Cech rękawiczników warszawskich powołano 3 marca 1726 roku przywilejem Augusta II — a w muzealnym wykazie cechów przy rękawicznikach stoi rok 1736. Ta dziesięcioletnia luka jest dobrym wstępem do reszty: fach, który trzymał najtrudniejszy wykrój w całym rzemiośle skórzanym, ma archiwum pełne dziur. Na mistrza trzeba było uszyć spodnie ze skóry łosiowej, rękawiczkę i parę pończoch ze skórki sarniej. Na parę idzie dwanaście elementów i około dwóch tysięcy ściegów. Pracownia Kowalskich przy Chmielnej 10 zgasła w kwietniu 2020 roku, a siedem miesięcy później sąd wykreślił z rejestru sam cech.
I. CECH Z 1726 ROKU
Najstarsze zachowane rękawice na naszych ziemiach pochodzą z XI wieku z Wrocławia — cztery pary jednopalczastych, skórzanych. Rękawicznicy długo dzielili cechy z innymi: w Toruniu z kaletnikami, w Krakowie z miechownikami, gdzie osobny cech wydzielił się dopiero w 1601 roku. W Warszawie akt powołania nie owija w bawełnę: „Nakładamy i dodajemy siłę wiecznej trwałości i trwałej wieczności i oświadczamy, że ustanowiony Cech Rękawiczników trwać będzie na wieczne czasy”.
Z tą wieczną trwałością jest kłopot już na starcie. Opracowanie Agaty Patakiewicz dla Muzeum Warszawy datuje przywilej na 1726 rok; muzealny wykaz cechów podaje 1736. Podobnie z kuśnierzami: wykaz mówi o 1478 roku, a sam cech liczył się od 1476. To nie spór o szczegół, tylko stan dokumentacji rzemiosła, o którym nikt nie napisał monografii.
Liczny nie był nigdy. W 1916 roku skupiał 32 mistrzów, 85 czeladników i pięciu uczniów; spis z 1918 roku mówi o 22 mistrzach i 51 czeladnikach — spadek o jedną czwartą i o trzy piąte wobec 1899 roku. Działało wtedy dwanaście pracowni chrześcijańskich i sześć żydowskich. Siedziba stała przy Nowym Świecie 53; rękawicznicy żydowscy mieli własny Cech Wytwórców Rękawiczek Skórzanych przy Nalewkach 3. Dla skali: Warszawa miała w 1937 roku 86 cechów, a po reaktywacji w 1945 — 21.
II. TERMIN, WĘDRÓWKA, SZTUKA MISTRZOWSKA
Droga do warsztatu była policzona co do roku. Chłopca przyjmowano na trzy miesiące próby, a jeżeli się sprawdził — zostawał uczniem na pięć lat. Potem wędrówka czeladnicza od miasta do miasta, trzy do pięciu lat, i dopiero na końcu sztuka mistrzowska. W XVIII wieku terminowanie przedłużano, i nie z troski o poziom — uczeń był darmową siłą roboczą. Na czeladnika trzeba było w 1914 roku wykonać spodnie zamszowe, parę rękawiczek i szelki. Na mistrza — pięć sztuk:
- Spodnie ze skóry łosiowej — robota na materiale, którego nie da się poprawić.
- Rękawiczka — jedna, nie para: liczył się wykrój, nie wydajność.
- Pendent do płaszcza lub szpady — pas przez ramię do noszenia broni.
- Szpancer ze skóry łosiowej — krótka, dopasowana kamizelka.
- Para pończoch ze skórki sarniej — panowanie nad najcieńszym surowcem.
Rękawicznik nie był więc od rękawiczek — był od miękkiej skóry. Tu leży odpowiedź, dlaczego ten fach umarł razem z kategorią odzieży, której nikt już nie nosi.
Papier po tym wszystkim został szczątkowy, i to dzięki jednej decyzji. 12 października 1917 roku cech oddał w depozyt Muzeum Narodowego przywilej z 1726 roku, księgi protokołów z rachunków 1773–1886, składek czeladzi 1847–1891, listy czeladne 1716–1839 oraz obie lady cechowe. Wojnę przetrwała z tego Księga terminatorów z lat 1736–1836 i 1741–1799, dziś pod numerem 182351. Po 1918 roku dokumentacja urywa się niemal całkowicie.
III. GRYF, STRZAŁKI I ANEWIRA
Rękawiczka uchodziła za najbardziej skomplikowany wyrób ze skóry — to nie legenda, tylko arytmetyka wykroju. Od przełomu XVI i XVII wieku dzieli się go na trzy elementy: gryf, czyli okrycie całej dłoni; strzałki, wąskie paski tworzące boki czterech palców (w gwarze szychtle, od niemieckiego Schichten); i kciuk, krojony osobno i wszywany w wycięcie zwane anewirą. Na parę idą dwa gryfy, dwa kciuki i sześć podwójnych strzałek, do tego etaże przy wierzchołkach palców, kliniki, mankiet z lamówką i necki.
Wszystko zaczyna się od jednego żelaznego prawa. Po zwilżeniu skóra rozciąga się wszerz i tylko wszerz; wzdłuż linii grzbietowej ciągnie się ją wyłącznie wtedy, gdy szerokość nie starcza na wykrój. Gotowa rękawiczka ma się rozstępować na obwód dłoni, a nie wydłużać w palcach. Reszta to sekwencja, której nie wolno przestawić:
- Przygotowanie — wymierzenie, namoczenie, usunięcie tkanki podskórnej z mizdry, pranie, wypłukanie i dolerowanie — zeskrobanie warstwy nożem zwanym dolermeserem, co zwiększa elastyczność i ujawnia wady.
- Depesowanie — linia grzbietowa, talk, ponowne zwilżenie, cięcie na bandy (pasy od boku do boku), podział na gryfy, przepołowienie na wierzch i spód, osobno kciuki i strzałki, numer pary.
- Etablonowanie i wydebordowanie — rozciąganie według wzornika, wyciąganie brzegów tępym nożem zwanym pasetą, wywałkowanie, sklejenie połówek śliną i włożenie między deski, repasowanie.
- Fantowanie — wyznaczenie długości palców, nacięcia dzielące gryf, rozcięcie przestrzeni między nimi, wycięcie etaży i anewiry. Dziś robi to wycinak, dawniej sam nóż.
- Rafilowanie, arnirowanie, haftowanie — zaokrąglenie palców nożycami, wyrównanie brzegów obu połówek i wyszycie necek szydełkiem po grzbiecie.
- Szycie — najpierw kciuki, potem strzałki łączące grzbietową i dłoniową część palców, kliniki, na koniec zamknięcie grzbietu z dłonią.
- Podszewka i tresowanie — woreczek podszewkowy naciąga się na drewnianą formę i zszywa, do brzegu mankietu idzie lamówka ze skóry gorszego gatunku. Potem dziesięć minut w wilgotnym płótnie i naciągnięcie na rozgrzane żelazko — korpus o czterech płaskich palcach z grzałkami. Dawniej szła zamiast tego prasa z kartonu.
Cała ta wiedza została spisana po polsku trzy razy: „Teorya rękawicznictwa” Natalii Smólskiej z 1890 roku — stamtąd zasada, że skóra musi odleżeć co najmniej trzy miesiące; „Słownictwo rzemieślnicze. Dział skórniczy” Karola Statdmüllera z 1922 roku; i „Rękawicznictwo” Mikołaja Epsztejna z 1960 roku, wymagające od surowca, by był „wystarczająco rozciągliwy i sprężysty”. Trzy książki na trzysta lat cechu. Resztę przenoszono ustnie, jak w zeszycie ucznia podpisanym 18 stycznia 1949 roku, zachowanym u Jana Koziarskiego.
IV. SKÓRA, ŚCIEG, ROZMIAR
Surowców jest kilka i każdy inaczej się nosi. Grubość podaje się w dziesiątych milimetra: przy tym wykroju to różnica między dopasowaniem a workiem.
- Jagnięca (0,5–0,7 mm) — najmiększa i najbardziej elastyczna z powszechnych. Rękawiczka wyjściowa, najlepsza w kolorach ciemnych.
- Koźlęca (0,5–0,8 mm) — cieńsza i trwalsza od jagnięcej, o mniej gładkim licu. Wybór męski, słabo grzeje.
- Cielęca (0,7–0,9 mm) — grubsza, sztywna i słabo elastyczna; w Polsce popularna, bo dostępna.
- Jelenia (0,7–0,9 mm) — wytrzymała, elastyczna i mimo grubości miękka; izoluje na tyle, że radzi sobie bez podszewki. Droga i trudna w kroju.
- Łosiowa — najmiększa ze wszystkich, chroni nawet przy −30°C. Rzadka — nieprzypadkowo to z niej szło się na egzamin mistrzowski.
- Pekari — skóra dzikiej świni z Ameryki Południowej, obrót wymaga certyfikatu CITES, para kosztuje ponad tysiąc złotych. Probierz warsztatu.
Podszewka to druga połowa rachunku: jedwab, kaszmir, wełna albo futro; syntetyki trzymają wilgoć i zapach, więc w dobrej rękawiczce nie mają czego szukać. Szew ma cztery szkoły. Inseam szyje się na lewą stronę i wywraca, więc z zewnątrz znika. Prix seam idzie maszynowo brzeg w brzeg, z oboma brzegami na wierzchu, imitując robotę ręczną — szew męski. Piqué zakłada jeden brzeg na drugi, do cienkich skór i ciasnego leżenia. Whipstitch, zwany brosser, obrzuca brzegi ozdobnie — modele damskie.
Miarą jest gęstość i czas. Para szyta ręcznie brzeg w brzeg zajmuje około dwóch i pół godziny i pochłania blisko dwa tysiące ściegów; współczesny wytwórca celuje w osiem do dziesięciu ściegów na cal. Po tym samym poznaje się klasę: quirks, rombowe wstawki u nasady palców, i pełne fourchettes trafiają wyłącznie do rękawiczek szytych ręcznie.
Rozmiar jest tu wielkością fizyczną, nie literą. Numer rękawiczki to obwód dłoni w najszerszym miejscu, bez kciuka, wyrażony w calach — historycznie francuskich, dlatego dziś centymetry dzieli się przez 2,7. Damskie idą od 6 do 8,5, męskie od 7 do 11. W tablicach rękawiczniczych szerokość gryfu równa się numerowi rękawiczki — rozmiar jest wpisany wprost w wykrój. „Uniwersalnego” nie ma.
V. KUŚNIERZE: DRUGI FACH Z TEJ SAMEJ SKÓRY
Dawne rzemiosła skórzane dzieliły się na trzy grupy: garbarzy i białoskórników, którzy brali surowiec; wytwórców gotowych rzeczy — szewców, safianników, paśników, kuśnierzy, rękawiczników, kaletników, introligatorów; oraz rymarzy od osprzętu jeździeckiego. Rękawicznik i kuśnierz siedzą w tej samej, środkowej grupie i konkurują o ten sam surowiec.
Cech kuśnierzy warszawskich jest od rękawiczniczego o dwa i pół wieku starszy. Muzealny wykaz datuje go na 1478 rok, sami kuśnierze liczyli się od 1476 — stąd monografia Karoliny Beylin i Romana Talikowskiego „Dzieje cechu kuśnierzy m.st. Warszawy w latach 1476–1976” z 1977 roku. Cechowa księga inwentarzowa z lat 1666–1932 doczekała się osobnego opracowania w „Miscellanea Historico-Archivistica” (t. 24, 2017). Kuśnierz szył kożuchy, serdaki, kołnierze, kołpaki, czapki i rękawice — wchodził rękawicznikowi w asortyment.
Technologia jest inna, choć zaczyna się podobnie. Wyprawa skóry futerkowej to moczenie, odwłosienie, odtłuszczenie, odwapnienie, garowanie i barwienie; surowiec konserwuje się soleniem albo piklowaniem. Wersja ludowa była brutalnie prosta: skóry baranie myto w rzece, smarowano gliną, moczono dwa do czterech dni w roztworze owsianej mąki, gnieciono na międlicy i nacierano kredą. Na jeden kożuch szło sześć do siedmiu skór.
Współczesny warsztat działa z tą samą logiką: dobiera skórki kolorystycznie, kroi i zestawia, zszywa na maszynie kuśnierskiej, potem naciąga i nabija płaty na deskach, wszywa podszewkę i czyści futro. Narzędzia: nóż żyletowy, cęgi kuśnierskie, metalowy grzebień. W dwudziestoleciu w modzie były futra o płaskim włosie — źrebaki i karakuły. Po wojnie oba fachy zeszły się instytucjonalnie: w 1958 roku powstał cech kuśnierzy i rękawiczników, a w latach siedemdziesiątych dopisano garbarzy i kożuszkarzy.
VI. GDZIE NAPRAWDĘ SIEDZIELI RĘKAWICZNICY
Chmielna nie była ulicą rękawiczników — to trzeba powiedzieć wprost. Warszawskie rękawicznictwo siedziało na Marszałkowskiej i wokół Nowego Światu. Pod Marszałkowską 84 pracował Feliks Czarnecki, potem Juliusz Brykner, starszy cechu od 1930 roku; pod 87 Edmund Karłowicz, podstarszy; pod 83 po wojnie Jamrozińscy. Franciszek Gromko, starszy cechu w 1925 roku, miał Świętokrzyską 17 i Krakowskie Przedmieście 179, Romuald Łoziński — Kruczą 37. Pracownia przy Hożej 35 działała od 1893 roku, Giedroyciów przy Śniadeckich 18 od 1946, Bąkowskich przy Świętojańskiej 9 od 1956; Koziarscy przeszli z Żyrardowa na Ogrodową 13/29. Sklepy stały przy Nowym Świecie 37 i 53, żydowski cech przy Nalewkach 3. Chmielna wchodzi do tej historii dopiero w 1956 roku, i to przydziałem lokalu — była za to ulicą rzemiosła i mody w ogóle: pod dwudziestym czwartym pracownia mody „Ewelina”, pod szóstką szewska pracownia Kielmanów.
Rynek trzymał się na przymusie towarzyskim, nie na modzie. Poradniki savoir-vivre’u, na których wychowali się klienci II Rzeczypospolitej, stawiały sprawę bez dyskusji:
„Wychodzić na ulice bez rękawiczek jest nieprzyzwoicie, również nie uchodzi zapinać je dopiero na ulicy, trzeba to załatwić w domu”. Mieczysław Rościszewski, poradnik savoir-vivre’u, 1905
Reszta kodeksu była równie szczegółowa. Białe — na bale i przedpołudniowe wyjścia. Jasnoszare, gris-perle — na wizyty, do teatru i na oficjalne audiencje. Brązowe — do podróży. Czarne wyłącznie w żałobie, u mężczyzn przez cały rok. Do sukni wizytowej szły kozłowe na cztery albo sześć guzików, jaśniejsze od stroju; na przedpołudnie długie jelonkowe, haftowane z wierzchu dłoni; za najtrwalsze uchodziły łosiowe. Na balu nie zdejmowano ich w ogóle, panna młoda odsłaniała dłoń dopiero przy obrączce. Kilkanaście par w garderobie było normą — i ta norma karmiła warsztaty.
Warszawa umiała też robić rękawiczki na skalę. W XIX wieku działał tu zakład Michała Grosse’a zatrudniający 500–600 szwaczek, z pracą rozbitą na pojedyncze czynności. W „Izys Polskiej”, warszawskim dzienniku wynalazków i rękodzieł z lat 1820–1828, opisano w 1826 roku angielską machinę do szycia rękawiczek: dwa ramiona z mosiężnymi kleszczami i grzebieniami, uruchamiane podnóżkami. W 1844 roku Francja dorzuciła maszynę do wycinania. A w Księstwie Warszawskim w latach 1808–1810 pracowało 153 rękawiczników i białoskórników.
VII. SOLEC 101 → CHMIELNA 10
Najbardziej warszawska z tych historii należy do Kowalskich. Firmę założył Apolinary Kowalski, urodzony w 1875 roku, w zawodzie od siedemnastego roku życia. Najstarszym dowodem istnienia pracowni jest firmowy blankiet z 1900 roku — list do żony. Warsztat mieścił się przy Solcu 101, na górnych piętrach kamienicy, w której rodzina mieszkała niżej, sklep przy Nowym Świecie 37, a firma dawała pracę mniej więcej dwudziestu osobom. Kowalski został mistrzem w 1910 roku, starszym cechu w 1930, a jego syn Apolinary junior (1910–1967) zdał na mistrza w 1936.
Okupacja przestawiła branżę. Cech działał jako cech garbarzy, białoskórników i rękawiczników przy Piaskowej 4, z cechmistrzem Aleksandrem Weiglem; na wystawie prób i wzorów Izby Rzemieślniczej rękawicznictwo reprezentowali Kowalski, Karłowicz, Czarnecki i Łoziński. W lipcu 1944 roku synowie założyciela, Apolinary junior i Stefan, znieśli maszyny do piwnicy. Kamienicę zbombardowano w czasie Powstania, ale maszyny przeżyły wojnę pod gruzami. Apolinary senior nie przeżył — zginął na barykadzie na rogu Foksal i Nowego Światu.
Inni ratowali się inaczej. Zofia Koziarska prowadziła pracownię w mieszkaniu przy Podchorążych 3 i szyła wyłącznie dzięki mieszkańcom Czerniakowa, którzy hodowali króliki i nielegalnie dostarczali jej skóry — garbowała je i farbowała sama. Roman Talikowski ukrywał po aryjskiej stronie muru swojego żydowskiego dostawcę skóry Zdzisława Przygodę z żoną i córką, a jego teściom w getcie dostarczał jedzenie i pieniądze; utrzymywał to ze sprzedaży rękawiczek na czarnym rynku. Został uznany Sprawiedliwym wśród Narodów Świata.
Po wojnie syn wznowił działalność z pracownikami ojca na Dolnym Mokotowie, gdzie szyto rękawiczki dla wojska ze skór z przejętych na Dolnym Śląsku niemieckich garbarni. Potem Nowogrodzka i Szpitalna 1, aż w 1956 roku przyszedł przydział lokalu przy Chmielnej 10.
VIII. DOMIARY, CEROWANIE I TO, CO ZOSTAŁO
Peerelowska codzienność tego fachu nie była luksusem, tylko reperacją — i tak ją zaprojektowano. 2 czerwca 1947 roku Sejm przyjął trzy ustawy otwierające „bitwę o handel”. Za zbyt wysoką cenę groziło pięć lat więzienia i pięć milionów złotych grzywny. Komisja Specjalna do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym słała przedsiębiorców do obozów pracy, a urzędy skarbowe dorzucały domiary — podatki wymierzane uznaniowo. W dwa lata punktów handlu detalicznego ubyło ze 131 tysięcy do 58 tysięcy.
Dla rękawicznika oznaczało to reglamentację skór i nici bawełniane, po których rękawiczki się pruły. Żyło się z prania i cerowania cudzych par oraz z zamówień teatrów i produkcji filmowych. Oddech przyszedł po robotniczych strajkach lat sześćdziesiątych. Wtedy też działała szkoła zawodowa o profilu rękawiczniczym, przyjmująca piętnastolatków — Zofia Koziarska uczyła w szkole rzemieślniczej od lat pięćdziesiątych. Jej absolwent miał umieć rozpoznać surowiec, czytać rysunek techniczny, uszyć każdy rodzaj rękawiczki i naprawić cudzą parę.
Dobił zawód nie PRL, tylko to, co przyszło po nim. Ustawa Wilczka z 23 grudnia 1988 roku zniosła wymóg kwalifikacji i przynależności cechowej, a zaraz potem weszły masowy import i sieci handlowe. Arytmetyka przestała się domykać: rzemieślnik szyje parę cztery godziny, a gotowy produkt kosztuje 150–300 złotych. Surowca nie ma i na miejscu — polskie hurtownie dają słaby gatunek, więc jeździ się po skóry do Czech albo Włoch.
Liczby domykają resztę. W 1967 roku w cechu były 32 zrzeszone pracownie rękawicznicze, w 1975 — 22, a od 2001 roku cztery: Bąkowskich, Giedroyciów, Koziarskich i Jamrozińskich. Tomasz Kowalski prowadził zakład przy Chmielnej do końca kwietnia 2020 roku. Najstarsza pracownia rękawiczek w Warszawie zamknęła się po ponad stu dwudziestu latach. Bez huku, bez pomnika. Prognozę postawił sam:
„Za 20 lat nie będzie już stołecznych rękawiczników”. Tomasz Kowalski, ostatni właściciel pracowni przy Chmielnej 10
Dwudziestu lat nie było trzeba. 19 listopada 2020 roku sąd wykreślił z Krajowego Rejestru Sądowego Cech Kuśnierzy, Kożuszkarzy, Rękawiczników i Garbarzy — KRS 0000173673, aleja Solidarności 76/73; postanowienie uprawomocniło się 16 grudnia. Ten sam rok, w którym zgasła najstarsza pracownia, zabrał instytucję pilnującą tego fachu od 1726 albo 1736 roku, jak kto liczy.
Dziś rękawicznik ma w klasyfikacji zawodów numer 753108 i opis: zawód rzadko spotykany na rynku pracy. Kształcenia szkolnego nie ma — została nauka rzemieślnicza i egzamin czeladniczy albo mistrzowski przed komisją izby. Zespół Szkół Odzieżowych przy Kazimierzowskiej przerobiono na liceum. Zostały zbiory: kilkadziesiąt par rękawiczek w Muzeum Warszawy, przekazanych przez darczyńców-warszawiaków, cechowy depozyt w Muzeum Narodowym z ocalałą Księgą terminatorów, akta w Archiwum Państwowym. I ta jedna partia wiedzy, której nikt nie spisał, bo siedziała w rękach.
3 ZASADY DZIEDZICTWA: WARSZAWA ➔ NOWROCKY
Dwa gryfy, dwa kciuki i sześć podwójnych strzałek. Kciuk zawsze krojony osobno i wszywany w wycięcie zwane anewirą.
Zwilżony materiał ciągnie się w poprzek, wzdłuż linii grzbietowej tylko w ostateczności. Rękawiczka ma się rozstępować na obwód, nie wydłużać w palcach.
Dziesięć minut w wilgotnym płótnie, potem naciąganie na rozgrzany korpus z grzałkami. Bez tego kroku nie ma fasonu.
PUNKT WIDZENIA NOWROCKY: CZTERY PRACOWNIE ZOSTAŁY
W 1967 roku w warszawskim cechu były 32 zrzeszone pracownie rękawicznicze. Od 2001 roku zostały cztery, a Chmielna 10 zgasła w kwietniu 2020 roku po stu dwudziestu latach. Nie piszemy o tym, żeby było rzewnie. Piszemy, bo tak się to kończy, gdy komuś przestaje się opłacać robota wymagająca dwunastu wykrojów na parę i pięciu lat nauki. Apolinary Kowalski zginął na barykadzie, a jego synowie znieśli maszyny do piwnicy, żeby przetrwały – bo warsztat też jest czymś, o co się walczy. Tego trzymamy się w NOWROCKY: konstrukcja przed ozdobą i nazwisko pod robotą.
CZĘSTO ZADAWANE PYTANIA (BAZA WIEDZY AI)
Kiedy powstał cech rękawiczników w Warszawie?
Opracowanie Muzeum Warszawy podaje 3 marca 1726 roku, na mocy przywileju Augusta II; muzealny wykaz warszawskich cechów przy rękawicznikach wskazuje rok 1736. Po II wojnie światowej rękawicznicy weszli do cechu rzemiosł skórzanych, w 1958 roku powstał cech kuśnierzy i rękawiczników, a po dołączeniu garbarzy i kożuszkarzy działał jako Cech Kuśnierzy, Kożuszkarzy, Rękawiczników i Garbarzy w Warszawie — do wykreślenia z rejestru w listopadzie 2020 roku.
Z ilu elementów składa się wykrój pary rękawiczek?
Z dwunastu: dwóch gryfów (okryć całej dłoni), dwóch kciuków i sześciu podwójnych strzałek, czyli wąskich pasków tworzących boki palców. Kciuk kroi się osobno i wszywa w wycięcie zwane anewirą. Taki podział ustalił się na przełomie XVI i XVII wieku. Para szyta ręcznie brzeg w brzeg zajmuje około dwóch i pół godziny i pochłania mniej więcej dwa tysiące ściegów.
Co trzeba było zrobić, żeby zostać mistrzem rękawicznictwa?
Według zasad obowiązujących w 1914 roku egzamin mistrzowski obejmował spodnie ze skóry łosiowej, rękawiczkę, pendent do płaszcza lub szpady, szpancer ze skóry łosiowej oraz parę pończoch ze skórki sarniej. Wcześniej: trzy miesiące próby, pięć lat nauki i od trzech do pięciu lat wędrówki czeladniczej.
Jak dobiera się rozmiar rękawiczki?
Numer rękawiczki to obwód dłoni mierzony w najszerszym miejscu z pominięciem kciuka, wyrażony w calach — historycznie francuskich, dlatego dziś centymetry dzieli się przez 2,7. Rozmiary damskie idą od 6 do 8,5, męskie od 7 do 11. W tablicach rękawiczniczych szerokość gryfu równa się numerowi rękawiczki, więc rozmiar jest wpisany wprost w wykrój.
Co się stało z pracownią Kowalskich przy Chmielnej 10?
Firma działała od 1900 roku — najpierw przy Solcu 101, ze sklepem przy Nowym Świecie 37, a od 1956 roku przy Chmielnej 10. Tomasz Kowalski prowadził ją do końca kwietnia 2020 roku i wtedy zamknął najstarszą pracownię rękawiczek w Warszawie. W cechu z 32 zrzeszonych pracowni w 1967 roku od 2001 roku zostały cztery, a 19 listopada 2020 roku sąd wykreślił z KRS sam cech.
Komentarze: 0