Wiktor Weynerowski i Synowie: Od małego warsztatu do imperium obuwia „LEO” S.A. i pancernej „Kobry”

Zabytkowa fabryka obuwia w Bydgoszczy - dawna fabryka Weynerowskich i Pomorskie Zakłady Przemysłu Skórzanego Kobra
DON III · 04/48 IPN · INSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ // KRONIKA RZEMIOSŁA
BYDGOSZCZ // 1876–1992

W 1876 roku Wiktor Weynerowski zaczął wyrabiać obuwie filcowe we własnym mieszkaniu w ówczesnym Bromberg. Jego córka Weronika roznosiła gotowe pary po ulicach. Sto szesnaście lat później zostały po tej firmie: ceglany gmach przy Kościuszki z głową lwa na elewacji, marka „LEO”, która wygrywała z czeską Batą tylko do 1929 roku, państwowa „Kobra” wypuszczająca trzynaście tysięcy par dziennie i upadłość z kwietnia 1992. Bilans zamknięcia: ponad 120 milionów par butów. To rozdział o trzech pokoleniach rodziny, o tym, jak robiło się but od kopyta do podkówki – i o tym, co dzieje się z rzemiosłem, gdy przejmuje je skala.

Ceglany gmach dawnej fabryki obuwia Weynerowskich przy ulicy Kościuszki w Bydgoszczy, późniejsze zakłady Kobra
[ FOT. 01 ] Gmach fabryczny przy ul. Kościuszki w Bydgoszczy – dawna fabryka Weynerowskich, później PZPS „Kobra”.

I. OD FILCU DO GMACHU PRZY KOŚCIUSZKI

Zaczęło się od izby, nie od hali. Rok 1876, miasto nazywa się jeszcze Bromberg, a Wiktor Weynerowski zwija i podszywa filc we własnym mieszkaniu. Rynek na obuwie filcowe jest dokładnie taki, jakiego potrzebuje drobny wytwórca: tani surowiec, ciepły but, klient, którego nie stać na skórę. Sprzedaż prowadzi rodzina – córka Weronika roznosi buty po ulicach.

Obuwie nie było jedynym interesem: Weynerowski prowadził też fabrykę mebli i tartak parowy, najpierw przy Jagiellońskiej, później przy Promenadzie 45. Wytwórnia butów po kilku latach wyprowadziła się z mieszkania do budynków przy ul. Świętej Trójcy 34, dziś nieistniejących, odkupionych po dawnej aprecie Byringa; kolejne zakłady stanęły przy dzisiejszych ulicach Kącik i Garbary, w garbarskiej części miasta.

W 1891 roku kierownictwo przejął syn Wiktora, Antoni – urodzony 12 czerwca 1864 roku w Bydgoszczy, od stycznia 1899 roku mąż Leokadii z Kentzerów. Szyld zmienił się na „W. Weynerowski i Syn”, zatrudnienie wynosiło kilkanaście osób – skala warsztatu, w którym jeden człowiek wie o każdej parze.

Przeskok trwał sześć lat. W 1906 roku Antoni kupił pięciohektarową działkę na rogu Kościuszki i Chocimskiej i zamówił projekt nowoczesnego kompleksu u architekta Paula Sellnera. W 1912 roku cała produkcja i 300 pracowników przeniosły się do nowego budynku z zapleczem socjalnym i windą towarową, napędzanego maszyną parową. Część publicystyki datuje zakup gruntu na 1907, a przeprowadzkę na 1910; opracowania encyklopedyczne podają 1906 i 1912.

Wiktor zmarł w 1917 roku. Antoni został właścicielem całości: fabryki, tartaku, willi przy Toruńskiej 165 i kamienicy przy Gdańskiej 61; w 1920 roku dokupił 341 hektarów w Myślęcinku i został honorowym radnym miejskim. Rozdawał równie konsekwentnie, jak kupował: tysiąc marek dla szpitala na obuwie dla pielęgniarek rannych wojny 1920 roku, pół miliona marek na kościół garnizonowy w 1923, a do sierocińców przed świętami paczki z butami.

II. SKÓRA: CO WCHODZIŁO DO HALI

Fabryka obuwia jest tak dobra, jak jej garbarnia. Weynerowscy mieli swoją kilka minut od własnych zabudowań przy Garbarach. Ludwig Buchholz, urodzony 4 marca 1822 roku w Koronowie, założył ją 23 lutego 1845 roku jako warsztat przy Jezuickiej: dwie osoby, mniej niż sto skór rocznie. Przeniesiona w zakole Brdy, przy Garbarach 2–8, miała w 1876 roku trzynaście budynków, a pod koniec XIX wieku była w pełni zmechanizowanym zakładem na napędzie parowym: około 140 tysięcy skór rocznie i 170 robotników, w latach 30. około 250 osób.

Surowiec, skóry bydlęce, szedł głównie z Niemiec; w latach 20. fabryka Weynerowskich dokupowała skóry w Wielkiej Brytanii, Francji i Holandii. Zatrudniała wtedy 200 osób i wypuszczała ponad 200 par dziennie: obuwie skórzane, filcowe, sportowe i pantofle.

// ARYTMETYKA WARSZTATU

Lata 20.: ponad 200 par dziennie przy 200 pracownikach. Jedna para na człowieka na dzień – tempo, przy którym w hali wciąż wiadomo, kto co zrobił. Pięćdziesiąt lat później ten sam zakład wypuszczał 13 000 par dziennie.

Chrom i tanina: dwie szkoły wyprawy

  • Garbowanie roślinne: taniny z kory drzew i roślin, proces długi i pracochłonny. Skóra wychodzi sztywna, z czasem mięknie i nabiera patyny, jest grubsza i odporniejsza na ścieranie. Materiał na spody i ramy.
  • Garbowanie chromowe: sole chromu, metoda wprowadzona w XIX wieku, radykalnie krótszy cykl. Skóra od razu miękka, elastyczna, odporna na wilgoć. Materiał na cholewki – i warunek przejścia branży na produkcję taśmową.
  • Jucht: gruba skóra bydlęca pod obuwie ciężkie i wojskowe. W polskim obuwiu wojskowym lat 30. stosowano jucht o grubości 1,5–5,5 mm; przyszwę buta saperskiego wz. 31 montowano z niego licem do wnętrza, a mizdrą na zewnątrz – odwrotnie, niż podpowiada intuicja, ze względu na odporność na przetarcie.
  • Welur i nubuk: ta sama skóra, dwie strony. Welur to szlifowanie strony mizdrowej – najwyższa oddychalność, najniższa wytrzymałość. Nubuk to szlifowanie strony licowej. Nieszlifowana skóra licowa jest najmocniejsza.

Trzeba powiedzieć wprost: dokumentacja technologiczna „LEO” nie jest dostępna publicznie. Nie wiadomo, jakie gatunki i grubości skór szły na poszczególne modele. Odtworzyć da się surowiec, asortyment i skalę – reszta jest domysłem.

Garbarnia Ludwiga Buchholza w Bydgoszczy przy ulicy Garbary, obraz Bertholda Jaeckela z około 1880 roku
[ FOT. 02 / BERTHOLD JAECKEL, OK. 1880 / DOMENA PUBLICZNA ] Garbarnia Ludwiga Buchholza nad Brdą w Bydgoszczy na obrazie Bertholda Jaeckela, stan z lat 1875–1900. Stąd szła skóra do fabryki Weynerowskich; reprodukcja z wydawnictwa „Industrie und Gewerbe in Bromberg” (1907).

III. JAK POWSTAWAŁA PARA BUTÓW W LATACH 20. I 30.

  • Kopyto: bryła odwzorowująca stopę, na której formuje się cholewkę. Decyduje o tęgości, o linii i o tym, czy but się rozchodzi.
  • Krojownia: z partii skóry wycina się elementy cholewki i podszewki. Tu ginie albo zostaje marża – skóra ma wady, kierunki rozciągliwości i miejsca, których na przyszwę wziąć nie wolno. Krojczy jest w tym łańcuchu najdroższym człowiekiem.
  • Szwalnia cholewek: zszywanie elementów w cholewkę wraz z podszewką, wzmocnieniami, podnoskiem i zakładką. Etap najbardziej pracochłonny i – nie przypadkiem – w Bydgoszczy najbardziej sfeminizowany.
  • Montownia i ćwiekowanie: ćwiekowanie to przestrzenne uformowanie cholewki na bryle kopyta, pierwszy odcinek fazy montażu: cholewkę napina się, zawija jej dolny brzeg i mocuje do podpodeszwy, podsuwki albo podeszwy. Kiedyś robiono to ręcznie, obcęgami i gwoździem; w przemyśle rozbito ćwiekowanie na osobne maszyny – osobno przyszwa, śródstopie i pięta.
  • Wykończenie: frezowanie krawędzi, woskowanie, polerowanie, impregnacja obrzeży. W PRL-owskiej masówce to ten etap odróżniał egzemplarz eksportowy od tego samego buta z krajowego detalu.

Spód: cztery sposoby przytwierdzenia podeszwy

  • Ramowa (pasowa, Goodyear): maszynę skonstruował Charles Goodyear junior w latach 60. XIX wieku. Podpodeszwa grubości około 5 mm dostaje nacięcie – wargę, czyli żeberko. Szwem poziomym przyszywa się do niej skórzany pas, przestrzeń między warstwami wypełnia mielony korek z mleczkiem kauczukowym, a podeszwę przyszywa się do pasa szwem pionowym, nićmi nasączanymi woskiem. Podeszwę można wymieniać wielokrotnie; metoda najdroższa i najwolniejsza.
  • Przeszywana (Blake): cholewka klejona do podpodeszwy i dodatkowo przeszywana. But lżejszy, miększy, optycznie smuklejszy i tańszy; naprawa możliwa, ale ograniczona liczbą przeszyć.
  • Gwoździowana, kołkowana, śrubowana: domena obuwia ciężkiego i wojskowego. But saperski wz. 31 miał spód „jednopodeszwowy z podsuwką, śrubowany lub przeszywany i kołkowany”; podeszwę podkuwano gwoździami ochronnymi, a obcas okuwano podkówką.
  • Klejona: metoda, która po wojnie wyparła w masówce wszystkie pozostałe. Szybka, tania, nie wymaga wykwalifikowanego montażysty – i nienaprawialna. To ją wprowadzono w Bydgoszczy w latach 1975–1980, razem z podeszwami poliuretanowymi.

Zostaje wymiarowanie. W polskim obrocie funkcjonowały równolegle trzy systemy – metryczny (długość wkładki od 9 do 32 cm), francuski, czyli sztychowy, i angielski, calowy. Drugim wymiarem, dziś niemal wymarłym, jest tęgość: szerokość i obwód przy tej samej długości. Buty saperskie wz. 31 wykonywano w drugiej połowie lat 30. w dziewięciu rozmiarach i trzech tęgościach: „A”, „B” i „C”, a odbiór prowadziły komisje wojskowe, klasyfikując obuwie w kategoriach od I do III.

Stary Rynek w Bydgoszczy na pocztówce z lat 1910–1915
[ FOT. 03 / BIBLIOTEKA NARODOWA / POLONA ] Stary Rynek w Bydgoszczy na pocztówce z lat 1910–1915 – miasto z czasów, gdy Antoni Weynerowski przenosił produkcję do nowego kompleksu przy Kościuszki.

IV. „LEO” S.A.: LEW, KRYZYS I ZAMÓWIENIE Z STYCZNIA 1939

W 1929 roku Antoni przekazał zarząd synom: Henrykowi – inżynierowi – i Witoldowi – prawnikowi i ekonomiście. Firma przeszła najpierw w jawną spółkę handlową, a w 1932 roku w spółkę akcyjną „LEO” Fabryka Obuwia S.A. (część opracowań podaje rok 1931; rozbieżność dotyczy momentu rejestracji). Nazwa była podwójnym epitafium: dla matki Leokadii, zmarłej w 1927 roku, i dla brata Leona Teodora, który zginął 1 października 1918 roku pod Verdun. W logo umieszczono stylizowaną głowę lwa – tę samą, która do dziś stoi na elewacji przy Kościuszki 27.

Sama chronologia szyldów jest kroniką stulecia: 1876–1891 W. Weynerowski; 1891–1929 W. Weynerowski i Syn; 1932–1939 „LEO” S.A.; 1939–1945 „LEO” Schuhfabrik A.G. Bromberg; 1960–1992 PZPS „Kobra”.

Wielki kryzys ściął produkcję o 70%, a zatrudnienie o 80%. Od 1934 roku przyszło odbicie i firma stała się jednym z największych producentów obuwia w Polsce:

  • Zatrudnienie i sieć: Sezonowo do 400 osób. Sklepy firmowe w Krakowie, Warszawie, Lwowie, Toruniu i Poznaniu, a w samej Bydgoszczy od marca 1932 roku przy ul. Gdańskiej 15.
  • Konkurencja z Batą: „LEO” rywalizowało w Europie Środkowej z czeskim koncernem Bata jakością i poziomem produkcji, a dzięki eksportowi marka była rozpoznawalna w Europie.
  • Kierunek wojskowy: Powstała warszawska filia produkująca obuwie wojskowe, a pod Mielcem kupiono grunt pod fabrykę w ramach Centralnego Okręgu Przemysłowego. W styczniu 1939 roku Ministerstwo Spraw Wojskowych złożyło zamówienie na obuwie dla armii – zrealizowane tylko częściowo.
  • Konkurenci z tego samego miasta: Mechaniczna Fabryka Obuwia „Standard” przy Dolinie (100 osób) oraz założona w 1922 roku „Minerwa” przy Chrobrego – 400 par dziennie.
  • Zakład jako instytucja: W czerwcu 1934 roku powstał fabryczny klub sportowy „Leo” z sekcjami gier kobiecych, tenisa stołowego, boksu, kolarstwa i piłki nożnej; od listopada miał świetlicę przy Gdańskiej 109.

O zamówieniu wojskowym trzeba powiedzieć tyle, ile wiadomo: wielkość dostaw nie jest udokumentowana. Nie ma liczby par, wykazu modeli ani protokołów odbioru – jest fakt złożenia zamówienia, warszawska filia i przerwana wrześniem realizacja. Reszta tego, co krąży o „butach dla Wojska Polskiego z Bydgoszczy”, jest nieweryfikowalna.

V. BATA KONTRA BYDGOSZCZ: RYNEK MIĘDZY WOJNAMI

Polska międzywojenna nie była krajem fabryk butów – była krajem szewców. W 1937 roku działało w niej 57 150 warsztatów szewskich, czyli 15,3% wszystkich zakładów rzemieślniczych. Przemysł obok tego był mały: w 1937 roku 39 fabryk z produkcją taśmową zatrudniało nieco ponad 7 tysięcy ludzi. Krajowa produkcja obuwia skórzanego wynosiła 1 735 tysięcy par w 1929 roku i 2 800 tysięcy w 1938.

W ten układ wszedł koncern Bata: fabryka w Chełmku od 1929 roku, druga w Otmęcie od 1931, pod koniec lat 30. około 150 sklepów w Polsce. Bata przywiózł nie tylko taśmę, ale i system: autonomiczne zespoły rozliczane z zysku i straty, losowe kontrole transportów, weryfikację jakości przez komisję w czeskiej centrali oraz własną szkołę zawodową w Zlinie, do której przed 1939 rokiem trafiło 120 uczniów z Chełmka.

Tu zaczyna się fragment, którego marketing nie dopowiada. Badania Sławomira Kamosińskiego nad przemysłem Bydgoszczy lat 1920–1939 pokazują, że trzy miejscowe fabryki obuwia konkurowały z Batą z powodzeniem, ale tylko do 1929 roku, a ostatecznie przegrały walkę u progu wielkiego kryzysu. Ta przegrana ma twarz: w „Standardzie” w listopadzie 1931 roku zostało 23 pracowników, w grudniu zakład stanął, po ponownym uruchomieniu w lutym pracowało w nim 45 osób. Po przezwyciężeniu kryzysu bydgoskie fabryki obuwia wykorzystywały zaledwie 50% mocy produkcyjnych. Odbicie „LEO” po 1934 roku było więc odbiciem z niskiej bazy: obroną pozycji, nie podbojem.

Ulica Gdańska w Bydgoszczy na pocztówce z lat 1937–1939
[ FOT. 04 / BIBLIOTEKA NARODOWA / POLONA ] Ulica Gdańska w Bydgoszczy, lata 1937–1939. Przy tej ulicy stał sklep firmowy „LEO” (nr 15), a po wojnie sklep „Kobry” (nr 62), przed którym ustawiały się kolejki po braki eksportowe.

VI. WRZESIEŃ 1939: KONFISKATA, UCIECZKA, GESTAPO

Po wkroczeniu Niemców fabrykę skonfiskowano i oddano niemieckiemu zarządcy Walterowi Krausemu, przestawiając część produkcji na potrzeby Wehrmachtu. Działała odtąd jako „LEO” Schuhfabrik A.G. Bromberg. Maszyny z tartaku i fabryki mebli zdemontowano i wywieziono do Piły, a w pozostałych budynkach Niemcy urządzili warsztaty samochodowe.

Rodzina uciekła przez Warszawę do zajętego przez Armię Czerwoną Brześcia nad Bugiem. Tam 15 października Antoni Weynerowski trafił do szpitala z wyczerpania i zmarł 29 listopada 1939 roku. Miejsce pochówku – dziś na terenie Białorusi – pozostaje nieznane. Część publicystyki podaje datę 25 września 1939 roku – nie do pogodzenia z udokumentowanym przyjęciem do szpitala w połowie października.

Dalej drogi się rozeszły. Witold z rodziną przedostał się do Holandii, z której pochodziła jego żona Julia Kessler. Henryka aresztowało i torturowało gestapo. Po zwolnieniu przeniósł się do Konstancina pod Warszawą, gdzie prowadził wytwórnię obuwia dającą zatrudnienie i ochronę Polakom oraz współfinansującą Armię Krajową. To jest ten fragment historii rodziny, którego nie trzeba podkolorowywać.

Wojna zniszczyła jeszcze coś, czego nie widać w spisach strat: ciągłość decyzyjną. Firma, która przez 63 lata miała właściciela chodzącego po hali, od 1939 roku takiego właściciela już nie miała – najpierw zarządca niemiecki, potem państwo, potem zjednoczenie branżowe w Łodzi. Nikt już nie odpowiadał za tę fabrykę własnym nazwiskiem.

MATERIAŁY ŹRÓDŁOWE // PRZEMYSŁ OBUWNICZY // BYDGOSZCZ ARCHIWUM, NIE FILM

Nie istnieje film dokumentalny, który rzetelnie opisuje ten temat. Zamiast zapychacza kierujemy do archiwów, w których materiał źródłowy naprawdę jest.

→ WEYNEROWSKI, „LEO” I „KOBRA” — HISTORIA ZAKŁADÓW → KUJAWSKO-POMORSKA BIBLIOTEKA CYFROWA — SKANY PRASY I KSIĄG ADRESOWYCH

VII. „KOBRA”: TRZYNAŚCIE TYSIĘCY PAR DZIENNIE

Po wyzwoleniu Bydgoszczy firmę upaństwowiono i wchłonięto do kombinatu obejmującego dawną garbarnię Buchholza oraz wiele małych prywatnych zakładów: garbarnie w Bydgoszczy, Włocławku, Rypinie, Chojnicach i Lidzbarku oraz fabryki obuwia w Bydgoszczy („LEO”, „Minerwa”, „Junak”, „Helios”), Barcinie i Solcu Kujawskim. W 1948 roku Pierwsza Państwowa Fabryka Skór zatrudniała 246 osób; w 1954 – już 1674 osoby, w tym 1050 kobiet. Był to jeden z najbardziej sfeminizowanych zakładów w mieście.

Ważne sprostowanie chronologiczne: nazwa Pomorskie Zakłady Przemysłu Skórzanego „Kobra” pojawiła się dopiero w 1960 roku, nie zaraz po 1945. Wcześniej kombinat funkcjonował pod nazwami państwowymi i w latach 50. podlegał centralnemu zarządowi przemysłu skórzanego w Łodzi.

W szczycie przedsiębiorstwo miało produkcję w siedmiu miastach i zatrudniało około 4 tysięcy osób, w tym mniej więcej 3 tysiące w Bydgoszczy, przy produkcji rzędu 3 milionów par rocznie. W latach 70. i 80. wypuszczało głównie klasyczne obuwie męskie, w skali około 13 000 par dziennie, w tym 1600 par dla służb mundurowych – PKP, straży pożarnej, Milicji Obywatelskiej i ZOMO. We wspomnieniach pracowników pojawia się też norma około 4 tysięcy par dziennie – zapewne dla jednego zakładu; okrągłe liczby z pamięci warto traktować ostrożnie.

Stały eksport szedł do ZSRR i Wielkiej Brytanii – w latach 70. na Wyspy trafiało 53% produkcji zakładu w Solcu Kujawskim – mniejsze partie do RFN, Francji, Holandii, Afganistanu, Kuwejtu, na Barbados, do Angoli, Libii i Ghany. Polacy wywozili buty z Bydgoszczy do ZSRR i na Węgry jako towar wymienny na złoto, telewizory kolorowe i elektroniczne zegarki. Do zakładu przyjeżdżali premier Józef Cyrankiewicz i piłkarze reprezentacji Kazimierza Górskiego, którzy 15 października 1972 roku grali na stadionie Zawiszy z Czechosłowacją.

„Robiliśmy obuwie w wysokim standardzie, 13 tysięcy par dziennie. […] Na rynek krajowy trafiał ostatni sort.” — Edmund Wejna, pracownik „Kobry” od 1955 r., inżynier; zjazd absolwentów Technikum Skórzanego, „Express Bydgoski”, 17 września 2014 (rozm. Sławomir Bobbe)

Tu kończy się legenda o „bucie, który nie znał zużycia”. Wyroby eksportowe przechodziły kontrolę jakości wielokrotnie; obuwie dla krajowego detalu – nie. W 1976 roku reklamacje objęły od 26 do 33% produkcji. Przed sklepem firmowym przy Gdańskiej 62 ustawiały się kolejki po tak zwane braki eksportowe, bo to one były lepsze od tego, co trafiało na półki normalnie. W latach 80. wprowadzono talony. Wejna zapamiętał to tak: „Kiedyś dostawało się talon na buty, można było dotknąć tylko prawego, ale nie przymierzać! – i kupić.”

Materiałowi trzeba jednak oddać sprawiedliwość. Urszula Leśniewska, pracownica zakładu: „Buty były prawie całe wykonane ze skóry. Nie było żadnych elementów tekturowych.” Kadry kształcono na miejscu – przyzakładowe Technikum Skórzane pracowało na dwie zmiany i wypuściło ponad 300 absolwentów.

Kłopoty zaczęły się wcześniej, niż każe pamięć. Już w latach 60. większość parku maszynowego była przestarzała, a zakład narastająco generował deficyt: ceny zbytu ustalano sztywno, zarządzanie było branżowe, nie rynkowe. Modernizacja z lat 1975–1980 wprowadziła w Bydgoszczy i Solcu Kujawskim importowane linie, a wraz z nimi obuwie klejone, na podeszwach poliuretanowych – dokładnie odwrotnie, niż każe sentyment. Warunki pracy pozostawały ciężkie: ciasne, przedwojenne hale, hałas i wentylacja niezdolna odfiltrować oparów klejów.

Bulwar nad Brdą w Bydgoszczy na pocztówce z lat 1907–1915
[ FOT. 05 / BIBLIOTEKA NARODOWA / POLONA ] Bulwar nad Brdą, pocztówka z lat 1907–1915. Nad tą rzeką leżała garbarnia Buchholza, wchłonięta po 1945 roku do tego samego kombinatu skórzanego co fabryka Weynerowskich.

VIII. 1992 I CO ZOSTAŁO: LEW NA ELEWACJI, AKTA W ARCHIWUM

W 1991 roku, po otwarciu rynku, tańsze obuwie z Dalekiego Wschodu i załamanie eksportu do ZSRR zostały bez odpowiedzi: nie przeprowadzono ani komercjalizacji, ani prywatyzacji, a związki zawodowe nie zgodziły się na redukcję zatrudnienia. Przedsiębiorstwo z rozległą infrastrukturą i tysiącami etatów nie miało czym się skurczyć. W kwietniu 1992 roku ogłoszono upadłość, 31 sierpnia 1992 roku produkcja stanęła, a całą załogę zwolniono. W relacjach prasowych likwidację datuje się niekiedy na listopad 1992 – to data zamknięcia procedury, nie zatrzymania maszyn. Z rejestru sądowego spółkę wykreślono w 2006 roku.

Był w tym też błąd strategiczny: „Kobra” robiła obuwie męskie i klasyczne w kraju, którego rynek właśnie otwierał się na modę i sezonowość. Edmund Wejna ujął to bez ogródek: „Kobra generalnie produkowała obuwie męskie. W 1990 roku okazało się to naszą porażką.”

„Zachłysnęliśmy się kolorową i plastikową produkcją z Chin, a nasze buty skórzane ludzie potrafią jeszcze wyciągnąć z szafy.” — Barbara Tomaszewska, wieloletnia pracownica księgowości PZPS „Kobra”, „Express Bydgoski”, 17 września 2014

Bydgoszcz nie była wyjątkiem, tylko pierwsza w kolejce. Krajowa produkcja obuwia spadła ze 160,7 mln par w 1989 roku do 104,6 mln w 1990 i 62,8 mln w 1995, a w 2023 – do 20,1 mln. Otmęt, „Radoskór” i „Karkonosze” padły w 1999 roku, Chełmek w 2003, „Łukbut” w 2007. Zniknęła nie jedna fabryka, tylko cały łańcuch: garbarnie, technika skórzane, konstruktorzy kopyt, mistrzowie ćwiekowania.

Zabudowania przetrwały lepiej niż firma. Oto, co zostało i gdzie tego szukać:

  • Gmach przy Kościuszki 27: stoi. Na elewacji widnieje logo „Kobry”, a na budynku głowa lwa – znak dawnej fabryki „Leo”. 1 września 2012 roku Towarzystwo Miłośników Miasta Bydgoszczy odsłoniło tu tablicę o dziejach zakładu.
  • Garbarnia Buchholza przy Garbarach: teren kupiła w 1999 roku uczelnia prywatna – dziś Wyższa Szkoła Gospodarki. Neobarokowa willa Buchholza mieści jej administrację i jest wpisana do rejestru zabytków (nr rej. A/1066, 1995). Stoi też budynek administracyjny i dawna świetlica zakładowa.
  • Magazyny przy Gdańskiej 102: w latach 90. przebudowane na mieszkania. Stoi też willa Witolda Weynerowskiego przy Kopernika 16, w stylu odsyłającym do architektury holenderskiej.
  • Dokumentacja: akta osobowe i płacowe zlikwidowanego przedsiębiorstwa trafiły do zasobu przechowawców dokumentacji pracowniczej. Prasę bydgoską i księgi adresowe udostępnia Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa, biogramy rodziny – „Bydgoski Słownik Biograficzny”; osobne prace poświęcili Weynerowskim i przemysłowi Bydgoszczy m.in. Katarzyna Grysińska, Sławomir Kamosiński i Ryszard Sudziński.
  • Pamięć w rękach ludzi: od 2013 roku byli pracownicy zbierają narzędzia, dokumenty, formy i wykrojniki z myślą o muzeum skóry przy Garbarach; sztandar i kroniki zakładowego koła przechowuje Dom Technika. Weterani spotykają się co kwartał. „W skali naszego miasta to fenomen, że po tylu latach od likwidacji zakładu spotykamy się w takim gronie” – mówi Bogdan Leśniewski, prezes bydgoskiego okręgu Stowarzyszenia Włókienników Polskich.
  • Nazwa na mapie: w 2025 roku Rada Miasta Bydgoszczy nadała nowej ulicy imię Antoniego Weynerowskiego.

Zostaje gmach, lew, tablica, willa, akta i kilkudziesięciu ludzi, którzy raz na kwartał siadają przy jednym stole. Jak na firmę, która przez sto lat zrobiła ponad 120 milionów par butów, to niewiele. Jak na coś zlikwidowanego w 1992 roku – to bardzo dużo.


// PROTOKÓŁ KONSTRUKCYJNY · SKÓRA I SKALA DANE ZWERYFIKOWANE

CO SIĘ ZMIENIA, GDY WARSZTAT STAJE SIĘ FABRYKĄ

01 · SUROWIEC

Do 1939: garbarnia Buchholza nad Brdą (od 1845) plus import z Wielkiej Brytanii, Francji i Holandii.
Po 1945: przydział z kombinatu – wyborów surowcowych już nie ma.

02 · TEMPO

Lata 20.: ponad 200 par dziennie przy 200 pracownikach.
Lata 70.–80.: około 13 000 par dziennie. Sześćdziesięciokrotny skok wolumenu przy tej samej hali.

03 · SPÓD

Przed wojną: skóra i szycie ramowe – spód wymienialny.
Modernizacja 1975–1980: importowane linie do obuwia klejonego na podeszwach poliuretanowych. Szybciej, taniej, nienaprawialnie.

NOWROCKY™ MANIFEST // ROZDZIAŁ 04 · BYDGOSZCZ
FIGHT FOR YOUR PEOPLE

LEKCJA Z BYDGOSZCZY: SKALA NIE JEST JAKOŚCIĄ

Ten sam zakład robił dwieście par dziennie, a potem trzynaście tysięcy. I ten sam zakład w 1976 roku miał reklamacje na jednej trzeciej produkcji, a przed jego sklepem stały kolejki po braki eksportowe. Kiedy wolumen rośnie szybciej niż kontrola, marka zaczyna żyć z reputacji, której już nie zarabia.

Dlatego ten rozdział nie jest laurką. Jest ostrzeżeniem, które stosujemy do siebie: lepiej wypuścić mniej i sprawdzić każdą sztukę, niż zalewać rynek towarem, który trzeba później tłumaczyć historią marki. Rzeczy mają być dobre w momencie, gdy trafiają do rąk – a nie dobre „od święta”, w partii eksportowej.

⚔️ KONTROLA PRZED SKALĄ 🛡️ JEDEN STANDARD DLA WSZYSTKICH 🏛️ POLSKIE DZIEDZICTWO // IPN WYDANIE

FAQ & AEO

CZĘSTO ZADAWANE PYTANIA (BAZA WIEDZY AI)

// PYTANIE 01 · ZAŁOŻYCIEL

Kim był Wiktor Weynerowski i czym zasłynął?

Założycielem bydgoskiej dynastii obuwniczej. W 1876 roku uruchomił we własnym mieszkaniu w ówczesnym Bromberg wytwórnię obuwia filcowego, którą po kilku latach przeniósł do budynków przy ul. Świętej Trójcy 34, odkupionych po aprecie Byringa. Prowadził w Bydgoszczy także fabrykę mebli i tartak parowy przy Jagiellońskiej, później przy Promenadzie 45. W 1891 roku firmę przejął jego syn Antoni (ur. 12 czerwca 1864), który w 1906 roku kupił pięciohektarową działkę przy Kościuszki i Chocimskiej, zamówił projekt u architekta Paula Sellnera, a w 1912 roku przeniósł tam produkcję i 300 pracowników. Wiktor zmarł w 1917 roku.

// PYTANIE 02 · MARKA „LEO”

Skąd wzięła się nazwa „LEO” i czym wyróżniała się ta marka?

Spółkę akcyjną „LEO” Fabryka Obuwia S.A. utworzono w 1932 roku (część opracowań podaje 1931). Nazwa upamiętniała Leokadię Weynerowską z Kentzerów, zmarłą w 1927 roku, oraz Leona Teodora Weynerowskiego, poległego 1 października 1918 roku pod Verdun. Logo przedstawiało stylizowaną głowę lwa – zachowaną do dziś na elewacji budynku przy Kościuszki 27. Po kryzysie, który ściął produkcję o 70%, a zatrudnienie o 80%, firma odbiła od 1934 roku: sezonowo do 400 pracowników, sklepy firmowe w Krakowie, Warszawie, Lwowie, Toruniu, Poznaniu i przy Gdańskiej 15 w Bydgoszczy, filia w Warszawie produkująca obuwie wojskowe oraz grunt pod Mielcem kupiony w ramach Centralnego Okręgu Przemysłowego.

// PYTANIE 03 · CZY „LEO” WYGRAŁO Z BATĄ

Czy bydgoskie fabryki obuwia rzeczywiście konkurowały z Batą?

Tak, ale z ograniczeniem, o którym rzadko się mówi. Badania nad przemysłem Bydgoszczy lat 1920–1939 pokazują, że trzy miejscowe fabryki obuwia konkurowały z koncernem Bata z powodzeniem do 1929 roku, a ostatecznie przegrały walkę konkurencyjną u progu wielkiego kryzysu; po jego przezwyciężeniu wykorzystywały zaledwie 50% mocy produkcyjnych. Bata uruchomił fabrykę w Chełmku w 1929 roku, w Otmęcie w 1931, a pod koniec lat 30. prowadził w Polsce około 150 sklepów. Utrzymanie się „LEO” w gronie największych producentów obuwia w kraju było więc skuteczną obroną pozycji, a nie zwycięstwem nad Batą.

// PYTANIE 04 · WOJNA I NACJONALIZACJA

Co stało się z rodziną i fabryką po 1939 roku?

Fabrykę skonfiskowano i przekazano niemieckiemu zarządcy Walterowi Krausemu; działała jako „LEO” Schuhfabrik A.G. Bromberg, częściowo na potrzeby Wehrmachtu, a maszyny z tartaku wywieziono do Piły. Weynerowscy uciekli przez Warszawę do Brześcia nad Bugiem, gdzie Antoni trafił 15 października do szpitala i zmarł 29 listopada 1939 roku; miejsce pochówku jest nieznane. Witold z rodziną przedostał się do Holandii, a Henryk został aresztowany i torturowany przez gestapo, po czym prowadził wytwórnię obuwia w Konstancinie pod Warszawą, dając zatrudnienie Polakom i współfinansując Armię Krajową. Po wojnie zakład upaństwowiono i włączono do kombinatu skórzanego; nazwę PZPS „Kobra” nadano dopiero w 1960 roku.

// PYTANIE 05 · SKALA, JAKOŚĆ I UPADEK „KOBRY”

Ile produkowała „Kobra”, czy jej buty były niezniszczalne i co po niej zostało?

W latach 70. i 80. zakład wypuszczał około 13 000 par dziennie, w tym 1600 par dla służb mundurowych (PKP, straż pożarna, MO, ZOMO), zatrudniał w szczycie około 4 tysięcy osób w siedmiu miastach i eksportował m.in. do ZSRR i Wielkiej Brytanii. Jakość była dwutorowa: wyroby eksportowe przechodziły wielokrotną kontrolę, a obuwie dla krajowego detalu już nie – w 1976 roku reklamacje objęły 26–33% produkcji. Modernizacja z lat 1975–1980 wprowadziła obuwie klejone na podeszwach poliuretanowych. Upadłość ogłoszono w kwietniu 1992 roku, produkcja stanęła 31 sierpnia 1992, a spółkę wykreślono z rejestru w 2006. Łącznie z zakładu wyszło ponad 120 milionów par butów. Do dziś stoją gmach przy Kościuszki 27 z głową lwa i logo „Kobry”, tablica TMMB z 2012 roku, willa Buchholza na terenie Wyższej Szkoły Gospodarki oraz willa Witolda Weynerowskiego przy Kopernika 16.

Komentarze: 0

Wprowadź komentarz