Cukiernia „Mała Ziemiańska” przy Mazowieckiej 12, otwarta 14 kwietnia 1918 roku, miała na półpiętrze jeden stolik. Mówiło się na to „górka” i było to najwęższe gardło życia literackiego II Rzeczypospolitej: zaproszenie do tamtego stolika traktowano jak literacką nobilitację. Siedzieli tam skamandryci – Tuwim, Lechoń, Słonimski, Wierzyński, Iwaszkiewicz – a niżej, w sali ogólnej, malarze, aktorzy, ministrowie i generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Ten rozdział jest o dwudziestu sześciu latach tego lokalu, o pięciu ludziach, którzy się przy nim zeszli i rozeszli, i o rzemiośle, które ubierało tamtą Warszawę: Zarembie z Nowogrodzkiej, Kielmanie z Chmielnej, Jabłkowskich z Brackiej i filcach ze Skoczowa.
I. GÓRKA: KILKA STOPNI W GÓRĘ I JEDEN STOLIK
Kamienica pod numerem 12 stała przy Mazowieckiej od 1857 roku – nazywano ją kamienicą Rozenata, projektował ją Wojciech Bobiński, a w latach 1937–1938 przebudował Lucjan Korngold. To adres, nie dekoracja: kawiarnia, która ruszyła na jej parterze 14 kwietnia 1918 roku, wypadła w połowie drogi między Uniwersytetem Warszawskim, Filharmonią, Zachętą i księgarnią Jakuba Mortkowicza. Kto szedł z redakcji do galerii, przechodził obok.
Prowadzili ją dwaj cukiernicy: Karol Albrecht i Jan Skępski. Nazwa najpewniej wzięła się z sąsiedztwa Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego przy Kredytowej; Jadwiga Waydel-Dmochowska notowała wersję drugą – że Skępski, pochodzący z Kalisza zburzonego przez Niemców w 1914 roku, dostał na rozruch pożyczkę od ziemianina. Przymiotnik „mała” był opisem metrażu: na początku był to jeden pokój z kilkoma stolikami.
Nowoczesność tego miejsca dawała się zmierzyć. W wejściu stały drzwi obrotowe – nowinka tamtych lat. Na okrągłych marmurowych blatach ustawiono aparaty telefoniczne, więc rozmowę prowadziło się wprost od stolika. Kawę podawano w szklankach, a mniejsza porcja miała własną nazwę: „pół czarnej”. Później dobudowano sale na piętrze, a na półpiętro prowadziło kilka stopni. Stał tam jeden stolik. Stąd „górka”.
Miejsce przy nim było zarezerwowane na stałe dla Juliana Tuwima, Jana Lechonia, Antoniego Słonimskiego i Kazimierza Wierzyńskiego; bywały tam Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i Magdalena Samozwaniec. Na dole miejsce mieli malarze: nad ich stolikiem Tadeusz Gronowski namalował filiżankę, przytwierdził do niej prawdziwą łyżeczkę i dopisał „stolik zarezerwowany”.
II. INWENTARZ CUKIERNI: BOAZERIA, POLICHROMIA I DWUMETROWY ŚLEDŹ
Wnętrze znamy nie z opowieści, tylko z obrazu. W 1926 roku Józef Rapacki namalował „Wnętrze kawiarni «Ziemiańska»” – płótno jest dziś w Muzeum Warszawy. Widać na nim salę podzieloną filarami, ciemną boazerię i kwiatowy fryz, kontuar odgrodzony szklaną taflą, na nim patery ze słodyczami. Tłum: panie w kapeluszach „kaskach”, panowie w fedorach, kelnerzy z tacami, wszystko zamglone dymem papierosowym.
Sale dobudowane po 1918 roku dostały polichromię Wacława Borowskiego, na estradzie grywał kabaret Małe Qui Pro Quo, a na podwórku urządzono ogródek.
- Marmur i plater. Okrągłe blaty z marmuru, platerowana zastawa z wytłoczoną nazwą kawiarni – egzemplarze w zbiorach Muzeum Warszawy.
- Telefon na stole. Aparaty wprost na blatach; w latach dwudziestych atrakcja, nie udogodnienie.
- „Ziemianki” i papilotki. Firmowe ciastka, miniaturowe pączki i ciasteczka „w papilotkach”, w karnawale – faworki.
- Dziesięć tortów. Wypiekano je w dziesięciu odmianach, na miejscu i na wynos; słynęły w całej Warszawie.
- Słodkie „śledzie”. Z biszkoptu, kremu, marcepanu i karmelu, łudząco podobne do ryb, długie nawet na dwa metry; podawano je w poście, m.in. w Resursie Kupieckiej.
Ceny były wyższe niż gdzie indziej i nikogo to nie odstraszało. Jadwiga Waydel-Dmochowska zapisała, jak lokal zdobywał miasto w ostatnim roku okupacji.
„«Ziemiańska» zdobyła sobie Warszawę wstępnym bojem. Wszystko tu było znakomite i wszystkiego było w bród, nawet białych maślanych bułeczek i rogali, wówczas gdy Niemcy wprowadzili już drakońskie ograniczenia co do przemiału mąki i chleb kartkowy stawał się z każdym miesiącem mniej do chleba podobny”. Jadwiga Waydel-Dmochowska, cyt. za Agnieszką Dąbrowską, Muzeum Warszawy
Sukces przełożył się na sieć. W 1939 roku filie działały przy Marszałkowskiej 8, 66, 111 i 114, przy Wierzbowej 7, Filtrowej 60 i w Alejach Ujazdowskich 22, a największa – „Duża Ziemiańska” – w kamienicy Goldstanda przy Kredytowej 9. Otworzono nawet filię w Nicei; zamknięto ją w latach trzydziestych po protestach francuskich cukierników.
III. OD „POD PICADOREM”: JAK SIĘ TO ZACZĘŁO
Zanim była górka, był uniwersytet. Grupa formowała się od około 1916 roku wokół pisma „Pro Arte et Studio”, wydawanego przez studentów Uniwersytetu Warszawskiego. Cezurą był marzec 1918: „Pro Arte” opublikowało „Wiosnę” Tuwima, wiersz wywołał awanturę obyczajową, po której redakcję przejęli przyszli skamandryci, a pismo stało się organem bojowym wymierzonym w epigonów Młodej Polski.
29 listopada 1918 roku, dwa tygodnie po odzyskaniu niepodległości, ruszyła kawiarnia „Pod Picadorem” przy Nowym Świecie 57. Organizatorem był poeta Tadeusz Raabe, założycielami Lechoń, Słonimski i Tuwim, dekoracje wnętrza wykonali Romuald Kamil Witkowski i Aleksander Świdwiński; potem dołączyli Iwaszkiewicz i Wierzyński. Na widowni siadali Żeromski, Wacław Berent, Leśmian i Leopold Staff.
Model był bezczelny i tym właśnie ważny: za wejście brano 5 marek, a osobny cennik regulował kontakt artysty z publicznością – objaśnienie utworu kosztowało 75 marek. Poezję potraktowano jak towar.
Na początku lutego 1919 roku pikadorczycy połączyli się z klubem futurystów i przenieśli do podziemi Hotelu Europejskiego. 22 lutego wkroczyła tam policja po anonimowym donosie, „jakoby w klubie futurystów odbywały się zebrania bolszewickie, i że znajduje się tam skład broni”. Rewizja nie dała nic, ale z powodu godziny policyjnej wszystkich odwieziono na komisariat. W drugiej połowie kwietnia lokal zamknięto.
Nazwa przyszła z Wyspiańskiego: rzeka opływająca Troję plus zdanie z „Akropolis” – „Skamander połyska, wiślaną świetląc się falą”. Od 1920 roku wychodził miesięcznik „Skamander” redagowany przez Mieczysława Grydzewskiego, a stolik na półpiętrze stał się adresem grupy. Michał Głowiński nazwał ją później „grupą sytuacyjną” – taką, której spoiwem jest rzeczywistość pozaliteracka: wspólny kabaret, wspólne odczyty, wspólny stolik. Programu nie mieli i nie chcieli mieć.
IV. PIĘCIU Z GÓRKI: NAZWISKA, DATY, DOROBEK
Wszyscy urodzili się w ciągu pięciu lat, debiutowali w ciągu trzech i skończyli inaczej. To jest ta historia w skrócie.
- Julian Tuwim (1894 Łódź – 1953 Zakopane). Debiut książkowy „Czyhanie na Boga” (1918). Autor tekstów dla kabaretów Qui Pro Quo, Banda i Cyrulik Warszawski oraz poematów „Bal w Operze” (1936) i „Kwiaty polskie”.
- Jan Lechoń, właśc. Leszek Serafinowicz (1899 Warszawa – 1956 Nowy Jork). „Karmazynowy poemat” (1920) i „Srebrne i czarne” (1924). W latach 1930–1939 attaché kulturalny ambasady w Paryżu; wywalczył paryską premierę „Harnasiów” Karola Szymanowskiego w 1935 roku.
- Antoni Słonimski (1895 Warszawa – 1976 Warszawa). „Sonety” (1918), felietonista „Wiadomości Literackich” od 1924 i „Cyrulika Warszawskiego” w latach 1926–1934. Po wojnie prezes ZLP (1956–1959) i autor Listu 34 z 1964 roku.
- Kazimierz Wierzyński (1894 Drohobycz – 1969 Londyn). „Wiosna i wino” (1919). Za tom „Laur olimpijski” dostał złoty medal olimpijskiego konkursu sztuki i literatury w Amsterdamie w 1928 roku. Redagował „Przegląd Sportowy” w latach 1926–1931.
- Jarosław Iwaszkiewicz (1894 Kalnik – 1980 Warszawa). Debiut książkowy „Oktostychy”. Od 1928 roku mieszkał w Stawisku pod Podkową Leśną. Dyplomata w Kopenhadze i Brukseli, po wojnie redaktor naczelny „Twórczości” i wieloletni prezes ZLP; czterokrotnie nominowany do Nagrody Nobla.
Wokół piątki krążyli poeci-satelici: Pawlikowska-Jasnorzewska, Józef Wittlin, Stanisław Baliński, Jerzy Liebert, Kazimiera Iłłakowiczówna. Manifestu grupa nie miała, miała za to kilka twardych przekonań: poeta jest rzemieślnikiem słowa, nie kapłanem; wiersz ma mówić o teraźniejszości i o zwykłym człowieku.
V. GRYDZEWSKI: CZŁOWIEK, KTÓRY TRZYMAŁ TO W RYZACH
Bez redaktora byłby to tylko stolik. Mieczysław Grydzewski, urodzony 27 grudnia 1894 roku w Warszawie jako Grützhändler, obronił w 1922 roku doktorat u Marcelego Handelsmana. W czasie wojny polsko-bolszewickiej pracował z Lechoniem i Tuwimem w Biurze Prasowym Wodza Naczelnego, potem założył dwa pisma, które zrobiły z tej piątki instytucję.
„Wiadomości Literackie” ruszyły 6 stycznia 1924 roku – pierwszy numer kosztował 200 000 marek. Tygodnik wychodził na dwunastu do szesnastu kolumnach dużego formatu, z nakładem do 15 tysięcy egzemplarzy; ostatni numer nosi datę 3 września 1939. Publikowali tam wszyscy skamandryci, Boy-Żeleński, Irena Krzywicka, Zuzanna Ginczanka; w 1933 roku zadebiutował na tych łamach Bruno Schulz. Sekretarzem redakcji był w latach 1925–1936 Władysław Broniewski.
Druga scena była kilka ulic dalej. 4 kwietnia 1919 roku w podziemiach Galerii Luxenburga przy Senatorskiej 29 ruszył teatrzyk Qui Pro Quo – 514 miejsc, akustyka podbita kilkudziesięcioma butelkami po szampanie wmurowanymi pod deski parkietu. Tuwim i Słonimski pisali dla niego teksty, później dla Cyrulika Warszawskiego. Kawiarnia, tygodnik i kabaret były trzema przekładniami tej samej maszyny: rano redakcja, po południu stolik, wieczorem estrada.
Sama „Mała Ziemiańska” miała publiczność szerszą niż literacka. Bywali tam Boy-Żeleński i Franc Fiszer – filozof i erudyta (1860–1937), uważany za pierwowzór Pana Kleksa – malarze Zofia Stryjeńska, Tadeusz Gronowski i Roman Kramsztyk, poeta Bolesław Leśmian, aktorzy Eugeniusz Bodo, Adolf Dymsza i Jadwiga Smosarska, reżyser Leon Schiller, fizyk Leopold Infeld. Gałczyński poznał tam przyszłą żonę. Zaglądali premier Walery Sławek, minister spraw zagranicznych Józef Beck i generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski.
VI. GDZIE UBIERAŁA SIĘ WARSZAWA: NOWOGRODZKA, CHMIELNA, BRACKA
Tu trzeba postawić granicę. Nie ma dokumentu, który przypisywałby któremuś ze skamandrytów konkretnego krawca – i takiego dokumentu nie będziemy wymyślać. Da się natomiast pokazać, na czym stało warszawskie rzemiosło tamtych lat: te zakłady mają metrykę, adres i nazwiska klientów.
Nowogrodzka 15. Pracownia krawiecka Zaremba. Działa od końca XIX wieku, prowadzi ją piąte pokolenie rodziny – Maciej Zaremba przejął warsztat w 2013 roku po dziadku Tadeuszu; pradziadek Adolf słynął z „oka Zaremby”, czyli umiejętności skrojenia ubrania na sylwetkę nietypową. Reguły są niezmienne: około osiemdziesięciu procent szycia ręcznego, wzmocnienia z płótna, kamelu i włosianki zamiast klejonej flizeliny, minimum trzy przymiarki. Wśród klientów wymienia się arystokratów, dyplomatów i aktorów, a z nazwiska – Jeremiego Przyborę.
Chmielna. Jan Kielman, pracownia obuwia. Założona w latach osiemdziesiątych XIX wieku; w 1927 roku do ojca dołączył syn Wacław. W dwudziestoleciu firma zatrudniała ponad pięćdziesiąt osób, w tym około trzydziestu wykwalifikowanych czeladników, a każdy z nich robił dwie do trzech par tygodniowo. Buty zamawiali tam prezydent Ignacy Mościcki, generał Władysław Sikorski, Jan Kiepura, Adolf Dymsza i Mieczysława Ćwiklińska. W 1921 roku parę oficerek zamówił Charles de Gaulle, kończąc misję wojskową w Rembertowie, a największe zlecenie przyszło w 1927: dwieście par pantofli dla dworzanek Amanullaha Chana, króla Afganistanu. Sklep i warsztat spłonęły w powstaniu; firma odbudowała się przy Chmielnej 6.
Bracka 25. Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy. Gmach z lat 1913–1914 według projektu Karola Jankowskiego i Franciszka Lilpopa; firma wprowadziła się 7 listopada 1914 roku. Do 1939 roku był to największy dom towarowy w Polsce – około dwustu pracowników, sprzedaż wysyłkowa, personel wysyłany na pokazy mody do Paryża, pierwsza w Warszawie szklana winda. Kupowano bezpośrednio u producentów i tym trzymano ceny. To był drugi biegun ubierania miasta: nie miara, tylko skala.
Skoczów. Filce. Kapelusz był wtedy częścią sylwetki, nie dodatkiem. W 1924 roku niemiecka firma kapelusznicza J. Hückel’s Söhne uruchomiła w Skoczowie filię swojego zakładu. Skóry królicze pozyskiwano z okolicznych terenów podgórskich, z sierści robiono filc, z filcu kapelusze – do wojny gładkie, zamszowe, welurowe oraz meloniki. Zakład przetrwał wojnę i nacjonalizację: w 1972 roku wypuścił około miliona sztuk przy 1100 zatrudnionych, dziś pracuje w nim około stu osób.
VII. ARYTMETYKA ELEGANCJI: CO ILE KOSZTOWAŁO
Reportaż bez liczb jest anegdotą, więc liczby. Dane za 1935 rok: przeciętne miesięczne wynagrodzenie robotnika wynosiło 102,77 zł, robotnicy 53,32 zł, pracownika umysłowego 280,50 zł. Nauczyciel szkoły powszechnej zarabiał około 200 zł, porucznik 324 zł.
- Koszula męska biała – 9,50 zł. Cennik warszawski z lat 1937–1939.
- Półbuty męskie – 24,66 zł. Gotowe, nie miarowe. To niemal jedna czwarta miesięcznej pensji robotnika z 1935 roku.
- Kawa albo herbata w kawiarni – 90 groszy. Cennik Café George z 1932 roku; szklanka mleka 50 groszy.
- Chleb żytni – 30 groszy za kilogram, masło – 3,60 zł. Warszawa, lato 1935.
- Radioodbiornik – 130–140 zł. Połowa lat trzydziestych; więcej niż miesięczna pensja robotnika.
W dostępnych zestawieniach cen z tamtych lat nie ma pozycji „garnitur miarowy” – pracownie wyceniały każde zlecenie osobno i cenników nie publikowały. Zostaje proporcja: gotowe półbuty zjadały robotnikowi jedną czwartą miesięcznej pensji, a rzecz robiona ręcznie była poza jego zasięgiem nie dlatego, że ktoś windował ceny, tylko dlatego, że trzydziestu ludzi w warsztacie robiło łącznie kilkadziesiąt par butów tygodniowo.
W „Małej Ziemiańskiej” płaciło się drożej niż gdzie indziej i przychodzono mimo to, bo płaciło się nie za kawę, tylko za dostęp – ta sama transakcja, którą pikadorczycy wypisali sobie na cenniku w 1918 roku.
VIII. ROZEJŚCIE, WOJNA, POPIÓŁ
Grupa nie pękła od jednego uderzenia, tylko rozeszła się politycznie. Historycy literatury datują dezintegrację na lata 1929–1939, a linia podziału biegła przez stosunek do obozu sanacyjnego: zamach majowy, wybory brzeskie, rozpad sanacji po śmierci Piłsudskiego. Lechoń i Iwaszkiewicz weszli do dyplomacji i wyjechali. Tuwim poszedł w drugą stronę: 27 października 1929 roku „Robotnik” wydrukował „Do prostego człowieka” z wersem „Rżnij karabinem w bruk ulicy!”, prawica oskarżyła poetę o namowę do dezercji, a Komisariat Rządu m.st. Warszawy pociągnął redaktora naczelnego pisma do odpowiedzialności karnej. Równolegle narastała antysemicka nagonka na Tuwima.
We wrześniu 1939 roku maszyna stanęła w kilka dni. Słonimski wyjechał z Warszawy 5 września i przekroczył granicę w Zaleszczykach na kilka godzin przed wejściem Armii Czerwonej; przez Rumunię, Jugosławię i Włochy dotarł do Paryża, a po klęsce Francji do Londynu. Tuwim uciekał przez Rumunię i Włochy – w Paryżu spotykali się w kawiarni Café de la Régence. Potem Tuwim i Lechoń przez Hiszpanię do Lizbony i Rio de Janeiro, gdzie dołączył Wierzyński, a stamtąd do Nowego Jorku.
- Tuwim wrócił do kraju w czerwcu 1946 roku, został poetą państwowym i zmarł 27 grudnia 1953 roku w Zakopanem.
- Lechoń zginął 8 czerwca 1956 roku, skacząc z dwunastego piętra nowojorskiego hotelu Hudson; w 1991 jego prochy przeniesiono na cmentarz leśny w Laskach.
- Słonimski wrócił na stałe w 1951 roku, w 1964 zainicjował z Janem Józefem Lipskim List 34, a jego nazwisko trafiło na cenzorską listę specjalną. Zmarł 4 lipca 1976 roku po wypadku samochodowym.
- Wierzyński został na emigracji; przez dwadzieścia lat mieszkał w rybackiej osadzie Sag Harbor na Long Island. Zmarł 13 lutego 1969 roku w Londynie, kilka godzin po skończeniu ostatniego tomu „Sen mara”.
- Iwaszkiewicz został w Stawisku: w latach 1959–1980 prezes ZLP, od 1952 poseł na Sejm PRL. Zmarł 2 marca 1980 roku; pochowano go na jego życzenie w mundurze górniczym.
Sam lokal przetrwał dłużej niż grupa: w beznadziejnych warunkach aprowizacyjnych okupacji „Ziemiańska” nadal sprzedawała wyroby cukiernicze trudne do zdobycia gdzie indziej. Kamienica przy Mazowieckiej 12 spłonęła po upadku powstania warszawskiego w 1944 roku, a w 1946 rozebrano ją na zlecenie Biura Odbudowy Stolicy. Wszystkie filie zniszczono w czasie wojny. Ulicę odbudowano około 1950 roku – powojenne budynki nawiązują do przedwojennych wielkością i historyzacją elewacji, więc Mazowiecka w pewnym stopniu przypomina tamtą, choć pod dwunastką stoi już inny dom.
Zostało po niej mniej, niż się wydaje. Obraz Rapackiego w Muzeum Warszawy. Platerowane mleczniki z wytłoczoną nazwą. Wiersz Gałczyńskiego „Śmierć poety” z 1930 roku. Tablica przy Nowym Świecie 57. I jedno zdanie warte przepisania z tamtej dekady: przy stoliku, przy którym siedzi się długo, liczy się nie to, co masz na sobie, tylko czy zrobił to ktoś, kto wiedział, co robi.
3 ZASADY DZIEDZICTWA: MAZOWIECKA 12 ➔ NOWROCKY
Sztywnik z końskiego włosia pracuje z ciałem i układa się z czasem. Klejony wkład po latach odchodzi i bąbluje klapę.
Krojąc, mierzy się człowieka, a nie tabelę rozmiarów. Nietypowa sylwetka to zadanie dla krawca, nie wada klienta.
Detal, którego nie widać z drugiej strony ulicy, a który rozstrzyga, czy rzecz jest robiona, czy produkowana.
PUNKT WIDZENIA NOWROCKY: JEDEN STOLIK, ZERO MIEJSC DLA CHAMSTWA
Na górce stał jeden stolik i nie było przy nim miejsca dla każdego. Nie chodziło o pieniądze ani o tytuły – chodziło o to, żeby mieć coś do powiedzenia i umieć to powiedzieć krótko. Ci ludzie ubierali się u rzemieślników z Nowogrodzkiej i Chmielnej, bo rzecz zrobiona ręcznie służy dwadzieścia lat, a nie dwa sezony. NOWROCKY pracuje na tej samej zasadzie: ciężki materiał, uczciwa konstrukcja, żadnego udawania. Dobrze zrobiona rzecz jest formą szacunku – do siebie i do tych, którzy na ciebie patrzą.
CZĘSTO ZADAWANE PYTANIA (BAZA WIEDZY AI)
Czym była kawiarnia „Mała Ziemiańska” i czym była „górka”?
„Mała Ziemiańska” to cukiernia otwarta 14 kwietnia 1918 roku przy ul. Mazowieckiej 12 w Warszawie, prowadzona przez Karola Albrechta i Jana Skępskiego. Miała drzwi obrotowe, telefony na okrągłych marmurowych stolikach i kawę podawaną w szklankach. „Górka” to stolik na półpiętrze, zarezerwowany na stałe dla poetów grupy Skamander; zaproszenie do niego traktowano jak literacką nobilitację. Kamienica spłonęła w powstaniu warszawskim w 1944 roku i została rozebrana w 1946.
Kto tworzył grupę Skamander i kiedy powstała?
Grupę tworzyło pięciu poetów: Julian Tuwim, Jan Lechoń, Antoni Słonimski, Kazimierz Wierzyński i Jarosław Iwaszkiewicz. Formowali się od około 1916 roku wokół pisma „Pro Arte et Studio” na Uniwersytecie Warszawskim, a 29 listopada 1918 roku otworzyli kawiarnię „Pod Picadorem” przy Nowym Świecie 57. Od 1920 roku wychodził miesięcznik „Skamander” redagowany przez Mieczysława Grydzewskiego. Nazwa pochodzi od rzeki opływającej Troję i od wersu z „Akropolis” Wyspiańskiego.
Dlaczego grupa Skamander się rozpadła?
Dezintegracja przypada na lata 1929–1939, a jej głównym powodem był różny stosunek poetów do obozu sanacyjnego: zamachu majowego, wyborów brzeskich i rozpadu sanacji po śmierci Piłsudskiego. Lechoń i Iwaszkiewicz objęli placówki dyplomatyczne za granicą, Tuwim zradykalizował się i stał się celem antysemickiej nagonki. Wojna dokończyła rzecz fizycznie: w 1939 i 1940 roku czterech z pięciu poetów znalazło się na emigracji.
Gdzie ubierała się elita przedwojennej Warszawy?
Ubranie miarowe szyła między innymi pracownia krawiecka Zaremba przy ul. Nowogrodzkiej 15, działająca od końca XIX wieku i prowadzona dziś przez piąte pokolenie rodziny. Buty na miarę robiła pracownia Jana Kielmana z Chmielnej – zamawiali je m.in. prezydent Ignacy Mościcki, gen. Władysław Sikorski, Jan Kiepura, Adolf Dymsza i Mieczysława Ćwiklińska. Konfekcję i galanterię sprzedawał Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy przy Brackiej 25, największy dom towarowy w Polsce. Kapelusze filcowe produkowała od 1924 roku fabryka J. Hückel’s Söhne w Skoczowie. Żadne dostępne źródło nie przypisuje konkretnego krawca poszczególnym skamandrytom.
Na czym polega różnica między włosianką a klejonym wkładem?
Sztywnik z końskiego włosia jest wszywany, pracuje razem z tkaniną i z czasem układa się do sylwetki właściciela. Wkład klejony jest przyprasowany do materiału i po latach potrafi się odspoić, przez co klapa marynarki bąbluje. Dlatego pracownie miarowe, jak warszawska Zaremba, do dziś budują marynarkę na płótnie, kamelu i włosiance zamiast na flizelinie.
Komentarze: 0