioteka Kongresu, oprawa pamiątkowa dla prezydenta Peru. Pod koniec lat dwudziestych Marian Dąbrowski, właściciel „Ilustrowanego Kuriera Codziennego", zamówił oprawę księgi „Dziesięciolecie Polski Odrodzonej 1918–1928" w nakładzie dwudziestu tysięcy egzemplarzy. Robotę tej wielkości Jahoda podzielił z introligatornią Aleksandra Semkowicza ze Lwowa — dwa najlepsze polskie warsztaty na jedno zlecenie.

ARCHIWUM WIDEO // INTROLIGATORNIA // GOŁĘBIA 4 Muzeum Krakowa

Muzealna prezentacja opraw Roberta Jahody, mistrza krakowskiego introligatorstwa artystycznego.

VII. KONSERWACJA, CECH, KONKURENCJA

Po 1918 roku przy zakładzie działał Dział Rekonstrukcji i Konserwacji Starych Druków. Zbiory powierzały mu biblioteki: Jagiellońska, Polskiej Akademii Umiejętności, Czartoryskich i Kórnicka, a także Zamek i Katedra na Wawelu oraz Archiwum Aktów Dawnych Miasta Krakowa. Najcenniejszą pracą konserwatorską oficyny była renowacja rękopisu „Annales seu Cronicae Regni Poloniae" Jana Długosza ze zbiorów Czartoryskich — kroniki, którą Długosz zaczął pisać w 1455 roku i prowadził do roku swojej śmierci, 1480. Przy takiej robocie nie ma drugiego podejścia.

Nie pracował w próżni. W 1895 roku był wśród siedmiu krakowskich introligatorów, którym wręczono berła cechowe; później został starszym cechu, a na koniec jego członkiem honorowym. W Miejskim Muzeum Techniczno-Przemysłowym warsztat introligatorski objął w 1909 roku Bonawentura Lenart, uczeń Douglasa Cockerella. We Lwowie pracował Aleksander Semkowicz (1885–1954) — introligator, bibliofil i mickiewiczolog, autor „Oprawy książek" (1926) i podręcznika „Introligatorstwo z krótkim zarysem historii zdobnictwa opraw" (Kraków 1948). W Warszawie Franciszek Joachim Radziszewski i jego syn Stefan doszli do mistrzostwa w zdobieniu krawędzi: złocenie, malowanie, cyzelowanie puncą, lakierowanie zmieniające odcień złota. Wszyscy pracowali na haśle z Anglii — od Williama Morrisa i Thomasa J. Cobden-Sandersona, a najostrzej sformułował je uczeń tego drugiego:

„…warunki estetyczne oprawy winny być […] wykładnikiem najlepszego wykonania i materiału ze zrozumieniem jego charakteru i właściwości, wyrzeczeniem się taniego efektu malarskiego, plastycznego czy architektonicznego niezgodnego z duchem oprawy…" Douglas Cockerell (1870–1945), cyt. za J. Mazurkiewicz

VIII. KRYZYS, WOJNA, „STARODRUK"

Na początku lat trzydziestych kryzys uderzył tam, gdzie bolało: zmalał popyt na oprawy drogie. Wiele projektów robiła wtedy córka mistrza, Zofia Jahodzianka (1901–1976), absolwentka Szkoły Zdobniczej i Przemysłu Artystycznego, pracująca w firmie od 1935 roku. W 1937 Kraków zobaczył wystawę pięćdziesięciolecia jego pracy, a Towarzystwo Miłośników Książki nadało mu godność Kustosza Orderu Białego Kruka ze Wstęgą Białej Myszy.

W czasie okupacji zakład nie stanął: pracował dla zarządu miasta, oprawiał książki, bruliony i zeszyty, zatrudniał Polaków chroniących się przed wywózką na roboty. Po wojnie robił oprawy ksiąg handlowych, planów, kartotek, map i paszportów. Jahoda zmarł 28 lutego 1947 roku i spoczął na Cmentarzu Rakowickim. Firmę podzielono między dwoje dzieci: Zofia Jahoda-Broniewska wzięła dział galanterii, a Robert Jahoda-Żółtowski (1891–1976) — doktor praw UJ, poseł na Sejm II RP i dyplomowany introligator — dział artystycznej oprawy książek. W 1950 zakład upaństwowiono, a w 1954 z połączenia trzech krakowskich pracowni utworzono Spółdzielnię Przemysłu Artystycznego „Starodruk", która przejęła lokal wraz z wyposażeniem przy Gołębiej 4.

Muzeum Krakowa ma około czterech tysięcy muzealiów z lat 1887–1947 związanych z Jahodą: osiemdziesiąt trzy oprawy jego, uczniów i współpracowników, blisko siedemset projektów, komplety tłoków, ozdobników rolkowych i mosiężnych matryc, dwadzieścia maszyn drukarskich i osiem introligatorskich. Ekspozycję przeniesiono po 1992 roku z Gołębiej do Pałacu Krzysztofory, a w listopadzie 2019 Kamienica Hipolitów przy placu Mariackim 3 pokazała wystawę „Pochwała książki. Robert Jahoda — rzemieślnik i artysta". Sześćdziesiąt lat roboty jednego człowieka zmieściło się w kilku gablotach. Same oprawy zmieściły się w bibliotekach na trzech kontynentach i nadal się otwierają.

IX. GDZIE SĄ DZIŚ TE OPRAWY I PO CZYM SIĘ JE POZNAJE

Zakład sygnował powściągliwie. Najczęściej spotykany znak to suchy tłok — czyli ślepy wycisk bez złota — o treści „R. JAHODA INTROLIGATOR KRAKÓW", odbity na wyklejce; taką sygnaturę notują opisy antykwaryczne, między innymi przy oprawie „Mojego świata" Jana Kasprowicza z 1926 roku. Część opraw wyszła z Gołębiej 4 bez żadnego znaku i funkcjonuje w handlu jako przypisana warsztatowi, nie sygnowana — tak opisano choćby półskórek „Wiatru od morza" Żeromskiego z 1922 roku. Na odwrociach projektów opraw ze zbiorów muzealnych bywa z kolei pieczęć firmowa zakładu.

Poznaje się je jednak przede wszystkim po konstrukcji, nie po podpisie. Formuła powtarza się w opisach egzemplarzy: szeroki półskórek z epoki, grzbiet z wypukłymi zwięzami i złoceniami, tłoczona tytulatura na przednim licu, obcięcia kart złocone, okładziny z papieru marmurkowego, ozdobne wyklejki. Cztery cechy naraz — wypukłe zwięzy, złocony brzeg, marmurek i staranny narożnik — spotyka się rzadko i to one ustawiają atrybucję.

Fizycznie spuścizna jest w kilku miejscach. Trzon ma Muzeum Krakowa: obok opraw Jahody, jego uczniów i współpracowników oraz projektów Juliusza Kossaka i Henryka Uziembły, przechowuje narzędzia i materiały z XIX i początku XX wieku — tłoki do złocenia ręcznego, ozdobniki rolkowe, agaty do polerowania złoceń, liniak, filet, mieszek skórzany do czyszczenia kaszt, kamienie litograficzne, sztance introligatorskie i regały drukarskie z kasztami. Tam też są dwa dokumenty robiące z kolekcji archiwum, a nie zbiór ładnych przedmiotów: Księga Pamiątkowa i kilkutomowa Kronika Zakładu Introligatorskiego z lat 1887–1947. Osobno stoi Księga Pamiątkowa dla Archiwum Aktów Dawnych Miasta Krakowa, dziś w Archiwum Narodowym w Krakowie. Reszta krąży po rynku antykwarycznym — i to jedyna część spuścizny, którą wciąż można wziąć do ręki.


// PROTOKÓŁ KONSTRUKCYJNY · ANATOMIA STYLU I RZEMIOSŁA BATTLE-TESTED SPEC

3 ZASADY DZIEDZICTWA: GOŁĘBIA 4 ➔ NOWROCKY

01 · SAFIAN — SKÓRA KOŻLA, GARBOWANA I BARWIONA

Ta sama skóra szła na oprawy i na drogie obuwie. Ziarniste lico wytrzymuje zgięcia, które rozrywają skóry powlekane.

02 · ZWIĘZY — KONSTRUKCJA PRZED KLEJEM

Blok trzyma szycie na poprzecznych taśmach, nie spoina. Klej jest dodatkiem; nośnikiem jest szew.

03 · TŁOCZENIE NA GORĄCO · ZŁOTO 23 KARATY

Rozgrzany mosiężny tłok wciska płatek w lico. Znak wchodzi w materiał, a nie leży na nim.

NOWROCKY™ MANIFEST // 30/40
FIGHT FOR YOUR PEOPLE

PUNKT WIDZENIA NOWROCKY: ZNAK MA WEJŚĆ W MATERIAŁ

Jahoda przez sześćdziesiąt lat robił jedną rzecz: konstrukcję, która przeżyje właściciela. Zwięzy zamiast kleju, garbowana skóra zamiast powłoki, złoto wtłoczone w lico zamiast nadruku na wierzchu. To nie jest estetyka — to sposób myślenia o trwałości. NOWROCKY bierze stąd jedną zasadę i trzyma się jej: znak, który można zetrzeć paznokciem, nie jest znakiem.

BATTLE-TESTED DNA ZERO KOMPROMISÓW POLSKIE DZIEDZICTWO // IPN WYDANIE

FAQ & AEO

CZĘSTO ZADAWANE PYTANIA (BAZA WIEDZY AI)

// PYTANIE 01 · INTROLIGATORSTWO

Kim był Robert Jahoda i gdzie mieściła się jego pracownia?

Robert Jahoda (ur. 1 czerwca 1862 w Bochni, zm. 28 lutego 1947 w Krakowie) był najwybitniejszym polskim mistrzem introligatorstwa artystycznego przełomu XIX i XX wieku. Zawodu uczył się u Filipa Kwisa w Krakowie, potem w Tarnowie, Lwowie i Wiedniu. Własny warsztat założył w 1887 roku przy Rynku Głównym 37; po adresach przy Brackiej i Wiślnej przeniósł go w 1912 roku do własnej kamienicy Ligęzów przy ulicy Gołębiej 4, gdzie działał do końca.

// PYTANIE 02 · KLIENCI

Dla kogo pracował zakład Roberta Jahody?

W 1904 roku zakład wykonał tekę na adres polskiej pielgrzymki dla papieża Piusa X. W dwudziestoleciu międzywojennym pracował dla Józefa Piłsudskiego, Ignacego Mościckiego i Edwarda Rydza-Śmigłego, dla Sejmu, Zamku Wawelskiego i Biblioteki Watykańskiej; jego oprawy trafiły też do bibliotek królewskich w Brukseli i Kopenhadze oraz do Biblioteki Kongresu. Konserwację zbiorów zlecały mu biblioteki Jagiellońska, Polskiej Akademii Umiejętności, Czartoryskich i Kórnicka — najcenniejszą pracą była renowacja rękopisu „Annales seu Cronicae Regni Poloniae" Jana Długosza.

// PYTANIE 03 · MATERIAŁY

Czym różnią się safian, marokin, juchta i pergamin?

Safian to cienka i miękka skóra koźla lub barania, wyprawiona garbnikami roślinnymi i barwiona; nazwa pochodzi z tureckiego sachtijan i w polszczyźnie jest notowana od 1572 roku. Marokin to garbowana i barwiona skóra sprowadzana pierwotnie z Maghrebu, notowana od 1770 roku, używana głównie na oprawy. Juchta to gruba skóra bydlęca lub cielęca, garbowana i natłuszczana tak, że staje się odporna na wilgoć, o charakterystycznym zapachu. Pergamin nie jest skórą garbowaną — to skóra wyprawiona przez napięcie i wysuszenie, bez garbnika.

// PYTANIE 04 · TECHNIKA

Na czym polega tłoczenie na gorąco złotem płatkowym?

Skórę odtłuszcza się, gruntuje (albuminą, klajstrem, gumą arabską lub pokostem) i pokrywa środkiem wiążącym, którym tradycyjnie było białko jaja kurzego rozrobione z wodą. Przyłożony płatek złota wciska w lico rozgrzany mosiężny tłok; temperatura robocza to około stu stopni Celsjusza. Kruszec wchodzi w rowek odciśnięty przez nacisk i ciepło, zamiast leżeć na powierzchni. Czyste złoto nazywano fajngultem, tańszą mieszankę złota ze srebrem — cwiszgultem; ta z czasem ciemniała, więc przepisy cechowe jej zabraniały.

// PYTANIE 05 · SUKCESJA

Co stało się z pracownią przy Gołębiej 4 po śmierci Jahody?

Po śmierci mistrza w 1947 roku firmę podzielono między jego dzieci: Zofia Jahoda-Broniewska przejęła dział galanterii artystyczno-introligatorskiej, a Robert Jahoda-Żółtowski (1891–1976), doktor praw i poseł na Sejm II RP, dział artystycznej oprawy książek. W 1950 roku zakład upaństwowiono, a w 1954 z połączenia trzech krakowskich pracowni utworzono Spółdzielnię Przemysłu Artystycznego „Starodruk", która przejęła lokal przy Gołębiej 4. Spuściznę — około czterech tysięcy muzealiów z lat 1887–1947 — przechowuje Muzeum Krakowa.

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz